Wójcik: Czy cena ropy spadnie do 33 dol. za baryłkę? A może jeszcze niżej?

24 lipca 2015, 07:50 Energetyka
Ropa naftowa

KOMENTARZ

Teresa Wójcik

Redaktor BiznesAlert.pl

Na światowym rynku ropy od ubiegłego lata panują niedźwiedzie. W ciągu ostatniego miesiąca cena tego surowca spadła o 20 proc. po niedużej poprawie. Ropa WTI zeszła poniżej magicznej granicy 50 dol. za baryłkę. Spadła więc o ponad 60 proc. od czerwca ub. roku. Od dwóch dni zbieram opinie o dalszym spadku cen na światowym rynku ropy.

Diagnozy i prognozy są  zróżnicowane. Morgan Stanley ocenia: „Jest niestety zagrożenie, że spadki cen w światowej branży ropy mogą potrwać znacznie dłużej niż te, które rozpoczęły się w 1986 r., kiedy rozpoczął się najgłębszy kryzys po 45 latach”.  Dennis Gartman z Bloomberga dostrzega zadatki na długotrwałą bessę.

Z drugiej strony, Credit Suisse, ma inne zdanie: „Zapasy amerykańskich firm naftowych i gazowych są jednak w takim stanie, że ceny ropy osiągają właśnie dno. A to jest właśnie ten punkt wyjścia aby zaczęły iść w górę”. Tyle zróżnicowane, a reprezentatywne dla świata finansów i parkietów opinie dwóch wielkich banków inwestycyjnych. Pozostaje tylko niepewność, co do motywacji ich opinii, czy inspirują je analizy faktów czy celem jest manipulacja na rynku. Czy banki same wierzą w te opinie, czy są one wygłaszane, aby przekonywać partnerów i klientów oraz polityków.

Spadkowi cen towarzyszy silny dolar oraz oczywiście globalna nadpodaż ropy spowodowana nadprodukcją Arabii Saudyjskiej, Rosji i Stanów. A w perspektywie kilku lat – pojawienie się po cenach dumpingowych  ropy z Iranu. Gdy dodam do tego załamanie gospodarki chińskiej co musi spowodować bardzo znaczące obniżenie popytu na energię, a więc i na ropę – jestem coraz bardziej pewna, że „czarne złoto” może jeszcze w b.r. spaść nawet poniżej 33 dol. za baryłkę.

Międzynarodowa Agencja Energii (MAE) przewiduje, że globalne zapotrzebowanie na ropę w 2016 r. wreszcie spadnie,  do 1,2 mln baryłek dziennie (w b.r. było to średnio 1.4 mln baryłek dziennie). Na razie globalna produkcja ropy  w czerwcu br.  wzrosła o 550 tys. baryłek dziennie i wynosiła  96,6 mln baryłek dziennie, o 3,1 mln baryłek więcej niż rok temu.

Tymczasem popyt na ropę wzrósł w Stanach Zjednoczonych, po raz pierwszy od 8 lat. Co więcej – nie tylko na ropę. Według danych Urzędu Informacji Energetycznej (Energy Information Administration – EIA) popyt w USA na benzynę poszedł również znacznie w górę. Tym bardziej, że benzyna jest wyjątkowo tania. A to z kolei stymuluje duży wzrost sprzedaży nowych samochodów osobowych i ciężarowych, co jest wyraźnie zauważalne na amerykańskich drogach, autostradach i ulicach. Wzrasta korzystanie z transportu lotniczego, który tanieje, bo tańsza jest benzyna.

To wszystko jest określoną fazą w cyklu koniunkturalnym  gospodarki rynkowej. Jak widać, także branża ropy ma taki cykl. Tania ropa i tanie produkty paliwowe bezpośrednio pobudzają koniunkturę w przemyśle samochodowym, motoryzacyjnym i, lotniczym i rafineryjnym.  Pojawia się więcej samochodów i pojazdów, rośnie zapotrzebowanie na ropę i paliwa. W pewnym momencie  jest ich na rynku za mało w stosunku do zapotrzebowania, zaczynają drożej kosztować. Potrzebne jest zwiększenie produkcji, zwiększenie odwiertów, wzrasta wydobycie i przerób, jest coraz więcej ropy, pojawia się nadpodaż i cykl zaczyna się od nowa. Tyle, że jest to standardowy ekonomiczny opis podręcznikowy. Oprócz praw rynku mamy w praktyce elementy czystej „ekonomii behawioralnej” – ceny ropy są też zależne od napięć politycznych na świecie, zwłaszcza w krajach naftowych, od ataków na pola naftowe, zamachów terrorystycznych itp. A te wydarzenia powodują mniejsze lub większe ataki paniki na giełdach i presję na transakcje. Za duże zapasy ropy w USA? – nie warto zawierać transakcji na zakup tej ropy. Pojawi się na rynku ropa z Iranu? Nie ważne, że dopiero za kilka lat, popyt na giełdzie w Londynie spada już dziś. W efekcie cena też musi spadać.

Więc jeśli to Morgan Stanley ma rację, branża ropy i paliw znajduje się mniej więcej z powrotem w takim samym miejscu, w jakim była w 1986 r. i czeka nas kilkanaście lat  niskich cen ropy.

Zbiegło się to z największą wszechczasów hossą na rynku akcji. A w USA to także czas zakładania rodzin i gospodarstw domowych wyżu demograficznego (baby boom lat 90). Z drugiej strony – to początek kryzysu, także demograficznego, w Chinach. Jest pytanie – jak tania ropa i paliwa będą wpływać na rynek pod presją  tych pozytywnych i negatywnych zmian.