Donald Trump porzuca wcześniejsze próby przekonywania Władimira Putina do zakończenia wojny na Ukrainie za pomocą zachęt gospodarczych i dyplomatycznych. W ich miejsce pojawił się „Plan B” – przymus – mówi w rozmowie z Biznes Alertem Thomas O’Donnell, amerykański ekspert specjalizujący się w kwestiach energetycznych i geopolitycznych.
„Administracja Donalda Trumpa podjęła ostatnio bezprecedensowe działania wobec rosyjskiego sektora naftowego. W sierpniu nałożono 25-proc. cła karne na Indie, by zmusić je do rezygnacji z importu rosyjskiej ropy, a w październiku objęto sankcjami Rosnieft, Łukoil i ich spółki zależne” – przypomina O’Donnell z amerykańskiego think-tanku Wilson Center w Waszyngtonie.
„Jeśli Waszyngton rzeczywiście wprowadzi te ograniczenia w życie, to uderzą one nie tylko w import rosyjskiej ropy do Indii, ale także do Chin i innych państw” – przewiduje.
Nowe podejście prezydenta USA
Zdaniem analityka to element nowej amerykańskiej strategii, która porzuca wcześniejsze próby przekonywania Putina do zakończenia wojny na Ukrainie za pomocą zachęt gospodarczych i dyplomatycznych. W ich miejsce pojawił się przymus.
„Na froncie wojskowym oznacza to znaczące zwiększenie pomocy militarnej dla Ukrainy. Na froncie energetycznym – demontaż rosyjskiego petropaństwa we współpracy z sojusznikami, przy użyciu długo przygotowywanych +mnożników siły+: sankcji, działań wojskowych i kształtowania globalnego rynku ropy” – podkreśla O’Donnell.
Ekspert zauważa, że choć w Europie długo wątpiono w gotowość Donalda Trumpa do rzeczywistego osłabienia rosyjskiego sektora energetycznego, frustracja w administracji i Kongresie wobec nieustępliwości Putina doprowadziła do konsensusu: pojawiło się przekonanie, że trzeba „siłowo zdemontować rosyjskie petropaństwo”.
Jak podkreśla, „słuchając senatorów i kongresmenów z obu partii, nie da się inaczej określić ich emocji niż jako wściekłości wobec wykorzystywania przez Rosję zasobów petropaństwa do wspierania agresji na Ukrainę oraz innych interwencji – w Afryce, na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Łacińskiej, a szczególnie w relacjach z Indiami i Chinami.”
Strategia przymusu wobec Rosji
O’Donnell zastrzega, że gdyby Putin nagle zakończył wojnę, to Trump zapewne powróciłby do „Planu A” – swojej długofalowej idei „przyciągnięcia Rosji z powrotem na Zachód, by odebrać ją Chinom”. Jednak im bardziej jest zmuszony stosować strategię przymusu, tym więcej mostów prowadzących do tego celu spala.
Jednocześnie nie zgadza się z opinią niektórych komentatorów, że Trump tworzy „niemożliwe warunki”, by usprawiedliwić bezczynność wobec Rosji. Według eksperta, pogląd, że Trump jest „chaotyczny, pozbawiony strategii” i „nigdy naprawdę nie uderzy w Putina”, jest błędny. W rzeczywistości nowa amerykańska strategia wobec rosyjskiej ropy „ma charakter w pełni ponadpartyjny”.
„W Waszyngtonie, Houston i innych ośrodkach istnieje szeroki konsensus polityczny i biznesowy na rzecz przebudowy globalnego ładu energetycznego oraz ogromna wrogość wobec Rosji” – ocenia O’Donnell. W kręgach pro-Trumpowskich „rozbicie rosyjskiego petropaństwa” postrzegane jest jako „naprawienie błędów poprzednich administracji, które nie wykorzystały amerykańskiej przewagi energetycznej”.
„Polityka ta była przygotowywana co najmniej od kwietnia, a kluczową rolę dla jej powodzenia odgrywają Ukraina oraz Arabia Saudyjska i inni producenci z Zatoki Perskiej.
Połączenie militarnego i sankcyjnego nacisku
Administracja Trumpa – co ważne – nie zrobiła wyjątków dla Węgier i Słowacji, mimo ich ideologicznej bliskości z Waszyngtonem. Zamiast tego sekretarz spraw wewnętrznych Doug Burgum zapowiedział budowę infrastruktury dostarczającej tym krajom ropę spoza Rosji” – zwraca uwagę O’Donnell.
Dodaje przy tym, że USA prawdopodobnie zezwoliły Ukrainie na ataki na terminale eksportowe rosyjskiej ropy i tankowce. To, jego zdaniem, „mnożnik siły”, który może radykalnie zwiększyć skuteczność sankcji
„Połączenie militarnego i sankcyjnego nacisku może uczynić kampanię na rzecz zatrzymania rosyjskiego eksportu niezwykle skuteczną” – uważa.
Zdaniem O’Donnella, obecny nadmiar podaży ropy na rynku – szacowany na 4 mln baryłek dziennie – tworzy idealne warunki do odcięcia Rosji od eksportu bez poważnych wstrząsów cenowych. Współpraca z Arabią Saudyjską, zacieśniona podczas wizyty Donalda Trumpa w maju, miała umożliwić zwiększenie produkcji przez OPEC+ i „przygotować grunt pod amerykański ruch” w tym kierunku.
Według Thomasa O’Donnella, obecna strategia Waszyngtonu wobec rosyjskiego sektora naftowego opiera się na przekonaniu zarówno Republikanów jak i Demokratów, że zniszczenie petropaństwa Putina jest kluczowe dla osłabienia jego zdolności finansowania agresji na Ukrainę i globalnych ambicji.


