Piszczatowska: Krótka opowieść o końcu węgla

12 grudnia 2019, 07:30 Energetyka
węgiel węglokoks
fot. Węglokoks

Energia elektryczna w Polsce i Grecji nadal w dużej części wytwarzana jest z mocno obciążającego środowisko węgla brunatnego. Przez szereg lat oba kraje miały wspólny interes w tym, by na poziomie UE bronić takiego stanu rzeczy. Pomagały w tym skuteczny lobbing oraz skłonność UE do tego, by wspierać przede wszystkim rozwój gospodarczy, a nie kwestie klimatu i środowiska. Jednak na naszych oczach te czasy odchodzą do przeszłości – piszą Justyna Piszczatowska z zespołem The Manifold*.

W 2017 r. Eurelectric, stowarzyszenie reprezentujące interesy firm energetycznych w Europie, oficjalnie zobowiązało się do osiągnięcia celów określonych w Porozumieniu paryskim z 2015 r. (zakłada ono, że państwa świata będą dążyć do wyhamowania tempa wzrostu globalnych temperatur o więcej niż 2 st. C, radykalnie redukując emisję gazów cieplarnianych do atmosfery). Na poparcie swojej deklaracji skupieni w Eurelectric producenci energii podjęli decyzję, że po 2020 roku nie będą angażować się w budowę nowych elektrowni węglowych. W wydanym wówczas komunikacie prasowym firmy szczególnie wezwały europejskich decydentów, by prowadząc transformację energetyczną UE opierali się na mechanizmach rynkowych. Jednocześnie mały przypis na dole strony wskazywał, że stanowisko to nie było jednogłośne. Drobnym drukiem napisano: „Zamiar sektora, by po 2020 r. nie inwestować w nowe elektrownie węglowe, nie jest wspierany przez polskie i greckie stowarzyszenia członkowskie”.

Polska i Grecja są od siebie oddalone o prawie 2000 km i bardzo różnią się między sobą pod względem geograficznym, kulturowym i wieloma innymi. Łączą je jednak dwie kwestie: oba kraje pod względem rozwoju gospodarczego są w drugiej połowie stawki wśród państw UE. Druga sprawa to sytuacja w sektorze energetycznym, a zwłaszcza zależność od węgla brunatnego. W Grecji wytwarza się z niego 30 proc. nergii elektrycznej. W Polsce – około 25-30 proc. Jest to najbardziej wysokoemisyjna metoda wytwarzania energii elektrycznej, ale w obu krajach była integralną częścią rozwoju przemysłu i od dziesięcioleci wspierała dwie dominujące firmy produkujące energię elektryczną: PGE w Polsce i PPC w Grecji.

Przez dwie dekady mimo narastającej presji UE w zakresie redukcji emisji gazów cieplarnianych ani Grecja ani Polska nie przedstawiły swoich długoterminowych strategii energetycznych i klimatycznych. Wynikało to z obaw o interes gospodarczy oraz pozycję koncernów energetycznych. Oba kraje zabiegały o odstępstwa od kolejnych mechanizmów redukcji emisji. Jednak patrząc z dzisiejszej perspektywy, wygląda na to, że nie jest to bitwa wygrana

Rynek kontra klimat

Pierwsza konferencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, COP1, odbyła się w Berlinie. COP1 wyznaczył rzeczywisty cel i ramy czasowe na opracowanie możliwych do wdrożenia polityk przeciwdziałania zmianom klimatu. Dwa lata później podczas trzeciego COP w Japonii powstał sławny protokół z Kioto, który stał się pierwszą międzynarodową decyzją w zakresie ograniczania emisji gazów cieplarnianych.

Jednak protokół z Kioto nie był jedynym dokumentem mającym swoje źródło w berlińskim COP1. Dotyczy to również Białek Księgi w sprawie polityki energetycznej UE, która została opublikowana przez Komisję Europejską w grudniu 1995 roku.

W przeciwieństwie jednak do protokołu z Kioto, biała księga nie miała w sobie wiele „elastyczności”. Zawierała szereg bezpośrednio związanych z nią dyrektyw UE, które miały być implementowane w kolejnych latach przez kraje członkowskie. Od momentu jej publikacji w UE nie mówi się już o polityce energetycznej inaczej, jak tylko w kontekście jej aspektu środowiskowego. Jednocześnie przeciwdziałanie zmianom klimatu i liberalizacja unijnego rynku energii zostały połączone w jedną całość, równoległym naciskiem na wspieranie mechanizmów rynkowych.

Odzwierciedleniem tego sposobu myślenia było oparcie utworzonego w 2003 roku unijnego systemu handlu emisjami (EU ETS) o mechanizm „giełdowy”.

Warto przy tym przypomnieć, że zarówno z COP1, protokołem z Kioto, jak i białą księgą związana była pewna szczególna osoba. Polityk, który później odegrał ważną rolę w procesie klimatycznym w UE i na całym świecie. Przede wszystkim jednak w Niemczech, bo chodzi o Angelę Merkel, prezydentkę COP1, a później kanclerz Niemiec. W 1995 roku była ministrem środowiska, ochrony przyrody i bezpieczeństwa nuklearnego w rządzie Helmuta Kohla.

Polska, emisje i Unia Europejska

Współpraca między Polską a UE trwała już od wczesnych lat 90-tych. Od 1993 roku powstawała tzw. biała księga Polska-UE. Przyjęto ją w 1995 r. Przewidywała m.in. że Polska dostosuje się do unijnych regulacji w sprawie liberalizacji rynku energii. Redukcja emisji w Polsce w tamtym okresie następowała samoczynnie – jednym z efektów uwolnienia rynku i polityki prywatyzacyjnej był upadek przemysłu ciężkiego i deindustrializacja. Produkcja przemysłowa w kraju spadła o połowę.

Jednocześnie jeszcze przed przystąpieniem do UE w 2004 r. Polska dotrzymała swoich zobowiązań, np. w zakresie celów związanych z rozwojem odnawialnych źródeł energii na 2010 r. Narodową strategię integracji od 1997 do 2001 r. realizował rząd Jerzego Buzka. Naciskano na reformy rynkowe, często agresywnie. Otwartym celem ówczesnego premiera było przygotowanie kraju do integracji z NATO (którą osiągnął w 1999 r.) i UE. Intensywna polityka wolnorynkowa i fala prywatyzacji, prowadziły do szybkiego wzrostu bezrobocia i spowolnienia gospodarczego – ale także utorowała drogę do integracji Polski z Europą. Jednocześnie przygotowania Polski do wstąpienia do UE zbiegły się w czasie z przygotowaniami do wprowadzenia EU ETS, a także trwającymi rozmowami na temat przyszłych celów środowiskowych.

W 2007 r. Próby te nabrały kształtu w postaci pierwszego pakietu klimatyczno-energetycznego, znanego obecnie jako „20-20-20”: były to zmniejszenie emisji CO2 o 20 proc. w porównaniu z 1990 r .; 20 proc. udziału odnawialnych źródeł energii w koszyku energetycznym Unii i 20-procentowy wzrost efektywności energetycznej do 2020 r. Decyzja Rady zagwarantowała, że przyjęcie pakietu uwzględni specyfikę krajów takich jak Polska, które w większości opierają swoją energię na węglu. Przyjęcie roku 1990 jako roku bazowego dla porównania poziomów emisji było korzystne dla krajów bloku wschodniego, głównie Polski. To był pierwszy z wielu przypadków, w których UE przymknęła oka na przywiązanie Polski do węgla.

Od czasu integracji Polska coraz bardziej przeciwstawiała się zarówno celom w zakresie liberalizacji, jak i środowiska – a najciekawsze wydaje się to, że ci sami urzędnicy, którzy wcześniej opowiadali się integracją europejską, później o odstępstwa w sprawie tych kluczowych polityk zabiegali. Kiedy dyrektywa z 2009 r. została opublikowana, Grecja była z kolei u progu katastrofalnego kryzysu. Koniec końców, Polska i Grecja stały się dwoma najważniejszymi krajami „dolnej połowy” Europy, które spędziły kolejną dekadę na szukaniu zwolnień i ustępstw, zamiast zobowiązać się do rzeczywistej transformacji rynków energii.

Grecja, źródła energii i kryzys

Do czasu przystąpienia Grecji do europejskiego systemu handlu uprawnieniami do emisji w 2005 r. PPC odpowiadało za znaczną większość emisji gazów cieplarnianych w tym kraju, chociaż boom przemysłu ciężkiego w połowie dekady spowodował wzrost ogólnej emisji o prawie 30 proc. w porównaniu z okresem, w którym podpisano protokół z Kioto.

Zgodnie z umową o podziale obciążeń między państwami członkowskimi UE Grecji zezwolono na zwiększenie emisji gazów cieplarnianych o 25 proc. do 2010 r. Tego limitu nie udało się dotrzymać. Po wejściu Grecji do strefy euro nastąpił boom gospodarczy i emisje do 2007 r. wzrosły o 30 proc. Mniej więcej w tym samym czasie rząd Grecji przewidział, że gospodarka dalej będzie rosła, a to doprowadzi do wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną. Zostało to udokumentowane w planach firmy PPC, dotyczących nowych elektrowni na węgiel brunatny, kamienny, elektrowni jądrowych, ale także odnawialnych źródeł energii. W 2007 r. Narodowy Komitet ds. Planowania Energii przewidział, że ceny węgla i węgla brunatnego pozostaną idealnie stabilne, a ceny ropy i gazu ziemnego wzrosną. Tylko druga połowa tych prognoz okazała się prawdziwa.

O wprowadzenie węgla kamiennego do greckiego miksu energetycznego walczyły organizacje ekologiczne, społeczności lokalne, a także związkowcy PPC. Elektrownie jądrowe okazały się przelotnym  pomysłem, którego nie można już nigdy więcej omawiać. Jedynym planem, który kilka lat później się urzeczywistnił, była budowa nowej elektrowni na węgiel brunatny w Ptolemaida V, o wartości 1,4 miliarda euro (przy mocy 660 MW). Dzisiaj decyzja o inwestycji uważana jest za ogromny błąd.

W przeciwieństwie do Polski, Grecja już w 2010 r. wprowadziła jednak mechanizm wsparcia OZE. Zagwarantowano im wysoką cenę sprzedaży. Na dopłaty złożyli się wszyscy konsumenci w rachunkach powiększonych o nowy podatek. Inwestycje w elektrownie słoneczne gwałtownie wzrosły, osiągając poziom 5,5 mld euro, czyli więcej niż jakimkolwiek UE w tym czasie. Rynek jednak się przegrzał, a rząd został zmuszony do obniżenia o 30 proc. cen obiecanych dostawcom zielonej energii.

Koniec węgla

Czasy węgla nie tylko coraz szybciej dobiegają końca. Jednocześnie widać coraz bardziej wyraźne różnice w stanowiskach Polski i Grecji.

Na konferencji ONZ w Nowym Jorku nowy premier Grecji Kyriakos Mitsotakis ogłosił zamknięcie wszystkich elektrowni na węgiel brunatny do 2028 r. Podczas szczytu klimatycznego COP25 w Madrycie zadeklarował jeszcze bardziej dobitnie: „czasy brudnego węgla się skończyły”. Stanowi to ogromny kontrast w stosunku do słów, które prezydent Andrzej Duda wygłosił rok wcześniej na COP24 w Katowicach. Stwierdził wówczas, że rezerwy węgla są wystarczające przez kolejne 200 lat.

W obu krajach węgiel odegrał istotną rolę, jednak o ile wcześniej były to głównie korzyści, to dzisiaj jest to problem. W rezultacie oba kraje muszą teraz ponieść poważne konsekwencje finansowe z powodu nieprzygotowania się w erze transformacji energetycznej. Od ogłoszenia Mitsotakisa przyszłość Ptolemaidy V była mocno dyskutowana i nie podjęto żadnej oficjalnej decyzji. Żaden z pięciu scenariuszy określonych przez Ministerstwo Energii nie może uratować PPC przed poniesieniem strat wynikających z budowy nowego bloku.

W Polsce Ptolemaida V nosi nazwę Bełchatów. Elektrownia o mocy 5 472 MW, należąca do PGE, największej firmy energetycznej w kraju, jest odpowiedzialna za produkcję ponad jednej piątej energii w Polsce. Jest przy tym największym emitentem CO2 w Europie. Dlatego rośnie presja ze strony organizacji pozarządowych i UE, aby rozwiązać problem emisji CO2 i innych zanieczyszczeń. Do tej pory były bezskuteczne. Elektrownia jest kontrolowana przez państwo i ściśle realizuje polecenia polskiego rządu, który nigdy nie wyraził decydującego stanowiska w sprawie odejścia od węgla. Przeciwnie, kolejne partie rządzące raczej zapewniają opinię publiczną, że węgiel pozostanie gwarancją bezpieczeństwa dostaw energii.

Jednocześnie staje się coraz bardziej jasne, że złoża węgla brunatnego, na których opiera się kompleks energetyczny w Bełchatowie, nie będą działać w nieskończoność, a ich horyzont operacyjny szacuje się na okolice 2035 r. O wcześniejszym wyłączeniu w ogóle się dziś nie dyskutuje, jednak wraz z postępującym wzrostem cen uprawnień do emisji CO2 może to się okazać konieczne. Jednak sytuacja wokół Bełchatowa i Ptolemaidy pokazuje, że w świetle interesów narodowych, w świetle bezpieczeństwa dostaw energii wszelkie problemy klimatyczne trudno w ogóle w krajowych agendach umieścić.

Wydaje się, że w polskich warunkach ta niezdrowa zależność od węgla trwałaby wiecznie, ale pojawił się jeden problem. Według Carbon Tracker w 2019 r. 80 proc. elektrowni węglowych w UE poniesie straty. Nie dotyczy to polskich firm ze względu na sztuczne utrzymanie cen w przedziałach gwarantujących rentowność większości krajowych elektrowni. Jednak przy dalszym oczekiwanym spadku cen energii ze źródeł odnawialnych oczywiste jest, że obecne warunki rynkowe będą nie do utrzymania. A węgiel będzie odchodzić do przeszłości tym prędzej.

 

Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Journalismfund.eu

This article was developed with the support of Journalismfund.eu