Sierakowska: Wzrost cen ropy będzie trudny do utrzymania

15 listopada 2017, 07:30 Energetyka
tankowiec ropa

Na rynku naftowym obserwowany jest trend wzrostowy, a cena baryłki ropy przekroczyła 60 dolarów. W rozmowie z BiznesAlert.pl Dorota Sierakowska, analityk surowcowy w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska, mówi o możliwych scenariuszach rozwoju sytuacji na rynku. Jej zdaniem obecny trend jest nie do utrzymania.

W ostatnim czasie na rynku ropy naftowej widoczny jest trend wzrostowy – w tej chwili baryłka kosztuje 60 dolarów. O tym, czy ten trend jest do utrzymania, rozmawialiśmy z Dorotą Sierakowską, analitykiem surowcowym DM BOŚ.

– Moim zdaniem trend ten jest trudny do utrzymania, głównie ze względu na to, że w tej chwili potrzeba dodatkowych bodźców, które mogłyby wywołać dalsze wzrosty na rynku ropy naftowej – zaczęła ekspertka. Na początku tygodnia ze strony OPEC pojawiły się prognozy wzrostu popytu na ropę naftową z kartelu, ale nie zdołały one wpłynąć one pozytywnie na ceny. Rynek w ostatnim czasie uodpornił się na komunikaty OPEC. – Kolejną kwestią jest „załadowanie” inwestorów instytucjonalnych w pozycje długie, które są teraz rekordowe. Pojawia się więc pytanie, kto będzie ropę dalej kupować – dodała.

Tymczasem w USA zapowiedziano zwiększenie wydobycia ropy z łupków o blisko połowę. Zapytana o to, czy odradzająca się rewolucja łupkowa może zniwelować wysiłki państw OPEC+ na rzecz zbilansowania sytuacji na rynku ropy, Sierakowska odparła, że to możliwe. – Z pewnością tak, w ujęciu globalnym. Wzrost produkcji ropy naftowej z łupków w Stanach Zjednoczonych to najważniejszy czynnik hamujący efektywność działań OPEC i Rosji. Dlatego też potencjał wzrostu cen na rynku ropy się wyczerpuje – powiedziała ekspertka. Jej zdaniem potencjał do spadków cen jest duży.

Przypomnijmy, że OPEC oraz kilka państw spoza kartelu, w tym Rosja, porozumiały się w sprawie zmniejszenia dziennego wydobycia ropy o 1,8 mln baryłek. Porozumienie obowiązuje od stycznia 2017 roku, a w maju zostało przedłużone do końca marca 2018 roku. Libia i Nigeria są zwolnione z przyjętych zobowiązań i zwiększają swoje wydobycie.

Zdaniem Sierakowskiej zbliżający się szczyt OPEC może dać odpowiedź na pytania o dalsze przestrzeganie podjętych zobowiązań. – W listopadzie na pewno nie będziemy mieli do czynienia z jednoznacznym odpuszczeniem porozumienia; chęć jego przedłużenia do końca 2018 roku deklarowały prawie wszystkie kraje, które są jego sygnatariuszami. Tylko istotny rozłam mógłby sprawić, by się to nie stało. Arabia Saudyjska zapowiedziała, że nawet jeśli w przyszłości dojdzie do wygaszenia porozumienia będzie to się odbywać łagodnie i stopniowo.

Zdaniem Sierakowskiej główne zagrożenie pochodzi spoza krajów OPEC, np. z USA, które będą zwiększać produkcję. Przyczyni się to do dalszego spadku cen. – Przyszłość cen ropy naftowej w dużej mierze zależy od amerykańskich firm wydobywczych, ale na chwilę obecną widoczny jest krótkoterminowy potencjał do spadku cen o kilka dolarów na baryłce – zakończyła ekspertka.