Baca-Pogorzelska: Powodzie kopalni w okupowanym Donbasie mają krytyczny wpływ na jakość wody pitnej

18 listopada 2020, 07:30 Środowisko
Woda
Woda

Podczas niedawnej konferencji w centrum prasowym Ukraińskiego Centrum Mediów Kryzysowych poświęconej ekologicznej zapaści w Donbasie, eksperci byli zgodni: w wyniku zalania kopalni i zanieczyszczenia wód na wschodzie kraju dochodzi do znacznego pogorszenia jakości wody pitnej. Może ona zagrażać życiu ludzi. Nawet tak samo jak kiedyś wody w strefie czarnobylskiej – pisze Karolina Baca-Pogorzelska, współpracownik BiznesAlert.pl

Strefa ryzyka

– Wcześniej w Donbasie było ponad dwieście kopalń. Obecnie około 15 pozostało na niekontrolowanym terytorium, a około 20 na kontrolowanym terytorium Donbasu. Dziś, gdy kopalnie są zalewane, widzimy wzrost poziomu wód gruntowych. 30 procent terytorium strefy przemysłowej Donbasu zostanie zalane – ostrzegał Jewhen Jakowlew z Narodowej Akademii Nauk Ukrainy. Podkreślił potrzebę powołania ośrodka badawczego do rekultywacji ekologicznej Donbasu i badań środowiskowych źródeł wody – podał uacrisis.org.

Uczestnicy konferencji podkreślali, że dziś Donbas to strefa wielkiego ryzyka. – Pewne procesy zaczęły się i chociaż nie nabierają odpowiedniego tempa, coś się zmieniło w zakresie ochrony naszego środowiska. Jeśli nie chcemy stracić naszego Donbasu i dostać się do strefy katastrofy ekologicznej, musimy coś pilnie zrobić – powiedziała Anastasia Bondarenko, analityk prawny w Fundacji Charytatywnej Prawo do Ochrony. Wizje ekspertów odzwierciedlił poniekąd film „Atlantis”, który można było zobaczyć podczas niedawnego festiwalu kina ukraińskiego w Warszawie. – Największym problemem Donbasu po wojnie z Rosją z 2014 roku nie jest degradacja gospodarcza, ale katastrofa ekologiczna. Setki kopalni, z których wcześniej wypompowywano wodę, są teraz opuszczone i zalane. Zatruta woda dostaje się z nich do studni i rzek. Po kilku latach w tym regionie nie będzie wody pitnej, a Donbas zamieni się w martwą pustynię, taką jak Czarnobyl. Mój film opowiada o tej katastrofie – mówił reżyser Walentyn Wasjanowicz.

– Zajęcie niektórych terytoriów Donbasu przez Federację Rosyjską zamienia je w strefę czarnobylską, prowadzi do zniszczenia infrastruktury i naszych kopalń. Działania te będą miały konsekwencje zarówno środowiskowe, jak i społeczno-gospodarcze – powiedział podczas konferencji Ostap Jednak, deputowany ludowy Ukrainy.

Łesia Wasylenko, przewodnicząca Podkomisji ds. Zmian Klimatu i Ochrony Powietrza Atmosferycznego, zauważyła, że unika się problemu katastrofy ekologicznej na wschodzie Ukrainy. – Kwestia katastrofy ekologicznej ma bezpośredni wpływ na życie i zdrowie ludzi. Przerwy w produkcji wody pitnej następują na skutek zalania kopalń. Wody gruntowe stają się niezdatne do spożycia – powiedziała.

Od 2017 roku opisywałam z Michałem Potockim nie tylko import antracytu z okupowanego Donbasu, ale również, po dwukrotnych wizytach w Donbasie, problemy tamtejszych kopalń. Nie jest przesadnym stwierdzenie, którego użyliśmy już dwa lata temu na łamach DGP, że w Donbasie są kopalnie, z których uciekają ratownicy.

Pisaliśmy wtedy w DGP, że na terytorium okupowanym przez Rosjan większość zakładów już nie działa. Około 40 kopalń zostały celowo zalanych, bo nie ma pieniędzy na odpompowywanie wód gruntowych. Przed zalaniem separatyści wywożą z nich wszystko, co da się sprzedać na złom. Ale zamykanie zakładów rodzi też ogromne skutki społeczne. Wiele osiedli w Zagłębiu Donieckim żyje tylko z kopalni. To tzw. monomiasta, w których zakład jest jedynym liczącym się pracodawcą, zapewniającym nie tylko pracę, ale i transport publiczny, przedszkola i szkoły.

W naszej książce „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu” (BiznesAlert.pl objął ją patronatem) opisywaliśmy strach Ukraińców przed zalaniem dawnej kopalni Junkom, w której w czasach radzieckich przeprowadzono próby nuklearne. Zabezpieczenie miejsca atomowych eksperymentów miało być odporne na wstrząsy czy ruchy górotworu, ale nikt nie wiedział, czy będzie odporne na wodę. Ukraińcy eksperci straszyli atomową katastrofą, ale polscy uspokajali mówiąc, że obawy sąsiadów są mocno przerysowane.

Byliśmy również w kopalni Zołote tuż przy linii frontu. Tam mamy do czynienia z klasycznym przykładem zalewania kopalń. Zołote w zasadzie od wielu miesięcy nie wydobywa węgla, tylko pompuje wodę z kopalni z okupowanych terytoriów, by ta nie zakłada sąsiednich zakładów Hirśka i Karbonid. A kopalnia nie ma pieniędzy na zakup coraz to większej liczby sprzętu, bo nie wydobywa węgla. Tymczasem ukraiński resort energetyki (Zołote, Hirśka i Karbonid to państwowe zakłady) jednak zalecił jej zakup sprzętu.

Krwawy węgiel z Donbasu. Baca-Pogorzelska i Potocki opowiadają o swej książce (WIDEO)