AktualnościGospodarka

Repolonizacja gospodarki. Rząd definiuje, co znaczy „polska firma”

minister Wojciech Balczun, foto www.gov.pl
minister Wojciech Balczun, foto www.gov.pl

Rząd rozpoczyna prace nad prawną definicją przedsiębiorstwa o polskim kapitale. To pierwszy krok w kierunku repolonizacji gospodarki i zwiększenia udziału rodzimych firm w zamówieniach publicznych, które stanowią nawet 12 procent PKB.

W czwartek w Ministerstwie Aktywów Państwowych odbywa się pierwsze posiedzenie międzyresortowego zespołu ds. udziału komponentu krajowego („local content”) w kluczowych procesach inwestycyjnych. Na jego czele stoi minister Wojciech Balczun, a w skład wchodzą także przedstawiciele resortów finansów i gospodarki.

Celem zespołu jest opracowanie kryteriów, które pozwolą określić, kiedy przedsiębiorstwo można uznać za polskie, a tym samym – objąć je preferencjami przy publicznych przetargach. To początek realizacji zapowiedzi premiera Donalda Tuska o „repolonizacji gospodarki, rynku i kapitału”.

– Polska jest dziś dwudziestą gospodarką świata. Musimy tworzyć silne struktury gospodarcze – zarówno państwowe, jak i prywatne – mówił minister Balczun portalowi money. pl. – Kluczowe jest zdefiniowanie pojęcia local content. Najpierw trzeba wiedzieć, jak go mierzyć, a dopiero później zwiększać jego udział w inwestycjach – dodał.

„Local content” w praktyce: priorytet dla krajowych firm

Zespół w MAP ma zidentyfikować sektory, w których udział polskich firm w inwestycjach publicznych można zwiększyć bez naruszania przepisów Unii Europejskiej. Dotyczyć to ma zwłaszcza dostaw sprzętu wojskowego, energetyki odnawialnej oraz sektora morskiego.

Jednym z zadań będzie też analiza „dopuszczalnych środków ochrony podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa” – chodzi o to, jak promować udział krajowych podmiotów w strategicznych zamówieniach, nie naruszając zasad wspólnego rynku.

Wprowadzenie jasnych kryteriów local content pozwoliłoby rządowi ustalać minimalny poziom udziału polskich firm w przetargach – na przykład w energetyce jądrowej, zbrojeniówce czy infrastrukturze.

Polski kapitał czy polska produkcja?

Największym wyzwaniem jest ustalenie, co dokładnie oznacza „komponent krajowy”. Czy polskim przedsiębiorstwem jest wyłącznie firma z krajowym kapitałem, czy także zagraniczna spółka produkująca w Polsce?

– Trwa dyskusja, czy za local content uznać także fabryki zagranicznych firm w Polsce, czy tylko przedsiębiorstwa z polskim kapitałem – wskazuje rozmówca związany z MAP.

Jak zauważa wiceszef Polskiego Instytutu Ekonomicznego Andrzej Kubisiak, nie da się uniknąć sytuacji niejednoznacznych: niektóre polskie firmy mają zagranicznych akcjonariuszy lub zarejestrowane są w rajach podatkowych. – Może się okazać, że każdą sytuację trzeba będzie rozpatrywać indywidualnie – dodaje.

Mimo trudności Kubisiak podkreśla, że warto zdefiniować local content, ponieważ mechanizm ten może zasadniczo zmienić warunki funkcjonowania rodzimych firm.

12 procent PKB do podziału

Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego zamówienia publiczne w Polsce odpowiadają za około 12 proc. PKB, co stanowi gigantyczny potencjał dla krajowych przedsiębiorstw.

– Preferencje dla firm z wysokim udziałem local content mogłyby „wypłaszczyć górki i dołki” w cyklu inwestycyjnym i zapewnić firmom większą stabilność – tłumaczył Kubisiak portalowi money.pl. – Państwo może w ten sposób tworzyć stabilny popyt, zamiast polegać wyłącznie na środkach unijnych.

Mechanizm ten ma szczególne znaczenie dla sektorów o dużym zapotrzebowaniu na komponenty krajowe – jak energetyka, infrastruktura, przemysł obronny czy technologie jądrowe.

Repolonizacja w praktyce

Polski Instytut Ekonomiczny w raporcie „Ile Polski w atomie?” oszacował, że udział polskich firm w budowie pierwszej elektrowni jądrowej może sięgnąć 40 procent. Większość ankietowanych przedsiębiorstw ma już doświadczenie w branży energetycznej, a część – także w zagranicznych projektach jądrowych.

84 procent badanych firm uważa, że udział polskiego przemysłu w przyszłych inwestycjach jądrowych będzie rosnąć. Jednocześnie wskazują one na problemy z dostępem do finansowania przygotowawczego, które utrudnia im wejście do przetargów.

Podobne nadzieje wiążą się z energetyką wiatrową na morzu, gdzie udział krajowych producentów i poddostawców również może stać się elementem polityki repolonizacyjnej.

Rządowe prace nad zdefiniowaniem local content to nie tylko techniczne ćwiczenie, ale element szerszej strategii repolonizacji gospodarki i budowy narodowego kapitału przemysłowego.

Jeśli uda się wypracować spójną definicję i zasady preferencji, Polska może zyskać narzędzie, które pozwoli jej utrzymać większą część wartości dodanej z inwestycji publicznych w kraju.

Jak zapowiada minister Wojciech Balczun, definicja „local content” ma być gotowa w ciągu kilku miesięcy. – Chcemy, by udział polskiego komponentu był jednym z głównych wskaźników rozwoju – podkreślił.

Money.pl / Hanna Czarnecka


Powiązane artykuły

GUS: Sprzedaż detaliczna w sierpniu wzrosła mniej niż oczekiwano

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych zwiększyła się w sierpniu o 3,1 proc. rok do roku – informuje Główny Urząd Statystyczny....

Plan uderzenia w petropaństwo Putina. Indie już razem z USA

Decyzja Indii o wstrzymaniu zakupów rosyjskiej ropy nie jest zwykłym epizodem w wojnie handlowej z USA. To wydarzenie o znaczeniu...
Centrum danych. Fot. Freepik

Silniki lotnicze i turbiny na ratunek centrom danych?

Deweloperzy centrów danych coraz częściej sięgają po silniki lotnicze i generatory zasilane paliwami kopalnymi, by sprostać rosnącym potrzebom sektora sztucznej...

Udostępnij:

Facebook X Pinterest WhatsApp