Polacy na liście sankcji Ukrainy przeciwko Rosji. Rosatom nie rozbuduje ukraińskiej elektrowni jądrowej

17 września 2015, 08:18 Alert
Elektrownia atomowa Chmielnicki
Elektrownia atomowa Chmielnicki

(Kommiersant/Wojciech Jakóbik)

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podpisał dekret o rozszerzeniu sankcji przeciwko osobom i podmiotom prawnym związanym z aneksją Krymu i agresją w Donbasie. Na liście znaleźli się przedstawiciele Gazprombanku i innych rosyjskich firm, a także przedstawiciele mediów, w tym trzech Polaków. Jednocześnie Kijów wypowiedział umowę z Rosatomem o budowie dwóch nowych bloków w elektrowni jądrowej Chmielnicki.

Polacy z listy Poroszenki to Jakub Korejba, dziennikarz współpracujący z Russia Today oraz Dawid Hudziec i Dawid Berezicki pracujący dla Novorossia News Agency, czyli agencji stworzonej przez samozwańcze republiki w Donbasie pod kontrolą Moskwy.

Trzeci i czwarty blok Elektrowni Chmielnicki miały powstać na mocy umowy z lata 2010 roku, którą ratyfikował parlament ukraiński w 2011 roku. Od tamtego czasu budowa nie ruszyła. Kijów oskarża Rosjan o naruszenie kontraktu. Spór trwał przez kilka lat, a po ataku Rosji na Ukrainę, przeniósł się do nowego parlamentu. Część deputowanych ukraińskich domagała się natychmiastowego zerwania układu. Teraz Kijów zapowiada, że dokończy projekt przy współpracy europejskiej firmy. Według Kommiersanta będzie to czeska Skoda. W spekulacjach pojawia się także firma Polenergia zmarłego Jana Kulczyka, ale jej menadżerom nie udało się poczynić żadnego kroku naprzód, poza podpisaniem niewiążącego memorandum w tej sprawie. Rosatom wycenił rozbudowę na 3 mld dolarów, a przebudowę istniejących obiektów na 6 mld.

Na Ukrainie funkcjonuje 15 elektrowni jądrowych. Dwie z nich musiały zakończyć funkcjonowanie ze starości i czeka to niebawem kolejne 7 obiektów. W modernizację funkcjonujących siłowni na potrzeby paliwa spoza Rosji zaangażował się amerykańsko-japoński Westinghouse. Chociaż Rosjanie przekonują, że stwarza to groźbę powtórzenia katastrofy jądrowej jak wybuch w Czarnobylu w 1986 roku, to zachodni eksperci nie mają takich obaw. Według polskiego Narodowego Centrum Badań Jądrowych ukraińska energetyka jądrowa nie stwarza zagrożenia dla Polski.

Co istotne, sankcje praktycznie wykluczają loty rosyjskich linii lotniczych nad terytorium Ukrainy. Zostały nimi objęte Aerofłot, Transaero, Ural Airlines, Red Wings i inne firmy lotnicze z Rosji.

W lipcu przedstawiciel ds. bezpieczeństwa w elektrowni jądrowej Zaporoże Andrij Ignaczenko poinformował, że we współpracy z japońsko-amerykańskim Westinghouse zamierza dokonać zmiany wykorzystywanej technologii z rosyjskiej na zachodnią. Według niego w przyszłym roku obiekt uniezależni się od dostaw rosyjskiego paliwa, sprowadzając je z USA.

Na Ukrainie dostawcą paliwa był dotąd rosyjski TVEL. Ma go zastąpić Westinghouse Electric.

Jak informował BiznesAlert.pl, Westinghouse Electric Company i osiem firm europejskich zebranych w konsorcjum otrzymały 2 mln euro z Unii Europejskiej na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa dostaw paliwa atomowego do reaktorów na terenie Wspólnoty w ramach projektu Essanuf.

Chodzi o zapewnienie alternatywnych źródeł paliwa dla reaktorów zaprojektowanych według technologii rosyjskiej (WWER). Pięć krajów UE – Bułgaria, Czechy, Finlandia, Słowacja i Węgry – posiadają w sumie 18 reaktorów tego typu. Są one w stu procentach zależne od dostaw paliwa z Rosji a jednocześnie są odpowiedzialne za wytwórstwo do 52 procent energii elektrycznej w tych państwach.

Środki dla Essanuf zostały przeznaczone z programu badań Euratomu, które są finansowane przez proram Horyzont 2020.

Razem z Westinghouse do współpracy weszły słowackie Vuje, czeski UJV Rez, fiński Uniwersystet Technologiczny w Lappeenranta, brytyjskie Narodowe Laboratorium Jądrowe, ukraiński Instytut Fizyki przy Narodowym Centrum Nauki w Charkowie, Komisja Europejska oraz Enusa Inudstrias Avanzadas z Hiszpanii.

W UE znajduje się 131 reaktorów jądrowych. Ponad 60 procent z nich bazuje na technologii Westinghouse.