Sommer: Niemcy wciąż potrzebują atomu

19 sierpnia 2021, 18:00 Atom
atom pixabay
Atom. Fot: Pixabay

W kampanii przed wyborami do Bundestagu w 2021 roku wszystkie partie głośno rozmawiają o ochronie klimatu. Im bardziej moralnie przesycone są ich żądania, tym bardziej nierealistyczne i nieuczciwe się one stają. Żadna ze stron nie jest zaniepokojona głównym pytaniem, które będzie dotyczyło nas przez cały następny rok: czy w Niemczech zgasną światła w 2023 rokuy, ponieważ nie wyprodukujemy już wystarczającej ilości energii elektrycznej? – zastanawia się Theo Sommer, publicysta czołowego niemieckiego tygodnika Die Zeit.

Zużycie energii elektrycznej w Niemczech wynosi obecnie około 580 terawatogodzin rocznie. Minister gospodarki Altmaier szacuje, że zapotrzebowanie wzrośnie o 15 procent do 645 do 665 terawatogodzin w 2030 roku. Wszyscy są zgodni co do jednego: planowana produkcja w żadnym wypadku nie będzie wystarczająca. Federalny Urząd Kontroli ostrzega przed przerwą w transformacji energetycznej. W rzeczywistości istnieje znaczna luka między celem 65 procent naszej energii ze słońca, wiatru, wody i biomasy w 2030 roku, a procentem energii elektrycznej, który wydaje się być rzeczywiście osiągalny ze źródeł odnawialnych. Brakuje energii zastępczej. Są ku temu dwa powody. Z jednej strony, ze względu na odejście od atomu i węgla, moc elektrowni spada. Z drugiej strony przejście na elektromobilność, postępująca cyfryzacja i rozwój gospodarki wodorowej zwiększają zużycie energii elektrycznej w stopniu, który jest dziś nadal niemierzalny.

Jesienią 2010 roku rząd federalny przedłużył żywotność 17 działających wówczas niemieckich elektrowni jądrowych. Jednak wiosną 2011 roku kanclerz Merkel – nie fizyk, ale polityk przerażona katastrofą w Fukushimie – przeforsowała natychmiastowe zamknięcie siedmiu najstarszych elektrowni jądrowych i stopniowe wyłączanie wszystkich pozostałych do końca 2022 roku. Kiedy sześć obecnie aktywnych – Brokdorf, Grohnde, Gundremmingen, Emsland, Neckarwestheim i Isar – zostanie wyłączonych pod koniec przyszłego roku, nasza produkcja energii elektrycznej zmniejszy się o około 12 procent. Odejście Niemiec od energetyki jądrowej jest sprzeczne z globalnym trendem. Włochy, Szwajcaria, Litwa i Kazachstan z różnych powodów odwróciły się od przemysłu jądrowego, ale według Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) chce do niej dołączyć 28 nowych państw, w tym Bangladesz, Nigeria i Arabia Saudyjska. Na całym świecie działa około 400 elektrowni jądrowych w 33 krajach, a nowe powstają w trzynastu krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii, Finlandii i na Słowacji. Anglicy uważają, że energetyka jądrowa jest niezbędna do rozwiązania problemów związanych ze zmianami klimatu, dlatego budują elektrownię Hinkley Point, która zaspokoi siedem procent zapotrzebowania Wielkiej Brytanii na energię elektryczną. Równolegle Rolls-Royce opracowuje minireaktory, z których dziesięć ma być podłączonych do sieci; nad małymi reaktorami pracują również Argentyńczycy, Rosjanie i Chińczycy.

Prezydent USA Biden również prowadzi badania nad technologią, podczas gdy Bill Gates opracowuje reaktor sodowy, który nie wymaga już chłodzenia wodą. We Francji, która nadal pobiera 70 procent energii elektrycznej z elektrowni jądrowych, Macron chce zmniejszyć ten udział do 50 procent. Niemiecki przemysł jądrowy, niegdyś jeden ze światowych liderów, pozostaje w tyle. Bierze udział jedynie w projekcie ITER, którego długofalowym celem jest reaktor termojądrowy, ale który prawie nie będzie działał przed końcem naszego stulecia.

W przyszłym roku z pewnością pojawi się pytanie, czy rzeczywiście chcemy lub możemy dotrzymać terminów wygaszania ostatnich elektrowni jądrowych. Pytanie jest pilne, bo odchodzimy też od węgla. Ostatnie niemieckie kopalnie węgla kamiennego zostały zamknięte w 2018 roku, a energetyka oparta na węglu brunatnym ma się zakończyć do 2038 roku, a według Zielonych nawet do 2030 roku. W 2010 roku udział węgla w produkcji energii elektrycznej wynosił 43 procent, a nawet w 2017 roku to nadal 36,6 procent. Nawet jeśli teraz jest to tylko 25 procent – jak to zastąpić?

Zwłaszcza, że ​​popyt szybko rośnie. Od 2030 roku ogrzewanie gazowe i olejowe nie może być już instalowane w prywatnych gospodarstwach domowych; w tym celu sześć milionów pomp ciepła ma ogrzewać domy. Przede wszystkim jednak rosnąca elektromobilność ogromnie zwiększy zapotrzebowanie na energię elektryczną. W dzisiejszych Niemczech jest milion pojazdów z napędem elektrycznym, do 2030 roku – kiedy wszystkie nowe samochody i ciężarówki mają jeździć bez benzyny lub oleju napędowego – prawdopodobnie będzie 4,3 miliona. Do tego dochodzi pożerająca władzę ekspansja cyfryzacji i równie pożerające władzę przejście na gospodarkę wodorową. To złudzenie, że zielona energia mogłaby zastąpić awarię energetyki węglowej. Annalena Baerbock mówi, że Niemcy będą wytwarzać 100 procent energii z OZE tylko wtedy, gdy energetyka słoneczna i wiatrowa zostanie masowo rozszerzona. Wymagałoby to 10 tysięcy dodatkowych turbin wiatrowych i ogromnych obszarów. Ale nie dość, że brakuje miejsca na pełne zaopatrzenie w energię odnawialną, to też mamy zbyt mało słonecznych godzin i zbyt wiele bezwietrznych okresów. Zieloni okłamują siebie i nas, jeśli uważają rozbudowę sieci i tras za rozwiązanie.

Potrzebujemy technologii pomostowych, które poprowadzą nas w przyszłość bezemisyjną bez zakłóceń gospodarczych i społecznych. Taką technologią pomostową jest gaz ziemny z rurociągów, którymi kiedyś będzie można transportować również wodór – ale także energia jądrowa, której główny problem, czyli unieszkodliwianie odpadów jądrowych, może być łatwiej rozwiązany za dwie lub trzy dekady niż obecnie . Utrzymanie działania sześciu elektrowni jądrowych na razie umożliwiłoby roczne oszczędności rzędu 90 milionów ton CO2 od 2023 roku. Byłby to konkretny i natychmiastowo skuteczny program ochrony klimatu.

Opracował Michał Perzyński