Wenezuela walczy w OPEC o przetrwanie reżimu

21 października 2015, 08:42 Alert
Siedziba OPEC
Siedziba OPEC

(Wojciech Jakóbik)

Dzisiaj odbędzie się spotkanie krajów OPEC z państwami, które eksportują ropę, ale nie należą do tej organizacji. Wenezuela należąca do kartelu naftowego postuluje koordynację polityki na rzecz zmniejszenia eksportu surowca, która miałaby doprowadzić do podwyżki jego cen na rynkach. Jednak sama podejmuje już działania, które świadczą o małych szansach przeforsowania tego planu.

Na zaproszenie OPEC, do siedziby tej organizacji w Wiedniu przyjadą dziś przedstawiciele państw-eksporterów z nią niezrzeszonych. Z udziału w spotkaniu zrezygnował Azerbejdżan. Pojawią się za to przedstawiciele Rosji.

Budżet Wenezueli, a co za tym idzie system subsydiów, utrzymujący poparcie dla rządu socjalistycznego w Caracas, są zagrożone przez niskie ceny ropy naftowej. Wyznaczyła ona szacowaną cenę surowca w 2016 roku na poziomie 40 dolarów za baryłkę, czyli pozornie na wyrost, bo prognozy szacują jej oscylowanie wokół 50 dolarów. W tym roku jednak Wenezuela szacowała, że ropa będzie kosztować około 60 dolarów za baryłkę. Kiedy cena spadła poniżej tego poziomu, zaczęły się problemy budżetowe i niepokoje społeczne.

Dochody z eksportu ropy naftowej Wenezueli spadły w tym roku o 50 procent. Mimo to Caracas zapewnia, że pozostaje wypłacalne i zrealizuje swoje zobowiązania wobec kredytodawców na sumę 2,3 mld dolarów w listopadzie tego roku. Wyznaczenie wartości baryłki wenezuelskiej na średnim poziomie 40 dolarów na przyszły rok świadczy o tym, że ten kraj spodziewa się dalszego spadku wartości surowca.

Skoordynowanej redukcji eksportu ropy, w celu podniesienia jej ceny, sprzeciwia się największy eksporter OPEC, czyli Arabia Saudyjska, oraz część krajów członkowskich z Bliskiego Wschodu. Wolą one walczyć o rynek ceną. Ze względu na ich opór, planu Wenezueli nie chcą poprzeć Rosja i Azerbejdżan. Poza wpływem OPEC pozostają wydobywcy w Stanach Zjednoczonych, odpowiedzialni za dużą część nadpodaży ropy na rynku. To kolejny argument Saudów za nieinterwencją.