Woźniak: Problemy Jamału pokazuja, że należy spieszyć się z realną dywersyfikacją

23 czerwca 2017, 07:30 Energetyka
piotr_wozniak
Piotr Woźniak / fot. PGNiG

Prezes PGNiG, Piotr Woźniak był gościem dnia Wiadomości TVP. Powiedział, że jeśli jakość gazu dostarczanego do Polski ze Wschodu będzie szybko przywrócona, to wówczas PGNiG nie będzie miała problemów z tą sytuacją. Dodał, że niezależnie od tego Polska stawia na dywersyfikację w tym na Baltic Pipe oraz na terminal LNG.

– Nie znamy przyczyn dostaw do Polski paliwa gorszej jakości i zapewne przez pewien czas jeszcze jej nie poznamy. To jest dla nas bardzo pouczający przypadek. Operator, do jutra, do godziny 6.00 rano nie będzie wpuszczał gazu do naszego systemu. Przez Polskę biegnie Gazociąg Jamał o przepustowości 33 mld m3, a tą magistralą pobieramy z tego ponad 2 mld m3. Nasz gaz, który do nas wchodzi jest nie do użytku. Przyczyny mogą być natury technicznej, ale nie wiemy dokładnie jaka jest przyczyna– powiedział Woźniak.

Zwrócił uwagę, że gaz odbierany po niemieckiej stronie gaz jest już oszuszany bo po niemieckiej stronie stoją przygotowane do tego urządzenia. – W Polsce takich urządzeń nie ma. PGNiG oraz Gazprom są udziałowcami EuroPolGazu, który zarządza Gazociągiem Jamalskim. Mamy tam połowę zdolności decyzyjnych, a każda decyzja musi być podjęta na bazie konsensusu. Wcześniej staraliśmy się, aby takie urządzenia były w Polsce. Nie było wtedy zgody – powiedział.

Jak powiedział prezes PGNiG, trzeba bardzo poważnie rozważyć kolejną inwestycję do czasu wygaśnięcia kontraktu jamalskiego i wybudować po naszej stronie oszulszalnie gazu. – Wówczas będziemy bardziej odporni na jakość gazu z Rosji – powiedział,

Pytany przez Krzysztofa Ziemca, czy sprawa dostarczania do Polski gazu złej jakości jest motywowana rzez Rosjan politycznie, prezes Woźniak nie odpowiedział wprost. Przypomniał jednak, że nie pamięta decyzji tamtej firmy, która nie byłaby popierana politycznie. – Nie mamy jednak, żadnych informacji, które wskazywałyby na jakąkolwiek przyczynę awarii.

– Sytuacja stała się bardzo groźna, ponieważ bez szkody dla dostaw gazu na Zachodzie można odciąć Polskę od dostaw surowca Gazociągiem Jamalskim. Rosjanie powtarzają od 7 lat, że w 2019 roku odetną tranzyt ukraiński, skąd dochodzi do nas pozostała cześć gazu. Jeśli do tego dojdzie, a wszystko na to wskazuje, że tranzyt ukraiński zostanie zamknięty to jesteśmy odcięci do flanki południowej na wschodzie. Ostatni przypadek pokazuje, że możemy mieć zamkniętą flankę północną na wschodzie, na Jamale – powiedział. – Inwestycje te są kosztowne. Myślę, że trzeba by się liczyć z co najmniej dwuletnim cyklem inwestycyjnym. I jest na to jeszcze czas – poinformował.

To pokazuje, że powinniśmy się spieszyć z projektami dywersyfikacji, w tym planem uruchomienia dostaw z Szelfu Norweskiego, żeby uniknąć zagrożenia. Odcięcie gazu w lecie nie skończy się dużymi konsekwencjami, jeśli przesył właściwej jakości gazu zostanie szybo przywrócony. Jeśli to się przedłuży to może mieć to konsekwencje z każdym dniem dla poziomu zapasów na zimę.

W kontekście terminalu LNG powiedział, że ta infrastruktura jest dla nas narzędziem, który zwiększa nasze bezpieczeństwa. Powiedział, że 4 lipca wpływa następne cargo LNG. Portal BiznesAlert.pl informował, że kolejna dostawa spotowa LNG przypłynie do Polski w terminie 4-5 lipca tego roku, a dostawcą będzie katarska firma Qatargas, co potwierdziło dla nas PGNiG.

W kwietniu, PGNiG zawarł umowę na jednorazową dostawę amerykańskiego skroplonego gazu ziemnego LNG. Gaz dostarczyła firma Cheniere Energy. – W tej chwili już mamy kontrakt długoterminowy katarski. Pracujemy nad podobnym, choć nie chcę mówić o szczegółach, kontraktem z Ameryką – powiedział. Nie chciał powiedzieć czy i kiedy można spodziewać się kolejnych dostaw z USA. Prezes dodał, że także dostawy LNG będą dywersyfikowane, a podpisywane będą umowy z różnymi dostawcami. – Nie pozwalałbym sobie na monopolizację w żadnym wymiarze – powiedział prezes.

W lipcu PGNiG odbierze spotową dostawę LNG z Kataru