Bojanowicz: Niezależność gazowa Ukrainy. Szansa, czy zagrożenie dla planów Polski?

30 stycznia 2017, 07:30 Energetyka
poroszenko
Prezydenci Polski i Ukrainy. Fot. Twitter/ Profil Prezydenta Ukrainy

– Czarny scenariusz kolejnego kryzysu gazowego kreowany przez Rosję nie spełnił się. Ukraina mimo bardzo niskiego poziomu zapasów gazu na sezon zimowy 2016/ 2017 nie ograniczyła przesyłu tego surowca do krajów UE. Starania Kijowa aby uniezależnić się od dostaw z Gazpromu zaowocowały zarówno ograniczeniem krajowego zużycia błękitnego paliwa, jak i zwiększeniem wydobycia z własnych złóż. To z nich właśnie ma pochodzić surowiec, który Ukraina potencjalnie chce eksportować po 2020 roku. Czy takie działania zagrożają powstaniu Bramy Północnej? – pisze Agnieszka Roma Bojanowicz, autorka BiznesAlert.pl.

W grudniu 2016 roku Państwowa Służba Geologii w Kijowie ogłosiła odkrycie złoża położonego na szelfie w południowo – zachodniej części Morza Czarnego, którego wielkość szacuje się na minimum 40 mld m³gazu ziemnego rozłożonego na powierzchni 7 tysięcy m². Ukraina dysponuje również złożami gazu łupkowego położonego w Depresji Lwowskiej, stanowiącej kontynuację struktur geologicznych należącego do polskiego Regionu Lubelskiego, potocznie nazywanego Złożem Oleskim. Razem ze znajdującym się na zaanektowanym przez Rosję wschodzie kraju, położonym w basenie naftowo-gazowym Dniepr-Donieck Złożem Juzowskim, zasoby gazu łupkowego Ukrainy były szacowane na poziomie około 1,2 bln m³. Wiadomo, że roczne wydobycie błękitnego paliwa z krajowych zasobów Ukrainy kształtuje się na poziomie 20 mld m³. Nie zaspokaja to jednak w 100% zapotrzebowania naszego wschodniego sąsiada na błękitne paliwo. Kijów nadal jest uzależniona od dostaw zewnętrznych.

Potrzeby kontra możliwości

Wynika to w dużym stopniu z sytuacji gospodarczej i ekonomicznej. Anachroniczne know how jakim dysponują ukraińskie firmy. Przestarzała, mało wydajna infrastruktura wydobywcza. Brak pieniędzy na zakup nowego sprzętu, np. na platform wiertniczych do wydobycia gazu z szelfu na Morzu Czarnym. To wszystko ogranicza możliwości wydobywcze, a co za tym idzie możliwość zaspokojenia potrzeb energetycznych kraju.

Podobnie jest z wydobyciem gazu z łupków. Firma Ukrgazdobycha, spółka zależna od Naftohazu rozpoczęła produkcję gazu metodą hydroszczelinowania. Dzięki temu, jak deklaruje Naftohaz, w dłuższym terminie ma wzrosnąć produkcja tego surowca z 20 do 27 mld m³ rocznie. Zdaniem szefa tej państwowej firmy, Andreja Kobolewa, zabezpieczy to wszelkie potrzeby Ukrainy w tym względzie tak „by stała się samowystarczalna”. I tu rodzi się problem – ukraińscy eksperci nie mają doświadczenia w wierceniu w formacjach łupkowych. W związku z tym do pomocy przy pracach wydobywczych zaprosili między innymi odział PGNiG, spółkę Exalo Drilling, której pracownicy posiadają zarówno odpowiednia wiedzę jak i umiejętności. W bieżącym roku wystartuje ona w przetargu na wykonanie 15 specjalistycznych odwiertów.

Rząd w Kijowie śni sen o gazowej potędze

„Postawiliśmy sobie zadanie, aby do roku 2020 przejść do maksymalnej produkcji gazu, co będzie miało pozytywny wpływ na rozwój gospodarki krajowej oraz na krajową walutę” – zapowiedział 28 grudnia 2016 roku premier Władimir Groisman. Pięć dni wcześniej Minister Energetyki i Przemysłu Węgla Igor Nasalik podzielił się z narodem myślą, że Ukraina stanie się eksporterem gazu już w 2021 roku. Tego typu wypowiedzi mają prawo zadziwiać, czy też niepokoić wszystkie zaangażowane w powstanie Bramy Północnej podmioty.

Po dokładniejszym przyjrzeniu się sytuacji gospodarczo – społecznej na Ukrainie jasno widać, że powyższe wypowiedzi przedstawicieli ukraińskiego rządu są skierowane stricte do klienta wewnętrznego – obywateli. Wydaje się, że ich głównym zadaniem ma być uspokojenie nastrojów społecznych, gdyż cena gazu dla użytkowników indywidualnych w ciągu ostatnich trzech lat wzrosła prawie 9-ciokrotnie. W samym tylko 2016 roku podwyżka ta wyniosła 42% rdr. Dodatkowo zgodnie z danymi opublikowanymi przez Uktransgaz w pierwszych 10 dniach stycznia bieżącego roku ograniczono o ponad 12% wykorzystanie gazu ziemnego przez ukraińskich konsumentów w porównaniu do analogicznego okresu w 2016 roku.

Wzrost ceny usług komunalnych w ubiegłym roku o 47% jest, zdaniem Eleny Belan głównej ekonomistki firmy inwestycyjnej Dragon Capital, odpowiedzialny za prawie połowę inflacji konsumenckiej na Ukrainie. Jeżeli dołączymy do tego zapowiadaną od 1 lutego blisko 22 % podwyżkę opłat za błękitne paliwo dostarczane przedsiębiorstwom i innym podmiotom gospodarczym to mamy prosty przepis na wywołanie ciągu dalszego presji inflacyjnej. Niewątpliwie wpłynie ona na wysokość cen wszystkich produktów, w tym towarów pierwszej potrzeby jak żywność i leki. Może się to spotkać z protestami społecznymi, które mogą zachwiać obecną sceną polityczną w Kijowie. Na uniknięciu takiego scenariusza bardzo zależy zarówno premierowi Groismanowi, jak i pozostałym członkom obecnego rządu.

Brama Północna – szansa dla Ukrainy

Tak więc średniookresowe plany eksportu gazu przez Ukrainę mają niewielkie szanse na powodzenie. W pierwszej kolejności nasz wschodni sąsiad będzie musiał uporać się z niedoborami węglowodorów na rynku wewnętrznym. Budżetu państwa nie stać na sfinansowanie nowych odwiertów. Koszt jednego szacowany jest na kwotę od 6 do nawet 8 mln dolarów.

Braki w infrastrukturze wydobywczej. Brak doświadczenia w wydobyciu węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych (łupki). Potrzeba zdywersyfikowania źródeł dostaw gazu. Zwiększenie podaży tego surowca na rynku wewnętrznym. To wyzwania przed jakimi w nadchodzących miesiącach i latach stoi Kijów. Bez połączenia Ukrainy ze zintegrowanym regionalnym rynkiem gazu, bez dostępu do elastycznej sieci GTS działającej w Europie Środkowej i Wschodniej oraz bez niezakłóconego dostępu do światowego rynku gazu skroplonego marzenia Ukrainy o pełnej gospodarczej niepodległości są niestety tylko mrzonką.

W interesie zarówno Polski jak i Ukrainy jest więc jak najszybsza budowa Bramy Północnej, dzięki której wzrośnie atrakcyjność rynku gazowego w naszym regionie. Może się ona stać kołem zamachowym rozwoju gospodarek obu naszych krajów. Należy też zabezpieczyć jak najszybciej obecność polskich firm na Ukrainie, tak aby nie wyprzedzili ich konkurenci z innych krajów europejskich, które dostrzegają już nie tylko ryzyko i zagrożenie na tym rynku, ale też jego ogromne potrzeby i potencjał.