Jakóbik: Porozumienie naftowe znów wisi na włosku

2 lipca 2020, 07:31 Energetyka
Operators at a Saudi Aramco Facility Arabia Saudyjska
Pracownicy Saudi Aramco. Fot. Saudi Aramco

Porozumienie naftowe nadal nie jest w pełni realizowane. Arabia Saudyjska grozi powrotem wojny cenowej. Nie ma innego narzędzia dyscyplinowania niesubordynowanych członków OPEC+. Ropa drożeje, ale może szybko potanieć, jeśli układ zawiedzie – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Arabia Saudyjska nieoficjalnie grozi członkom układu OPEC+, że jeśli nie zrealizują zaplanowanych cięć, może ona wrócić do wojny cenowej. Ultimatum Rijadu było odpowiedzią na fakt, że Angola i Nigeria nie zmniejszyły wydobycia pomimo zobowiązań porozumienia naftowego obowiązującego od maja 2020 roku. Sygnatariusze układu z kartelu OPEC i spoza niego, jak Rosja, zdecydowali o cięciach w wysokości w sumie 9,7 mln baryłek dziennie od maja do czerwca, potem przedłużając je do lipca. Reuters informuje, że państwa porozumienia naftowego nie chcą ich przedłużyć do sierpnia i zamierzają wtedy wdrożyć niższe kwoty zaplanowane pierwotnie na lipiec, czyli 7,6 mln baryłek dziennie. Od początku 2021 roku kwota ma zmaleć do 5,6 mln baryłek dziennie i obowiązywać do kwietnia 2022 roku z opcją rewizji w grudniu 2021 roku.

Wall Street Journal ustalił, że minister energetyki Arabii Saudyjskiej Abdel Aziz bin Salman miał zareagować na niechęć tych krajów wobec cięć na spotkaniu ministerialnym OPEC+ z 18 czerwca. Owocem spotkania było ustalenie, że wszystkie kraje układu, które nie wywiązały się dotąd z cięć mających sięgnąć w sumie 9,7 mln baryłek dziennie między majem a lipcem 2020 roku, nadrobią je do września 2020 roku. Do końca maja układ był realizowany w 87 procentach. Do ograniczenia zostaje około 1,3 mln baryłek dziennie.

Arabia Saudyjska wzięła na siebie największą część cięć. Ustaliła, że zmniejszy wydobycie o 2,5 mln baryłek dziennie z 11 mln baryłek podobnie jak Rosja. Podjęła także inicjatywę we współpracy z Kuwejtem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi o zdjęciu z rynku kolejnych 1,2 mln baryłek ropy dziennie w czerwcu. W ten sposób chciała zapewnić, że porozumienie naftowe przyniesie oczekiwany skutek i podniesie ceny ropy. Saudyjczycy potrzebują baryłki za 80 dolarów, aby zrealizować budżet, szczególnie wobec planów dalszej prywatyzacji udziałów Saudi Aramco, więc póki co przepalają rezerwy i wprowadzają cięcia. Podatek VAT wzrośnie z 5 do 15 procent od pierwszego czerwca. Dopłaty do kosztów życia zostały zawieszone od pierwszego lipca. To odpowiedź na kryzys cen ropy ograniczający przychody ze sprzedaży baryłek oraz pandemię koronawirusa zmniejszającą pozostałe przychody budżetowe przez ograniczenia działalności gospodarczej.

Bank centralny Arabii notuje najszybszy spadek rezerw zagranicznych od dwudziestu lat i skurczył się już do poziomu z 2011 roku. Przychody ze sprzedaży ropy naftowej spadły w pierwszych trzech miesiącach 2020 roku o 24 procent do 34 mld dolarów, obniżając całość przychodów o 22 procent. Rząd musiał przez to m.in. zawiesić inwestycje programu Wizja 2030, który miał zmniejszyć zależność saudyjską od ropy naftowej. Podobne środki zostały zastosowane podczas poprzedniego kryzysu cen ropy w 2015 roku.

Arabia Saudyjska, ale także Rosja, mogą mieć problem z porozumieniem naftowym ze względu na to, że konkurencja nieograniczona układem zaczyna wypełniać luki na rynku utworzone dzięki cięciom. Eksport norweski ma wzrosnąć z 429 tysięcy baryłek dziennie w lipcu do 465 tysięcy w sierpniu. Będzie możliwy pomimo deklaracji norweskiego Equinora o ograniczeniu wydobycia ropy w czerwcu o 20 procent w odniesieniu do porozumienia naftowego OPEC+. Redukcja ma obowiązywać w drugim kwartale i ma zostać nadrobiona w trzecim oraz czwartym. Warto dodać, że mieszanka Johan Svedrup jest ciężka i może stanowić zamiennik Urals. Tymczasem sprzedawcy ropy rosyjskiej rezerwują sobie wysokie marże sięgające dwóch dolarów za baryłkę, coraz bardziej odstraszając klientów.

Refinitiv Eikon informuje, że rośnie eksport lekkiej ropy z USA do Europy, sięgając rekordowego poziomu ponad 4 mln ton w marcu 2020 roku. Dostawy w czerwcu mają spaść do około 3 mln ton, ale pozostają znaczne pomimo spadku wydobycia ropy w USA ze względu na niską cenę ropy o 2,1 mln baryłek dziennie w porównaniu z marcem tego roku.

Ropa powoli drożeje. Drugiego lipca o 7.00 czasu polskiego baryłka Brent kosztowała ponad 42 dolary, a WTI – prawie 40 dolarów. Jednakże dalsze zmiany jej wartości zależą głównie od tempa wzrostu zapotrzebowania na ropę na świecie wychodzącym z izolacji wywołanej pandemią koronawirusa. Holendersko-brytyjski Shell przewiduje, że cena ropy nie podniesie się powyżej 60 dolarów do końca 2021 roku. Wcześniej czeka ją okres istotnych wahań. Jednym z powodów może być niepewność wokół porozumienia naftowego, które na papierze zdejmuje z rynku 9,7 mln baryłek dziennie, ale faktycznie mniej i wygląda na to, że ten trend się utrzymuje.

Saudyjczycy nie mają w dyspozycji sankcji wobec krajów OPEC+, które nie wywiązują się z układu. Mogą jedynie grozić im wojną cenową i robią to według Wall Street Journal. Porozumienie naftowe znów wisi na włosku. Nie ma planu przedłużania największych cięć o kolejne miesiące. Jeżeli zaplanowane poluzowanie układu do cięć w wysokości 7,7 mln baryłek dziennie wejdzie w życie wobec zbyt niskiego wzrostu popytu na ropę, cena ropy może ponownie spaść. Jeśli okaże się, że sygnatariusze układu OPEC+ nadal nie wywiązują się z cięć, Arabia Saudyjska może wkroczyć na wojenną ścieżkę walki o klienta jak najniższą ceną. Byłaby to dobra wiadomość dla importerów, jak Polska, którzy korzystali na dotychczasowych wojnach cenowych, ale zła dla petrostates, które nadal nie uniezależniły budżetów od sprzedaży ropy naftowej i będą miały coraz większe problemy gospodarcze przez tanią baryłkę.

Jakóbik: Porozumienie naftowe walczy o wiarygodność