Szewko: Udział w wojnie z ISIS byłby sprzeczny z polskim interesem

21 stycznia 2015, 11:44 Bezpieczeństwo
Polski Rosomak w Afganistanie,jpeg
Polski Rosomak w Afganistanie,jpeg

– Absolutnie nie powinniśmy się angażować w konflikt z Państwem Islamskim. Uzasadnienie jest bardzo prozaiczne – wedle jednej z definicji, wojna jest metodą realizacji planu politycznego. A do tej pory nikt takiego planu nie przedstawił – twierdzi w rozmowie z naszym portalem dr Wojciech Szewko, ekspert ds. stosunków międzynarodowych.

– Jaki sens miałoby atakowanie i bombardowanie bez politycznego pomysłu, co miałoby się pojawić po Państwie Islamskim? Chyba przecież nie chodzi o samo atakowanie dla atakowania, bombardowanie dla bombardowania? – mówi dr Szewko, dorzucając kolejne pytania: – A może mielibyśmy wspierać reżim Baszszara al-Asada, nie mniej okrutny niż Państwo Islamskie? Może mielibyśmy zaangażować się w wojnę domową w Iraku, w której z jednej strony mamy Iran, proirańskie milicje i proirański rząd, a z drugiej strony sunnickie organizacje zbrojne i Państwo Islamskie?

– To państwo pojawiło się na terytorium Syrii i Iraku w pustce, którą stworzyła lokalna wojna domowa. Czy szef resortu obrony lub minister spraw zagranicznych potrafiliby odpowiedzieć na pytanie, po której stronie tej domowej wojny mamy się opowiedzieć? Bo nasza interwencja oznaczałaby wplątanie się w tę wojnę – twierdzi nasz rozmówca, dorzucając: – Wątpię, aby nasz szef MON czy minister spraw zagranicznych umieli uzasadnić, po co mamy się w nią angażować.

– Bez odpowiedzi na te pytania i wątpliwości militarna operacja będzie pozbawiona sensu. Przyzwyczailiśmy się w ostatnich latach, że jakiegoś powodu polscy żołnierze jadą na drugi koniec świata, walcząc bardzo często przeciwko powstańcom, których idei ani koncepcji nie rozumiemy. Co więcej, bywa że walczą w obronie reżimów, których świadomie nigdy nie popieralibyśmy. Może czas się od tego odzwyczaić. Militarne zaangażowanie w wojnę z Państwem Islamskim nie miałoby nic wspólnego z dobrze rozumianym interesem Polski. Bo ani nie bronilibyśmy własnego terytorium, ani nie prowadzili działań obronnych wynikających z sojuszniczych zobowiązań – podkreśla ekspert.