Poncyljusz: Opozycja chce dialogu o energetyce, ale rząd twierdzi, że wie najlepiej (ROZMOWA)

28 czerwca 2021, 07:35 Atom
Źródło: Twitter/Paweł Poncyljusz. Grafika: Gabriela Cydejko
Źródło: Twitter/Paweł Poncyljusz. Grafika: Gabriela Cydejko

Poseł Koalicji Obywatelskiej Paweł Poncyljusz opowiada o bolączkach debaty publicznej o polityce energetycznej Polski i postuluje rozpoczęcie prawdziwego dialogu zaczynając od tematu energetyki jądrowej. – Chodzi teraz o stałą płaszczyznę dialogu, być może z ograniczeniem dostępu dziennikarzy, ale w ramach rozmowy merytorycznej – mówi. – Jestem jednak realistą i obawiam się, że rządzący będą znów wiedzieli najlepiej – dodaje.

BiznesAlert.pl: Debata Energetyki 24 z posłami różnych frakcji, w tym z Pana udziałem, była okazją do sformułowania tezy o potrzebie stworzenia ponadpartyjnego konsensusu wokół energetyki jądrowej. Czy chodzi o poparcie Programu Polskiej Energetyki Jądrowej tego rządu?

Paweł Poncyljusz: W debacie posłów okazało się, że całe zagadnienie polityki energetycznej w aspekcie energetyki jądrowej wykracza dalej niż jedna czy dwie kadencje danej partii rządzącej czy koalicji. Aby ten program miał sens, wszystkie ugrupowania na scenie politycznej powinny czuć, że ma charakter długofalowy i wymaga konsekwencji działania. To nie jest jeszcze stanowisko potwierdzające poparcie wszystkich dla energetyki jądrowej, ale wezwanie do rozpoczęcia rozmów przy jednym stole, aby rządzący podawali transparentne informacje. Nie może być tak, że kilka osób w państwie prowadzi nieprzejrzyste działania w sprawie atomu, wybiera sobie partnerów i firmy wykonawcze bez żadnych procedur przetargowych ani innego postępowania konkurencyjnego. I jeszcze rządzący oczekują od opozycji żyrowania tych działań z obietnicą, że po zmianie władzy wszystko będzie kontynuowane. Zgodziliśmy się, że tej przejrzystości brakuje.Jesteśmy na etapie skierowania prośby do premiera o zwołanie spotkania w tej sprawie. Chcemy, aby wszystko co dzieje się wokół atomu było przejrzyste, abyśmy widzieli proces wyboru, a nie wskazywanie rządzących na wybranego z góry partnera, bez jakiegokolwiek instrumentu weryfikacji. Są przykłady takiego działania w energetyce jądrowej, kiedy już byli wybrani partnerzy, a potem nowa ekipa zaczynała wszystko od nowa. To strata czasu i pieniędzy. Czasu jest mało albo nie ma w ogóle. Jeśli atom kiedykolwiek powstanie to i tak już teraz mamy lukę pomiędzy zejściem z energetyki węglowej a rosnącym zapotrzebowaniem na energię w Polsce. Atom nie rozwiąże tego problemu całościowo, ale można i trzeba o nim dyskutować w perspektywie 15-20 lat.

Czy Koalicja Obywatelska poparłaby w takim dialogu program jądrowy w obecnym kształcie? W jej łonie także toczy się dyskusja o tym czy i jaki atom budować.

Słuchając ekspertów branży energetycznej uznaję, że jest miejsce dla OZE, gazu i do pewnego momentu dla ostatnich zbudowanych bloków węglowych. Potrzebujemy uczciwej rozmowy na ten temat. Dialog nie jest prowadzony od kilku lat. Najlepszy dowód to Elektrownia Ostrołęka C. Najpierw był blok węglowy 1000 MW i kontrakt na rynku mocy, a teraz mówi się o budowie bloku 300 MW na gaz i okazuje się, ta moc jest wystarczająca dla północno-wschodniej Polski. Warto zapytać o to, po co na początku celowaliśmy w tak dużą moc, a teraz wystarczy 30 proc. pierwotnego zapotrzebowania? W pierwszym etapie musi nastąpić uczciwa, do bólu, rozmowa na liczbach o projekcjach popytu na energię, wyłączania bloków węglowych i ograniczania wydobycia węgla kamiennego w Polsce. Na to musimy położyć mapę podaży Odnawialnych Źródeł Energii niezależnie od ich rodzaju. Jako klasa polityczna musimy patrzeć na cały Krajowy System Elektroenergetyczny.Dopiero do tego dobierać odpowiednie instrumenty, biorąc pod uwagę technologie jądrowe, ale musi się to dziać w dialogu ponadpartyjnym. Chciałbym, aby na tym etapie nie przesądzać o konkretnej technologii, czyli tak naprawdę konkretnego dostawcy i wykonawcy. Musimy prowadzić dialog o technologiach, lokalizacjach i ostatecznym koszcie budowy, bo za to wszystko zapłacą odbiorcy indywidualni i przedsiębiorcy. Przedsiębiorcy z powodu wysokiej ceny mogą zdecydować, że nie zechcą lokować kolejnych zakładów pracy w Polsce, ale tam, gdzie energia będzie tańsza. Nie chodzi tylko o Azję czy Afrykę, ale także kraje UE, gdzie już teraz ceny energii są bardziej atrakcyjne.

Czy dialog rządu z opozycją nie może odbywać się skutecznie z użyciem komisji do spraw energii i skarbu państwa? Czy problemem jest fakt obsadzania posłów partii rządzącej w roli przewodniczących?

Zdaję sobie sprawę, że prawem większości parlamentarnej jest obsada większości komisji swoimi przewodniczącymi. Ostatnio mieliśmy debatę o wotum nieufności dla wicepremiera Jacka Sasina. Krzysztof Tchórzewski złożył wówczas sensowny postulat padający w pustkę parlamentarną trwającą od półtora roku. Mówił, że trwa rozmowa o ministrze Sasinie, a przecież do rozwiązania jest szereg prawdziwych problemów, jak Turów czy Bełchatów. Apelował o szeroką debatę o transformacji energetycznej. Odparłem mu w kuluarach, że w tej kadencji ani razu na komisji ds. energii i skarbu nie rozmawialiśmy o strategicznych wyzwaniach w polskiej energetyce. Zajmujemy się tam konkretnymi projektami ustaw, ale nie było komisji, w której na spokojnie odeszlibyśmy od rytualnych ataków na siebie i porozmawiali o przyszłości energetyki w Polsce. Nie jest ważne kto będzie przewodniczącym. Komisja powinna być forum dyskusji z udziałem posłów, którzy są tą częścią parlamentu, która najlepiej zna się na energetyce. Każdy z nas po kolejnych wyborach może być odpowiedzialny za ten sektor i musi być świadomy faktycznych wyzwań oraz trudnych decyzji. Dzisiaj przedstawiciele ministerstwa przychodzą do Sejmu z przekonaniem, że wszystkowiedzą najlepiej, a opozycja powinna złożyć hołd tej nieomylności. Musimy myśleć w szerszych kategoriach kondycji polskich firm i indywidualnych odbiorców energii. Warto przypomnieć, że rząd PiS ratował górnictwo częściowo za pieniądze energetyki, która nie ma teraz pieniędzy na inwestycje, sektor węglowy uzyskał jedynie odroczenie nieuniknionej likwidacji. Warto teraz porozmawiać o tym, jak decyzje podejmowane dziś skutkują na przyszłość co można zrobić na przyszłość. Dziś jest czas na wspólne szukanie konstruktywnych rozwiązań jak powinien wyglądać docelowy miks energetyczny, rynek mocy, jaka charakterystyka źródeł odnawialnych, jaka rola energetyki obywatelskiej czy prosumenckiej i jak to uwzględnić w sieciach dystrybucyjnych. Warto też zdecydować czy w docelowym Krajowym Systemie Elektroenergetycznym jest miejsce na gaz i atom oraz jakie to rodzi konsekwencje. Sam jestem zainteresowany, aby odrzeć z mitów energetykę jądrową i powiedzieć sobie szczerze kiedy i jakie cele zrealizuje tego typu źródło. Polska będzie potrzebowała więcej mocy wytwórczych niż mamy obecnie (choćby deklarowane) i trzeba rozmawiać jak sprostać tym wyzwaniom.

Czy chodzi zatem o spotkanie premiera z posłami komisji?

Przez ostatnie dwa lata premier Morawiecki tylko 3-4 razy zaprosił przedstawicieli ugrupowań opozycyjnych do poważnych rozmów. To są jednak pojedyncze przypadki i PR-owskie zagrywki a nie gotowość do dialogu w poczuciu racji stanu. Ten list apeluje o stałą płaszczyznę dialogu w sprawie polskiej energetyki atomowej.Premier mógłby być inicjatorem, a potem za dalsze rozmowy odpowiadałoby ministerstwo klimatu. Ważne, aby na spotkaniu po stronie rządu wzięli udział politycy odpowiedzialni za ten dział. W Sejmie, często rozmawiamy z wyższymi urzędnikami ministerialnymi, którzy nieoficjalnie podzielają postulaty opozycji, ale oni nie decydują. W naszym przekonaniu chodzi o rozmowę w konsensusie i poczuciu odpowiedzialności za Polskę i jej system elektroenergetyczny w perspektywie 10-15 lat.

Czy umowa społeczna w sprawie górnictwa to wzór dialogu o energetyce?

Nie. Brał w niej udział tylko resort aktywów państwowych i jedna grupa zawodowa. Nie wiemy jakie są zapisy wniosku do Komisji Europejskiej i rząd zapowiada, że go ujawni dopiero po porozumieniu z Brukselą. To jest przykład braku dialogu ponadpartyjnego w sprawie ważnej dla Polski.W takich przepadkach warto posadzić różne partie do jednego stołu i decydować, a później działać wspólnie. Planowane przejęcie PGNIG przez Orlen budzi obawy związkowców, a my jako opozycja nie potrafimy zrozumieć po co zarząd Orlenu chce rozpraszać poszczególne spółki gazowego koncernu wzbudzając obawy pracowników o ich przyszłość. Do tej pory była mowa o włączaniu grupy kapitałowej PGNiG wprost do Orlenu, a teraz jest decyzja o likwidacji części podmiotów i włączanie wprost do spółek o podobnym profilu działania. Gdybyśmy wiedzieli jaki jest prawdziwy cel działań rządu oraz mieli dokładne analizy i wyliczenia, temperatura debaty w takiej sprawie mogłaby być dużo niższa. Jestem jednak realistą i podejrzewam, że rządzący będą„wiedzieli lepiej”. Tak było w sprawie Turowa. Rząd przekonywał, że ma wszystko pod kontrolą, a teraz musi działać w trybie awaryjnym. Choć dziś nikt z rządu nie chce przyznać, że to opozycja miała rację co do ryzyka złożonej skargi przez Czechów w lutym bieżącego roku.

Rozmawiał Wojciech Jakóbik

Soboń: Chcemy uruchomić system wsparcia górnictwa węgla kamiennego w 2022 roku