Dyner: Białoruś chce wykorzystać brudną ropę w rozgrywce z Rosją

3 lipca 2019, 07:30 Energetyka
Łukaszenka Białoruś Aleksandr Łukaszenka. Fot.: president.gov.by

Białoruś proponuje Rosji zwiększenie taryfy za tranzyt jako rekompensatę za transport zanieczyszczonej ropy ropociągiem Przyjaźń. W celu rekompensaty strat poniesionych przez Białoruś, Mińsk postuluje podwyższenie taryf o 21,7 procent. W rozmowie z portalem BiznesAlert.pl ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Anna Dyner tłumaczy jak kryzys związany z zanieczyszczeniem ropy wpłynie na stosunki między Moskwą a Mińskiem.

Dyner stwierdziła, że bez wątpienia Białoruś będzie chciała wykorzystać kryzys związany z zanieczyszczeniem ropy naftowej, z którym mamy do czynienia od kilkunastu tygodni. – Białoruskie władze będą podnosiły kwestie zwiększenia opłat tranzytowych, bo na ich korzyść przemawiają dwie rzeczy – po pierwsze, zanieczyszczenie zostało wykryte dopiero w białoruskim systemie i Białoruś  traci na braku opłat za tranzyt, a po drugie konieczne jest wyczyszczenie rurociągów i instalacji. A nie ma co ukrywać, że opłaty tranzytowe są to wartościową pozycją w białoruskim budżecie, choć nie tak istotną, jak dla Ukraińców jest tranzyt rosyjskiego gazu. Jednak już kilkadziesiąt-kilkaset milionów dolarów robi różnicę dla białoruskiego budżetu – powiedziała.

Dyner zaznaczyła jednocześnie, że Rosjanie nie kwapią się do tego, by płacić wyższe stawki za tranzyt ropy: – Paradoks polega na tym, że w całej historii związanej z zanieczyszczeniem ropy okazało się, że to nie państwa tranzytowe są winne, tylko państwo wysyłające surowiec. Białorusini mają argumenty negocjacyjne, być może skończy się tak, że podwyżka ta nie będzie duża, po to, by żadna ze stron nie odeszła o stołu rokowań rozczarowana – oceniła ekspertka.

Jednak Białoruś jeszcze nie podała informacji jak duże szkody spowodowała zanieczyszczona ropa: – Pewnie zostanie ona ujawniona za kilka miesięcy, kiedy zostaną zakończone prace związane z wyczyszczeniem rurociągów i zostaną oszacowane straty uszkodzonej instalacji w rafinerii w Mozyrzu i to, jaką kwotę mniej zarobili na sprzedaży produktów ropopochodnych. Straty związane z koniecznością zamknięcia ropociągu Przyjaźń i remontu poszczególnych odcinków rurociągu będą prawdopodobnie dużo większe, niż pierwotnie szacowano – powiedziała Anna Dyner.

Zapytana, czy wskutek tej sytuacji Białoruś będzie mogła zyskać nieco więcej niezależności od Rosji, stwierdziła, że Białoruś nadal będzie zależna od Rosji, ale jest kwestią otwartą, czy białoruskie władze będą w stanie wyciągnąć wnioski z tej lekcji i na przykład pomyśleć o tym, czy nie warto sprowadzać ropy z alternatywnych źródeł: – Jest to technicznie możliwe, ponieważ w przeciwieństwie go gazociągu Jamał, ropociąg Przyjaźń ciągle jest własnością państwa białoruskiego; w przeszłości odbywały się niewielkie dostawy z ukraińskiego portu w Odessie, możemy sobie wyobrazić rewers na granicy z Polską, co wymagałoby inwestycji po polskiej stronie i byłoby uzależnione od potrzeb po stronie białoruskiej. Jest to jednak nie tylko kwestia kalkulacji gospodarczych i finansowych, ale przede wszystkim decyzja polityczna – taka decyzja na pewno byłaby przyjęta bardzo źle przez Rosję i mogłaby się spotkać ze złymi konsekwencjami dla Białorusi. Nie można jednak wykluczyć, że w przyszłości w Mińsku pojawią się pomysły na dywersyfikację, ponieważ sytuacja z zanieczyszczoną ropą pokazała, że Białoruś może być bardzo mocno narażona na brak jednego z najważniejszych surowców energetycznych, który stanowi o bezpieczeństwie energetycznym państwa – powiedziała rozmówczyni BiznesAlert.pl.

– Rosyjska ropa jest jednak wciąż tańsza od tej, którą Białoruś mogłaby kupować na wolnym rynku, ale w najbliższych latach się to zmieni, ponieważ w Rosji wprowadzono podatek od kopalin, który zastępuje cła eksportowe, z których Białoruś była zwolniona. Za kilka lat może się okazać, że Białoruś będzie kupowała od Rosji ropę po cenach światowych. Niektórzy spekulują, że Rosjanie będą chcieli utrzymać Białoruś jako swojego głównego klienta, tak czy inaczej będą stosowali dla niej preferencyjne stawki. Cała historia może się też źle skończyć dla białoruskiego budżetu, bo dochody z przetwórstwa ropy naftowej są jednymi z najważniejszych źródeł dewiz. W momencie, kiedy cena byłaby identyczna z tą światową, dochód białoruskich rafinerii będzie o wiele niższy niż obecnie. To duże wyzwanie dla białoruskich władz i między innymi dlatego toczą się dość ostre dyskusje z Rosjanami – zakończyła ekspertka.

Dyner: Gra Białorusi z Rosją to nadal tylko gra (ROZMOWA)