font_preload
PL / EN
Energetyka Ropa 25 lipca, 2019 godz. 7:31   

Jakóbik: Tankowiec Orlenu z zanieczyszczoną ropą nie był pierwszy

Magazyny ropy Fot. PERN Magazyny ropy Fot. PERN

Tankowiec Medeleev Prospect z zanieczyszczoną ropą dla PKN Orlen stał w Naftoporcie blisko dwa miesiące, chociaż podobny ładunek rozładował wcześniej Lotos. Polacy są ofiarą Rosjan, którzy do dziś mają problem z przypisaniem odpowiedzialności za szkody, które spowodowali – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Jak się pozbyć kłopotliwego ładunku?

Gazeta Wyborcza poinformowała 11 czerwca, że PKN Orlen „skusił się” na zanieczyszczoną ropę z Rosji i przez to, że nie może ona zostać odebrana w Gdańsku, „utopił fortunę w chlorze” rosyjskim. Czy PKN Orlen rzeczywiście skusiła brudna ropa?

5 kwietnia PKN ORLEN zakupił ładunek spot ropy Ural do Rafinerii w Możejkach zgodnie z miesięcznym harmonogramem dostaw. Rafineria w Możejkach jest zaopatrywana w ropę naftową wyłącznie drogą morską, z uwagi na zaprzestanie przez stronę rosyjską dostaw rurociągiem ponad 10 lat temu. Na morskim rynku dostaw badanie na zawartość chlorków organicznych nie jest badaniem standardowym, a do morskich dostaw ropy rosyjskiej nie stosuje się często przywoływanej normy GOST, która odnosi się tylko do dostaw rurociągowych.

Dodatkowe badanie na zawartość chlorków organicznych zlecone dla tego ładunku, wykazało ich podwyższoną zawartość, tj. ok.  50 PPM, co w dalszym ciągu stanowiło przekroczenie znacząco niższe od tego, które odnotowano w partiach rosyjskiej ropy dostarczanej przez ropociąg Przyjaźń drogą lądową.

Rafineria Możejki nie jest technologicznie przygotowana, aby przerabiać ropę o zawartości chlorków powyżej granicznego poziomu normy GOST. Poziom chlorków znacząco przewyższający górny poziom normy GOST powoduje wytrącanie z mieszanki ropy naftowej kwasu solnego, który dosłownie „pali infrastrukturę”. W tej sytuacji jedyną racjonalną decyzją było niezwłoczne przekierowanie tankowca do Gdańska, aby wlać tę ropę do już zanieczyszczonego systemu i rozcieńczoną czystym surowcem przerabiać na instalacjach rafineryjnych w Płocku. W dniu operacji przekierowania średni poziom chlorków organicznych znajdujących się w systemie PERN wynosił ponad 200 PPM.

Powyższa decyzja wynikała m.in. z faktu, że 17 kwietnia Grupa Lotos odebrała dostawę rosyjskiej ropy dostarczonej przez Vitol i wymieszała ją z innymi ropami w Rafinerii Gdańskiej. Według różnych moich źródeł norma w tankowcu została przekroczona i wyniosła 30-63 PPM. 19 kwietnia pojawiła się informacja Biełneftechimu o zanieczyszczeniu ropy na Białorusi skąd ropociąg Przyjaźń dociera do Polski.

Tankowiec Orlenu nie dostał zgody na rozładunek. Było to już po 24 kwietnia kiedy PERN zdecydował o zatrzymaniu dostaw ropociągiem Przyjaźń. Ładunek Orlenu nie otrzymał zgody na wpuszczenie do systemu, chociaż wcześniej zanieczyszczona ropa docierała do niego z Adamowa drogą lądową oraz do Rafinerii Gdańskiej. Wobec powyższej decyzji kontrowersyjnej z punktu widzenia Orlenu, ponieważ mogła oczekiwać rozcieńczenia zanieczyszczonego ładunku czystym surowcem z kolejnego tankowca, dokładnie tak samo jak w przypadku ropy dostarczonej do 24 kwietnia przez Adamowo, statek PKN Orlen spotkał ten sam los co kilkanaście innych tankowców z zanieczyszczoną ropą należącą do rafinerii z całej Europy.

Ponowne przekierowanie ładunku na Litwę oznaczałoby mozolne mieszanie tzw. dostrzyków zanieczyszczonej ropy z czystym surowcem przy równoczesnym zablokowaniu i zanieczyszczeniu zbiorników w Butyndze, co naraziłoby bezpieczeństwo i ciągłość całości przerobu w Możejkach. Próba sprzedaży tankowca wiązałaby się z istotną stratą dla PKN Orlen (kilkudziesięcioprocentowy rabat). Firma testowała takie rozwiązanie, ale ostatecznie żaden z partnerów nie potwierdził możliwości zakupu tankowca z zanieczyszczoną ropą.

Kryzys zanieczyszczonej ropy to lekcja na przyszłość

W dalszym ciągu do rozstrzygnięcia pozostaje ile, do 24 kwietnia, Polska odebrała zanieczyszczonej ropy i do jakiej infrastruktury. PKN Orlen słusznie upomina się w Rosji o odszkodowanie za niedostarczone wolumeny ropy w trakcie kryzysu oraz za szkody spowodowane zanieczyszczeniem ropy przyjętej do systemu do dnia 24 kwietnia. Rozmowy na ten temat trwają.

9 czerwca PERN wznowił dostawy tylko jedną z trzech nitek ropociągu Przyjaźń. Chociaż usterka przyniosła straty wizerunkowe rosyjskiemu sektorowi naftowemu, to można się zastanawiać, czy nie została wywołana celowo. Warto w tym kontekście przywołać doniesienia Kommiersanta, który 30 kwietnia cytował eksperta Aleksieja Muchina przekonującego, że Transnieft wiedział o zanieczyszczonej ropie jeszcze 2 kwietnia. Zlecił jej wymieszanie w ropociągu Przyjaźń spółce-córce Transnieft Prywołga, a ta doprowadziła do zanieczyszczenia infrastruktury. Prokuratura rosyjska oskarżyła o zanieczyszczenie ropy terminal Łopatino, który sprzedaje miesięcznie 35-40 tysięcy ton ropy. Miał w ten sposób tuszować kradzież ropy z zasobów państwowych. Należy jednak brać pod uwagę możliwość, że Trasnieft chciał się pozbyć własnej zanieczyszczonej ropy, a skazał na jej mieszanie klientów na Zachodzie. Oczyszczanie systemu przesyłowego Białorusi, w którym może znajdować się do 1,2 mln ton zanieczyszczonego surowca może potrwać nawet trzy lata.

Pisałem w BiznesAlert.pl, że Rosjanie mogli wykorzystać zanieczyszczenie infrastruktury białoruskiej w sporze o warunki dostaw i przesyłu węglowodorów z Rosji przez Białoruś. Wydatki potrzebne do usunięcia zanieczyszczonej ropy to świetny asumpt do dyskusji o przejęciu udziałów w rafineriach białoruskich w Mozyrzu i Nowopołocku znajdujących się pod kontrolą Mińska.

Niezależnie od faktycznych intencji Rosjan ropa rosyjska bywa zanieczyszczona, a spółki jak PKN Orlen sygnalizują od dawna konieczność dywersyfikacji wynikającą z tego faktu. Rosjanie usunęli w 2012 roku normy związków chloru i nie chcą wziąć odpowiedzialności za szkody wywołane niską jakością ich dostaw. – Część tej ropy została przerobiona, ale musieliśmy ją rozcieńczać, korzystać z magazynów strategicznych, dokupić dodatkowe ładunki. Ponosiliśmy więc pewne koszty, także związane z funkcjonowaniem rafinerii. To jest szacowane i gdy się skończy, wystąpimy do dostawców z roszczeniami, ponieważ uznali prawa do naszych roszczeń – zapowiedział prezes PKN Orlen Daniel Obajtek. Problem zanieczyszczonej ropy z Rosji to jednoznaczny argument za poszukiwaniem alternatywnych dostawców.