Wójcik: Ceny ropy spadły o 4 proc. po załamaniu giełd chińskich

25 sierpnia 2015, 07:15 Alert
Giełda

KOMENTARZ

Teresa Wójcik

Redaktor BiznesAlert.pl

Wczorajszy „czarny poniedziałek” po kolejnym załamaniu rynku papierów wartościowych w Chinach odbił się fatalnie na światowych rynkach ropy. Ceny surowca straciły więcej niż 4 proc., panika giełdowa okazała się bardziej dotkliwa niż umacniająca się skądinąd nadpodaż.

Na rynku londyńskim za baryłkę ropy w poniedziałek płacono 43,61 dol., o 1,85 dol. mniej  niż na piątkowym zamknięciu.  Czyli przeszło o 4 proc. mniej. Przez krótki czas cena spadła nawet do 43,28 dol., najmniej od kwietnia 2009 r. Nieco niższy był spadek ceny  ropy WTI na giełdzie nowojorskiej, gdzie cena baryłki ropy wyniosła 38,95 dol., o 1,50 dol. (3,7 proc.) mniej niż na zamknięciu w piątek.

Chiński rynek akcji zanotował wczoraj kolejny ostry spadek. Można się było tego spodziewać już w piątek, gdy po całej serii złych informacji o stanie gospodarki Państwa Środka, doszła jeszcze jedna: o dalszym spadku produkcji przemysłowej w sierpniu. Dane wskazują na niewątpliwie ostre hamowanie ekonomicznej aktywności w Chinach i załamanie gospodarki.

To bardzo niedobra wiadomość dla producentów ropy. Trzeba się nawet liczyć z tym, że Chiny stracą swoje miejsce największego importera „czarnego złota”, co oznacza gwałtowny wzrost nadpodaży tego surowca na świecie. A to wtórnie będzie mieć negatywny wpływ na gospodarkę światową. Carsten Fritsch z frankfurckiego Commerzbank powiedział mediom, że „obecny spadek cen ropy nie jest spowodowany podstawowymi czynnikami rynkowymi, ale wyłącznie sytuacją Chin. Widać wyraźnie, że chińska gospodarka dość gwałtownie hamuje, a władze w Pekinie tracą kontrolę nad sytuacją”. Jednak trudno dziś ocenić, do jakiego poziomu spadnie chińska gospodarka i jak długo potrwa ten spadek. Nie wiadomo jeszcze, czy to jest początek światowego kryzysu finansowego, czy tylko eliminacja modelu łączącego elementy wolnego rynku z gospodarką centralnie planowaną. Wiadomo jednak, że gwałtowny spadek popytu na ropę w Chinach to pogłębienie kryzysu na światowym rynku tego surowca.

Dziwić muszą reakcje, a raczej brak reakcji niektórych światowych producentów „czarnego złota” na gwałtowne osuwanie się cen do najniższego od lat poziomu.  Wydobycie bowiem nie spada, ani w czołowych państwach OPEC (Arabia Saudyjska, ZEA, Kuwejt), ani w Rosji, a rewolucja łupkowa w Stanach Zjednoczonych nadal ma się dobrze.

Na razie tylko irański minister ropy, Bidjian Zanganeh zapowiedział w niedziele ( 23 sierpnia), że zwołanie nadzwyczajnego natychmiastowego spotkania państw OPEC mogłoby „pomóc ustabilizować ceny ropy”. Ale ten sam minister zapowiedział, że Iran będzie bronić swojej pozycji na światowym rynku poprzez zwiększanie wydobycia „za wszelką cenę”  i tak szybko, „jak to tylko jest możliwe. Zwiększymy produkcję naszej ropy za wszelką cenę. Nie mamy innego wyjścia, jeśli tego nie zrobimy natychmiast – na zawsze utracimy naszą część światowego rynku” – stwierdził Zanganeh.

Na stronie internetowej OPEC wczoraj podane zostały ceny koszyka ropy kartelu – za baryłkę średnio płacono 43 dol., czyli o 1,13 dol. mniej niż poprzedniego dnia, 23 sierpnia. Na razie to jedyna reakcja OPEC na wczorajszy „czarny poniedziałek”.

Obecnie światowy indeks koncernów naftowych i gazowych spadł o 3,2 proc., główną przyczyną jest duże zmniejszenie zapotrzebowania na energię w hamującej gospodarce Chin. Choć w ub. tygodniu Pekin poonformował, że Chiny nie zmniejszyły importu ropy. Jednak informacje największych dostawców – Aramco i traderów podają, że od 1 sierpnia dostarczają na chiński rynek o ok. 12 proc. mniej surowca.