Baca-Pogorzelska: Energochłonni mają problem. Unia szykuje zaciskanie pasa

26 listopada 2019, 14:30 Środowisko
Zanieczyszczenia, emisje, dym

Producenci m.in. miedzi, tworzyw i nawozów mogą od 2021 roku stracić status „sektorów uznanych za narażone na rzeczywiste ryzyko ucieczki emisji z powodu pośrednich kosztów emisji” – dowiedział się Biznesalert.pl. A tak prościej? Bruksela zaproponowała przycięcie listy sektorów mogących liczyć na legalną pomoc publiczną o połowę – pisze Karolina Baca-Pogorzelska, współpracownik BiznesAlert.pl.

Nie 15 jak w 2012 r., a tylko 8 sektorów znalazło się na proponowanej – bo to wciąż wersja robocza – liście sektorów, które mogą dostawać rekompensaty pośrednich kosztów ETS, czyli krótko mówiąc takich, którym można łagodzić rosnące koszty emisji CO2. Dotarliśmy do propozycji, które obecnie są wypracowywane w dyrekcji generalnej ds. konkurencji w Komisji Europejskiej. Wychodzi na to, że producenci m.in. żelaza i stali, skórzanych ubrań, aluminium, papieru, ołowiu, cyny i cynku mogą spać względnie spokojnie. Te sektory w obecnych propozycjach zostają na razie uwzględnione, co jednak wcale nie znaczy, że kształt listy, która będzie obowiązywać od 2021 roku jest ostateczny. Na pewno z ulgą przynajmniej na chwilę odetchnie największy na świecie producent stali, czyli ArcelorMittal, w tym jego polski oddział, który właśnie z trudnych powodów rynkowych zdecydował się niedawno na wygaszenie czasowe wielkiego pieca w hucie w Krakowie.

Jeśli jednak popatrzymy na listę z 2012 roku, brakuje nam innych hut – miedziowych. Ale także produkcji nawozów. Z punktu widzenia polskich interesów to bardzo zła wiadomość m.in. dla KGHM Polska Miedź i Grupy Azoty, czyli dwóch bardzo ważnych spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa. – Na bieżąco monitorujemy różne trendy pojawiające się w otoczeniu regulacyjnym przemysłu metali nieżelaznych. Przed oficjalnym powołaniem Komisji Europejskiej trudno odnosić się do pojawiających się sygnałów dotyczących ewentualnych planów czy kierunków poszczególnych polityk – powiedział nam we wtorek dyrektor komunikacji korporacyjnej KGHM Piotr Chęciński.

Dlaczego „być albo nie być” na liście jest tak ważne? Obecność na liście powoduje, że rekompensaty pośrednich kosztów ETS nie są uznawane za pomoc publiczną. Tak przecież było właśnie teraz w Polsce, gdy resort przedsiębiorczości minister Jadwigi Emilewicz przygotował ustawę o rekompensatach za wysokie ceny prądu dla sektorów energochłonnych. W przeciwieństwie do słynnej ustawy prądowej z 28 grudnia 2018 r., które notyfikacji z Brukseli nie ma do dzisiaj ustawa Emilewicz notyfikowana została błyskawicznie. Mniej błyskawiczne co prawda będą wypłaty rekompensat, ale to już inna historia. Na pewno jednak nie są one zagrożone. Na razie, bo ustawa jest na rok 2019 i 2020. A to oznacza, że gdy lista sektorów zmieni się od 2021 r., to przemysł energochłonny znowu będzie miał pod górkę.

Z moich informacji wynika, że prace nad proponowaną listą są na finiszu, ale polska strona intensywnie pracuje nad tym, by ostateczny kształt dokumentu został jednak zmieniony. Nie wiadomo jednak kiedy poznamy ostateczne wyniki rozmów w tej sprawie.

Ślęzak: Cło węglowe wyrówna warunki konkurencji na rynku (ROZMOWA)