Perzyński: Donalda Trumpa wojna z TikTokiem i WeChatem

11 sierpnia 2020, 07:31 Bezpieczeństwo
Logo TikToka i WeChata
Logo TikToka i WeChata

Po Huawei przyszedł czas na TikToka i WeChata – Donald Trump idzie na wojnę z chińską branżą telekomunikacyjną. To wojna na słowa i akty prawne o pieniądze oraz wpływy polityczne, która już teraz zbiera żniwo na giełdach azjatyckich – pisze Michał Perzyński, redaktor BiznesAlert.pl.

Rozporządzeniem w TikToka i WeChata

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział szeroko zakrojone zakazy transakcji w USA z chińskimi właścicielami WeChata (aplikacji do przesyłania wiadomości) i TikToka, czyli platformy przeznaczonej do udostępniania wideo na mocy rozporządzenia wykonawczego. Po wielomiesięcznym sporze o Huawei, jest to dalszy ciąg konfrontacji na linii Waszyngton-Pekin w obszarze technologii. Obostrzenia zostały ogłoszone w czwartek, a mają wejść w życie za półtora miesiąca. Administracja Trumpa twierdzi, że WeChat, którego właścicielem jest firma Tencent Holdings oraz należący do Bytedance TikTok to „znaczące zagrożenia”, których „należy się pozbyć”.

Chiny nie mogły nie odpowiedzieć na tak poważne zarzuty. Pekin twierdzi, że chińskie firmy przestrzegają prawa i przepisów amerykańskich i ostrzegły, że Stany Zjednoczone będą musiały „ponieść konsekwencje” ich działań. – Stany Zjednoczone wykorzystują bezpieczeństwo narodowe jako wymówkę i używają władzy państwowej do gnębienia nieamerykańskich firm. To tylko hegemoniczna praktyka – powiedział rzecznik chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych Wang Wenbin.

Mówiąc pół-żartem, pół-serio, większość inteligentnych ludzi pragnęłoby delegalizacji TikToka, ale ten portal społecznościowy ma kłopoty nie przez udostępniane tam wygłupy nastolatków. Chodzi o obawy dotyczące bezpieczeństwa narodowego związane z gromadzeniem danych, a sprawa ta wpisuje się w coraz gorsze stosunki pomiędzy dwoma największymi mocarstwami na świecie i brak zaufania pomiędzy nimi. Trump nawet zażądał od Microsoftu, by zakupić TikTok w Stanach Zjednoczonych. Właściciele TikToka oczywiście protestują: – Jesteśmy zszokowani niedawnym rozporządzeniem wykonawczym, które zostało wydane bez należytego procesu – oświadczył TikTok, dodając, że „zastosuje wszystkie dostępne nam środki zaradcze, by mieć pewność, że praworządność nie zostanie naruszona”.

Eksperci twierdzą, że zakaz zawieraniatransakcji z Tencentem, który jest jedną z największych firm internetowych na świecie, przez Stany Zjednoczone to w istocie dalsze zaburzenie globalnego internetu i zerwanie długotrwałych więzi między branżami technologicznymi w Stanach Zjednoczonych i Chinach, a Pekin nie zostawi sprawy bez odpowiedzi. W środę sekretarz stanu USA Mike Pompeo rozszerzył program o nazwie „Clean Network” – „Czysta Sieć”, aby uniemożliwić różnym chińskim aplikacjom i firmom telekomunikacyjnym dostęp do poufnych informacji o obywatelach i firmach USA. Rozporządzenie Trumpa było skoordynowane z ogłoszeniem nowego programu przez Pompeo. Firma Tencent zapowiada, że dokona szczegółowego przeglądu nowych zaleceń amerykańskiej komunikacji. ByteDance, właściciel TikToka, jeszcze nie odniósł się do tej sytuacji.

W ponad 300-milionowych Stanach Zjednoczonych, WeChat ma 19 milionów użytkowników, więc to stosunkowo niewiele. Jednak w Chinach aplikacja ta jest wszechobecna – służy jako medium dla tak różnorodnych usług, gier i płatności. Jest to również wspólna platforma do komunikacji z osobami fizycznymi i firmami spoza Chin. Z drugiej jednak strony amerykańskie media społecznościowe i usługi przesyłania wiadomości, takie jak WhatsApp i Messenger Facebooka, są blokowane w Chinach, gdzie „wielka zapora sieciowa” uniemożliwia obywatelom swobodny dostęp do sieci na całym świecie. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że w Chinach jakakolwiek aktywność w internecie jest stale monitorowana i cenzurowana.

Rywalizacja USA-Chiny

Przyczyn napiętych stosunków między Stanami Zjednoczonymi a Chinami jest wiele – od praw człowieka, przez wojnę handlową i aferę Huawei, ale do tej pory to Tencent jest jak dotąd największym celem Amerykanów. Jest to druga najbardziej wartościowa firma w Azji po Alibaba Group Holding z kapitalizacją rynkową wynoszącą 686 miliardów dolarów i należy do największych na świecie firm zajmujących się mediami społecznościowymi i grami wideo. Latem tego roku otworzyła studio gier w Kalifornii i posiada udziały mniejszościowe w wielu firmach zajmujących się grami i Internetem na całym świecie, w tym w amerykańskich przedsiębiorstwach. Cios Trumpa był dla Chińczyków bolesny. Po ogłoszeniu do wiadomości publicznej rozporządzenia wykonawczego, wszystkie giełdy w Azji zaczęły dołować, a akcje samego Tencenta spadły o ponad dziesięć procent (co częściowo do tej pory udało się nadrobić). Na wartości straciła też chińska waluta, juan.

Krytycy tak mocnego posunięcia Donalda Trumpa twierdzą, że przyczyną jego bezkompromisowej postawy jest trwająca obecnie kampania wyborcza, a urzędujący prezydent ma coraz mniejsze szanse na reelekcję. Z drugiej strony otoczenie Trumpa tłumaczy, że sprawa ta ma o wiele szerszy kontekst – Waszyngton niejednokrotnie krytykował Pekin za nieumiejętną walkę z pandemią koronawirusa (na konferencjach prasowych Trump nieugięcie nazywa koronawirusa „chińskim wirusem”), czy za tłamszenie pokojowych protestów w Hong Kongu, który do niedawna był wyspą wolności na oceanie komunizmu. Zwolennicy twardego kursu wobec Chin podkreślają, że chińskie aplikacje mogą być wykorzystywane do kampanii dezinformacyjnych, które mogłyby przynieść korzyści Komunistycznej Partii Chin, więc zablokowanie ich jest sprawą amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego.

Należy pamiętać, że to sprawa nie tylko pomiędzy Chinami a Ameryką – chociaż w Europie można o niej usłyszeć mniej, to na podobny do Amerykanów krok z tego samego powodu co oni wcześniej zdecydowały się Indie. Japonia również rozważała wprowadzenie podobnych restrykcji, ale Pekin zasugerował, że „pogorszy to stosunki” pomiędzy tymi dwoma krajami, więc sprawa utknęła w martwym punkcie. Chińskie firmy mają silną pozycję na perspektywicznym rynku aplikacji internetowych i nie oddadzą tej pozycji bez walki. Jednak dość nieoczekiwanymi ofiarami tego sporu są mieszkańcy Stanów Zjednoczonych, którzy za pośrednictwem WeChata utrzymują kontakty na przykład z rodziną i przyjaciółmi w Chinach. Rozmowy z nimi już nie będą takie proste, bo niechińskie komunikatory są w Chinach zabronione.

RAPORT: Afera Huawei