Zaborowski: Po wyborach zmieni się prezydent, ale nie interesy USA w Europie (ROZMOWA)

6 czerwca 2016, 07:30 Bezpieczeństwo
Biały Dom
Biały Dom. Fot. Wikimedia Commons

ROZMOWA

W sobotę 4 czerwca odbył się w Warszawie w ramach konferencji „Świat pod lupą” panel dyskusyjny „Wybory w USA – Implikacje dla Europy”, zorganizowany przez Center for European Policy Analysis (CEPA). Wydarzenie zostało objęte patronatem portalu BiznesAlert.pl. W wywiadzie udzielnym portalowi,  wiceprezes CEPA, dr Marcin Zaborowski, podkreślił, że debata prowadzona w czasie kampanii wyborczej w USA ma negatywny wpływ na relacje między Unią Europejską a USA. – Jeden z kandydatów do wyścigu po urząd w Białym Domu, Donald Trump podważał sens kontynuowania relacji z Europą w ramach NATO oraz amerykańskich starań na rzecz zwiększenia inwestycji w bezpieczeństwo na Starym Kontynencie – zaznacza Marcin Zaborowski.

BiznesAlert.pl: W USA trwa intensywna kampania wyborcza w ramach prawyborów w Partii Demokratycznej oraz Partii Republikańskiej. W wyborach startują z jednej strony Hillary Clinton, a z drugiej Donald Trump. Jak kampania zza Oceanem przekłada się na relacje z Europą ?

Dr Marcin Zaborowski: Sama debata już ma ryzykowny wpływ na relacje między Unią Europejską a USA. W tej debacie pojawią się bowiem krytyczne głosy względem obecności amerykańskiej na Starym Kontynencie. Donald Trump podważał sens kontynuowania relacji z Europą w ramach NATO oraz amerykańskich starań na rzecz zwiększenia inwestycji w bezpieczeństwo na Starym Kontynencie. Trump w swoich wypowiedziach nawiązuje do pewnych sentymentów, które wciąż są obecne w społeczeństwie amerykańskim, a odwołują się do ograniczenia więzi z innymi częściami świata, w tym z Europą. USA łożą znaczące środki na utrzymanie bezpieczeństwa w Europie. To spotyka się z niezadowoleniem części elektoratu w USA. To nie oznacza, że doprowadzi to do radykalnych decyzji w sytuacji wyboru Trumpa, ale wskazuje na to, że niektórzy amerykanie są niezadowoleni z takiego stanu rzeczy.

Równolegle do kampanii wyborczej w USA trwają negocjacje dotyczące Transatlantyckiego Porozumienia o Wolnym Handlu. Pojawia się coraz więcej kontrowersji wokół toczących się negocjacji. Francuzi mówią wręcz, że należy je „zamrozić” na obecnym etapie. Jak kampania w USA wpływa na toczące się negocjacje?

Tego typu rozmowy są bardzo trudne, złożone i czasochłonne. Wpływa na nie wiele czynników, także politycznych. Wydawało się, że nieporównywalnie łatwiejsze będą negocjacje UE z Kanadą o strefie wolnego handlu. Mimo to jednak te negocjacje trwały dłużej niż przewidywano, a jej niektóre zapisy wydawały się bardzo kontrowersyjne. Kanada zaś to mniejsza gospodarka niż amerykańska. Negocjacje dotyczą z jednej strony 500 mln Europejczyków, a z drugiej ponad 300 mln Amerykanów. Są to dwie największe gospodarki świata. Rozmowy są przerywane cyklami wyborczymi po obu stronach Atlantyku, w czasie których wykorzystuje się poszczególne propozycje wynikające z trwających negocjacji. Takimi kwestiami spornymi są np. genetycznie modyfikowana żywność, ekspansja amerykańskiego kina, czy szczelinowanie hydrauliczne…

Dyskusja na ten temat stała się istotnym elementem amerykańskiej debaty w ramach Partii Demokratycznej. O tym jak zaostrzyć rygory prawne dla tej technologii wydobywania węglowodorów, wielokrotnie dyskutowali Bernie Sanders i Hillary Clinton.

Słowa Hillary Clinton, o zaostrzeniu prawa dla szczelinowania hydraulicznego  należy traktować jako element strategii wyborczej, wypowiadane tylko na użytek kampanii wyborczej. Jest to krok, który ma na celu przekonać do jej kandydatury lewicowych wyborców w Partii Demokratycznej, którzy do tej pory opowiadali się za Bernie Sandersem. Przypomnijmy także, że Bill Clinton w czasie swojej kampanii wyborczej w 1992 roku, mówił sceptycznie na temat umowy o wolnym handlu z Meksykiem i Kanadą (Północnoamerykańska Strefa Wolnego Handlu – red.). Kiedy został on wybrany, mimo wcześniejszego stanowiska doprowadził do podpisania i wejścia w życie tej umowy. Dlatego też moim zdaniem po ewentualnym wyborze Clinton na prezydenta USA, jej stanowisko powinno ulec złagodzeniu wobec szczelinowania hydraulicznego.

W czerwcu o swojej przyszłości w Unii Europejskiej zdecydują Brytyjczycy. Czy Amerykanie nie wstrzymują swoich decyzji w sprawie pogłębienia relacji z USA do czasu referendum w Wielkiej Brytanii ?

Przyszłość Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej to istotny aspekt relacji euroatlantyckich. Unia Europejska z Wielką Brytanią, jest bardziej anglosaksońska. Amerykanom z taką Unią łatwiej się współpracuje. Unia Europejska z Wielką Brytanią jest bardziej ekonomicznie przyjazna, otwarta i liberalna. Prezydent  USA, Barack Obama podjął w tym względzie bardzo istotną deklarację. Publicznie, bardzo jasno opowiedział się za pozostaniem Wielkiej Brytanii w strukturach Unii Europejskiej. Była to deklaracja bardzo nietypowa dla prezydenta USA. Z kolei Donald Trump jest przeciwnego zdania.

Pojawia się pytanie czy szczyt NATO, który na początku lipca zostanie zorganizowany w Warszawie będzie szansą na pogłębienie relacji między USA a Europą ? Czy jednak kwestie dotyczące rozlokowania na wschodniej flance Sojuszu 4 batalionów składających się z żołnierzy NATO nie pogłębi różnicy zdań między USA, a tzw. „Starą Europą”, która wydawała się sceptyczna co do takiej decyzji ?

Obecnie na wschodniej flance NATO nie ma obecności amerykańskich żołnierzy, a jest to obszar najbardziej narażony na ewentualne kryzysy. Mamy do czynienia z sytuacją paradoksalną. Ta część Sojuszu, która jest narażona na największe niebezpieczeństwo nie posiada zdolności obronnych Sojuszu. Pamiętajmy także, że jeśli na Szczycie zostanie podjęta decyzja o natowskiej obecności, stałej lub rotacyjnej owych batalionów, to będzie to musiało odbyć się za zgodą Paryża i Berlina oraz innych państw tzw. Starego NATO. Decyzja więc będzie podjęta w ramach konsensusu państw NATO. Wszystko wskazuje jednak, że decyzja NATO nie będzie tak znacząca, jak spodziewają się państwa na wschodzie NATO. W Polsce możemy liczyć na obecność prawdopodobnie jednego batalionu.

Obszar Morza Bałtyckiego w ostatnich tygodniach, stał się jednym z terenów, gdzie dochodziło do kilku incydentów między okrętami wojskowymi oraz lotnictwem państw NATO a Rosji. Kwestią, która wpływa także na bezpieczeństwo obszaru jest szwedzka wyspa Gotlandia, która jest kluczem do dominacji na Bałtyku. W pobliżu tej wyspy mają przebiegać także nitki Nord Stream 2. Czy można spodziewać się większej obecności USA w regionie Morza Bałtyckiego?

Nie spodziewam się, żeby taka decyzja zapadła w okresie prezydentury Baracka Obamy. Może to być raczej obecność symboliczna. Podobnie z resztą może postąpić Donald Trump. Ze słów tego polityka można domniemywać, że poszukuje porozumienia z Władimirem Putinem. Większe prawdopodobieństwo podjęcia takiej decyzji, jest w przypadku wyboru na urząd prezydenta Hillary Clinton. Wówczas jest większa szansa na zwiększenie amerykańskiej obecności w tym regionie.

Podczas majowego posiedzenia Rady UE – USA ds. energetycznych, jedną z istotnych kwestii była przyszłość gazociągu Nord Stream 2. Obecna administracja mówi krytycznie o tym projekcie. Czy niezależnie od tego, kto zostanie prezydentem, czy będzie to Trump czy Clinton stosunek amerykanów do Nord Stream 2 nie zmieni się?

W mojej opinii ta postawa się nie zmieni. Będzie w dalszym ciągu negatywna. Wynika to z faktu, że projekt ten nie jest w interesie Waszyngtonu.

Rozmawiał Bartłomiej Sawicki