Sierakowska: Wszystkie ręce na pokład nowego porozumienia naftowego?

9 kwietnia 2020, 07:31 Alert
OPEC
Siedziba OPEC. Fot. Patrycja Rapacka/BiznesAlert.pl

Nowe porozumienie naftowe, jeżeli powstanie, będzie bezprecedensowe, bo mogą się pod nim podpisać państwa, które nigdy wcześniej nie dołączyłyby do wysiłków kartelu OPEC. Teraz jednak chodzi o stabilizację samego rynku ropy na którym tracą wszyscy – mówi w rozmowie z BiznesAlert.pl Dorota Sierakowska, analityczka rynków surowcowych DM BOŚ  i autorka książki „Świat surowców”.

Nadpodaż na rynku ropy zaczyna się pojawiać i jest ona ogromnym problemem dla całego sektora naftowego. Trudno jednak precyzyjnie określić, jak wielki będzie jej poziom. Wstępne szacunki mówiły o spadku popytu na ropę wynoszącą 15 mln baryłek ropy dziennie, jednak nowsze szacunki mówią już o możliwym spadku nawet o 30 mln baryłek ropy dziennie  – mówi ekspertka.

W kontekście potencjalnego porozumienia producentów ropy naftowej, mówi się o cięciacb w wysokości 10 czy nawet 15 mln baryłek. Jednak nawet tak duże ograniczenia w produkcji mogą okazać się niewystarczające, aby zniwelować istotną część nadwyżki. Niemniej, samo rozpoczęcie negocjacji pomiędzy producentami tchnęło w rynek trochę optymizmu. Nastroje inwestorów na rynku ropy w ostatnich kilku tygodniach były bowiem fatalne. Rynek nie widział nadziei na poprawę, a koronawirus pogłębił ten marazm. Ceny baryłki ropy w USA spadły  nawet poniżej psychologicznej bariery 20 dolarów, a wielu producentów musiało się liczyć z cenami nieprzekraczającymi kosztów wydobycia. To wszystko zostało już uwzględnione w cenach surowca na globalnym rynku – mówi Sierakowska.

– Od kilku tygodni widać ożywienie traderów, czarterowane są tankowce, które mają służyć jako magazyny ropy. To oznacza, że inwestorzy widzą perspektywę na polepszenie sytuacji i zyskowne sprzedanie zapasów. I to w niedalekiej perspektywie, gdyż koszt wynajmu statków jest  wysoki – zaznacza analityczka.

Sierakowska ocenia, że sama organizacja spotkania OPEC+ wygląda na dość spontaniczną. – Temat samego porozumienia pojawił się raptem tydzień temu. Nie są znane szczegóły, a nawet  nie jest znany zakres państw, które miałyby dołączyć do porozumienia. Największą niewiadomą jest potencjalne dołączenie – lub nie – Stanów Zjednoczonych do porozumienia – wylicza w rozmowie z BiznesAlert.pl.

Ekspertka podkreśla, że to nie będzie powtórki porozumienia naftowego, jakie znamy z poprzednich lat. Mówi się o dołączeniu do układu państw tradycyjnie niezwiązanych z OPEC ani dotychczasowym porozumieniem, takich jak Kanada, Brazylia czy Norwegia. Według Sierakowskiej skład krajów dołączających do porozumienia i skala działań, mogą być precedensem.

Analityczka ocenia również, że jeżeli porozumienie zostanie osiągnięte, to zapewne na kilka miesięcy. Producenci muszą otrzymać trochę czasu na przygotowanie się do cięć – nie stanie się to od razu. Dla przykładu, trzy miesiące to byłby wystarczająco długi czas dla rynku ropy, aby  wprowadzone ograniczenia były skuteczne.

– Wszystko leży w rękach Stanów Zjednoczonych, Rosji i Arabii Saudyjskiej. To od ich zaangażowania zależeć będzie sukces całego porozumienia. Jednak nie tylko im zależy na porozumieniu. Także wielu innych producentów liczy na pozytywny wynik rozmów. Takie państwa jak Irak, Libia czy Iran, mają trudną sytuację gospodarczą przez trwające tam od dłuższego czasu wewnętrzne i zewnętrzne konflikty – podsumowuje Sierakowska.

Opracował Mariusz Marszałkowski

Marszałkowski: Los porozumienia naftowego zależy od USA