Wójcik/Jakóbik: South Stream wysadzi rząd Bułgarii?

6 czerwca 2014, 09:30 Energetyka
BiznesAlert-logoCMYK]

KOMENTARZ

Teresa Wójcik, Wojciech Jakóbik

Redakcja BiznesAlert.pl

Wczoraj w Sofii mniejszościowy partner koalicyjnego rządu bułgarskiego zażądał rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych w listopadzie lub grudniu b.r. Koalicjant rządzącej Partii Socjalistycznej, Ruch Prawa i Wolności (DPS), jest przeciwny decyzji rządu w sprawie kontynuacji budowy South Stream’u wbrew ostrzeżeniom Komisji Europejskiej.

Według doniesień portalu EurActiv, lider Ruchu Prawa i Wolności – skupiającego mniejszość turecką w Bułgarii – Lutvi Mestan powiedział w parlamencie, że Bułgaria nie powinna robić nic, co jest niezgodne ze stanowiskiem Brukseli. „Mamy bronić naszych interesów narodowych w zgodzie z Europą, a nie w konfrontacji z jej państwami” – podkreślił.

Media światowe – zauważa AP – podkreślają, że relacje Bułgarii z KE stają się coraz gorsze z powodu realizacji projektu gazociągu Gazpromu. Premier Bułgarii Płamen Oreszarski pod koniec maja b.r. zapewniał szefa KE Jose Manuela Barroso, że Bułgaria będzie przestrzegać praw Unii, ale rząd w Sofii miał pełne prawo powierzyć budowę bułgarskiego odcinka South Stream rosyjskiej firmie Strojtransgas, pomimo, że jest ona objęta sankcjami Zachodu. KE kontestuje projekt ponieważ w założeniu nie będzie on podlegał antymonopolowym zasadom trzeciego pakietu energetycznego UE, dając niezgodną z prawem unijnym przeważającą pozycję Gazpromu w zarządzaniu infrastrukturą. Zakładają one: rozdział właścicielski zarządzania rurą, słania gazu i jego sprzedaży, swobodny dostęp stron trzecich do jej przepustowości i niezależne wyznaczanie taryf przesyłowych.

Właścicielem większościowym firmy Strojtransgaz jest holding Volga Group należący do Giennadija Timczenki, rosyjskiego oligarchy, który znalazł się na „czarnej liście” USA, w reakcji na rosyjską agresje przeciwko Ukrainie. Timczenko jest jednym z najbliższych współpracowników Putina. Komisja Europejska 3 czerwca zażądała od Bułgarii, aby wstrzymała rozpoczęcie budowy South Stream na swoim terytorium, jako działania sprzecznego z prawem energetycznym Unii Europejskiej. Warunkiem ewentualnej zgody Brukseli na realizację projektu Gazpromu jest rozstrzygnięcie w sprawie zgodności umów zawartych z Rosją przez państwa uczestniczące w tym projekcie. Tymczasem postępowanie w tej sprawie jeszcze się nie rozpoczęło.

Tymczasem przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso oskarżył wiosną bułgarski parlament o to, że jest zinfiltrowany przez rosyjskie służby. Wczoraj zapewnił, że każdy kraj na czele z Bułgarią, który zdecyduje się na kontynuację współpracy z Rosjanami przy South Stream będzie musiał się liczyć ze skargą Komisji do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. W wypadku przegranej w ETS będzie musiał opłacić karę wyznaczoną przez KE oraz/lub straci dostęp do środków unijnych – w zależności od wniosku tej instytucji.

South Stream jest istotny z punktu widzenia interesu krajów Europy Środkowo-Wschodniej ponieważ docelowo ma pozwolić Rosji na rezygnację z tranzytu przez Ukrainę, co podważy jej pozycję w przyszłych negocjacjach. Ta zmiana osłabi także pozycję Polski, która nie zgodziła się na budowę gazociągu Jamał-Europa 2 (pieremyczka) omijającego Ukrainę przez terytorium naszego państwa. Byłaby to atrakcyjna alternatywa dla Rosjan, którzy mniejszym kosztem wyłączyliby naszego sąsiada z tranzytu. Afera Jamałgate pozbawiła stanowiska ministra skarbu państwa Mikołaja Budzanowskiego oraz prezes PGNiG Grażynę Piotrowską-Oliwę.