Śmiech: Bezpieczeństwo na polskich kolejach rośnie, ale wciąż pozostawia wiele do życzenia

26 lipca 2013, 08:56 Koleje
Wojciech Śmiech

KOMENTARZ

Wojciech Śmiech,

redaktor prowadzący portalu www.rynek-kolejowy.pl

Taki wypadek jak w Hiszpanii nie byłby możliwy w Polsce, ponieważ u nas pociągi jeżdżą z maksymalną prędkością 160 km/godz. W tym kontekście warto jednak stawiać pytania o stan bezpieczeństwa polskich kolei – mówi nam Wojciech Śmiech z portalu rynek-kolejowy.pl. Jego zdaniem stan ten co prawda poprawia się, ale wciąż pozostawia wiele do życzenia.

– Doświadczenia w zakresie tzw. kolei dużych prędkości dopiero będziemy zbierać. Pendolino wjedzie do Polski dopiero w przyszłym roku. Mam nadzieję, że zarządca polskiej infrastruktury, PKP PLK, należycie się do tego przygotują. Bowiem ten pociąg również, jak w Hiszpanii, będzie się poruszał po krętych trasach (z Warszawy do Trójmiasta). Linia ta jest wprawdzie modernizowana, ale jakość tej modernizacji zostanie szybko przetestowana. A pociąg ten – o ile zostanie zamontowany nowoczesny system sterowania ruchem RTMS – będzie się mógł poruszać z prędkością nawet do 200 km/godz. – przypomina Śmiech.

Zatem w 2014 r., gdy pociągi na tej trasie zostaną uruchomione, będziemy mogli się przekonać czy to przejście na obecnie niedostępne na PKP (a dawno obecne w Europie) prędkości 160-200 km/godz., nie będzie oznaczać jakiegoś kataklizmu – mówi.

Niestety – kontynuuje Śmiech – w przypadku kolei regionalnych infrastruktura pozostawia wiele do życzenia. Tabor jest przestarzały i mocno zużyty, a jego utrzymanie wydaje się niewystarczające. Świadczy o tym nagminne w ostatnich tygodniach wyłączanie przez UTK z eksploatacji wagonów różnych przewoźników ze względu na to, że nie spełniają one norm bezpieczeństwa. Mamy także w kraju przestarzałe systemy sterowania ruchem, wciąż naprawiane podkłady kolejowe, które uginają się pod jadącymi pociągami. Wiele odcinków jest jednocześnie remontowanych, ale paradoksalnie fakt ten sam w sobie stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa przejazdów. Przecież katastrofa w Babach dwa lata temu miała miejsce na odcinku, gdzie przeprowadzano remont torów. A maszynista jechał tam dwa razy szybciej niż powinien, ponieważ przed remontem ograniczenie takie tam nie obowiązywało – kończy nasz rozmówca.