font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 6 marca, 2017 godz. 7:31   
KOMENTUJE: Jerzy Buzek

Buzek: Nord Stream 2 to problem dla całej Unii (ROZMOWA)

BUZEK, Jerzy Plenary Session week 42 2015 in Brussels Towards a new international climate agreement in Paris Jerzy Buzek (EPP, PL),

W rozmowie z BiznesAlert.pl prof. Jerzy Buzek tłumaczy w jaki sposób projekt Nord Stream 2 jest zagrożeniem dla całej Unii Europejskiej, a nie tylko krajów go krytykujących, jak Polska.

W zeszły czwartek z Pana inicjatywy posłowie ITRE zwrócili się do Prezydencji Maltańskiej o poruszenie problemu Nord Stream 2 na najbliższej Radzie Energetycznej. Skąd pomysł na takie działanie?

Ten list jest kontynuacją tego, co robimy sprawie Nord Stream 2 od 1,5 roku. Celem wszystkich naszych działań w komisji Przemysłu, Badań i Energii jest by Unia Energetyczna, wielki europejski projekt, realizowała żelazną zasadę solidarności energetycznej. Stanowczo reagujemy więc na wszystko, co tej solidarności zagraża – tak jak Nord Stream 2. Uderza on nie tylko w konkurencyjność naszej gospodarki, ale i w niezależność i bezpieczeństwo całej Unii.

Czy Nord Stream 2 podzieli los South Stream?

Pamiętamy dyskusje na temat Nord Stream 1 i South Stream. W pierwszym przypadku projekt zrealizowano, a w drugim, kilka lat później, został odrzucony ze względu na niezgodność z unijnym prawem. Obecne prawo jest inne, niż to, które obowiązywało, gdy podejmowano decyzję ws. Nord Stream 1. Dlatego możemy mieć ogromne wątpliwości, czy w świetle obecnego unijnego prawa Nord Stream 2 jest dopuszczalny. Dodatkowo komisarz ds. energetyki, Miguel Arias Canete, jasno stwierdził, że NS2 jest niezgodny z założeniami Unii Energetycznej i solidarnością energetyczną i nie może być poparty jako projekt wspólnego unijnego interesu. Nie ma więc co liczyć na żadne derogacje, ułatwienia ani pomoc finansową.

Czy po dostosowaniu projektu do unijnego prawa będzie on dopuszczalny?

Tego nie udało się zrobić w przypadku South Stream. Zobaczymy na ile sytuacja mogłaby się zmienić, bo – jak wspomniałem – już sama idea budowy NS2 przeczy zasadom Unii Energetycznej. Ten projekt nie dywersyfikuje dostawców gazu do Unii, ani dróg dostaw, wprost przeciwnie – wzmacnia monopol jednego dostawcy. Równocześnie uzasadnienie biznesowe jest słabe, skoro poprzednie nitki są wykorzystane tylko w 50 procentach. Dlaczego więc mamy budować kosztowną, nową linię na dnie Bałtyku, zamiast remontować gazociągi już istniejące?

Ukraińskie?

Z pewnością, ale też białoruskie. Ale najważniejsze jednak: po co sobie w Unii stwarzać nowe napięcia w sytuacji, gdy mamy szereg innych problemów? A projekt NS2 generuje takie właśnie napięcia między krajami członkowskimi. Zresztą –  Europa stawia dzisiaj na gospodarkę morską, tym bardziej nasz kraj. W przypadku budowy nowej nitki pod znakiem zapytania stoi pełna, niezakłócona eksploracja morza i jego efektywne wykorzystanie. Tej inwestycji nie można pogodzić z zasadami „blue economy”.

Czy Nord Stream 2 jest problemem czysto politycznym?

W 2001 roku wsparłem politycznie umowę na dostawy gazu z Norwegii, wraz z premierem Norwegii, Jensem Stoltenbergiem i Andersem Rasmussenem, premierem Danii. Kontrakt biznesowy był niezbędny i PGNiG wynegocjował go ze Statoilem. Ale za działalnością biznesową, na taką skalę i w tak ważnej sprawie, związanej z bezpieczeństwem, powinny stać uzgodnienia polityczne. A polityczna decyzja o Nord Stream 2 to kwestia solidarności, naszej niezależności i odpowiedzialności za najbliższych sąsiadów, np. Ukrainę.

Czy ta odpowiedzialność spada na Berlin?

Spada na Unię Europejską. To w ogóle nie jest problem jednego, nawet kilku krajów, ale problem europejski. W Parlamencie Europejskim, z poparciem znaczącej większości, występujemy jako wspólnota europejska w tej sprawie. To wymaga działań instytucji unijnych i rządów krajowych, bo to ich odpowiedzialność za zagrożenie ze strony Nord Stream 2 dla Unii Energetycznej.

Czy jest jedność woli między instytucjami i rządami?

W wielu przypadkach nie ma takiej jedności. To widać było także na przykładzie sankcji wobec Federacji Rosyjskiej, które trzeba było negocjować, choć ich wdrożenie wydawało się oczywiste w sytuacji  agresji rosyjskiej na Ukrainie.

Czy regulacja SoS jest jakąś odpowiedzią na zagrożenia takie, jak Nord Stream 2?

Zdecydowanie tak. Komisja Europejska ma mieć wgląd do najważniejszych kontraktów na dostawy gazu z zewnątrz Unii, do których prawo unijne ma być stosowane bez żadnych wyjątków. Dziś widać jak trudno prawo unijne wdrożyć w takich przypadkach jak NS2. To musi się zmienić. Chciałbym również, aby zasada solidarności miała swój wyraz w zapisach prawnych. Chodzi tu przede wszystkim o tzw. odbiorców chronionych, jak gospodarstwa domowe, hospicja, szpitale itp., gdzie nigdy nie może zabraknąć gazu.

Czy chodzi o to, aby w sytuacji zapełniania magazynu gazu w Niemczech nie było problemu z dostawami z ich terytorium do Polski w sytuacji, gdy zajdzie taka potrzeba?

Dokładnie o to chodzi. Ważne, abyśmy w planach zaopatrzenia przewidzieli także możliwości zaopatrzenia w płynny gaz (LNG). To zupełnie nowy i ważny dla nas rynek.

A projekt norweski?

To nadal ważny projekt, kiedyś praktycznie w całości wynegocjowany w czasach mojego rządu, o czym już mówiłem. Szkoda, że nasi następcy w 2001 roku, bez poważnego uzasadnienia, odstąpili od jego realizacji. Gdybyśmy go kontynuowali, Nord Stream 1 nigdy by nie powstał i nie mielibyśmy napięć z dostawami gazu.

Czy po realizacji polskich planów infrastrukturalnych Nord Stream 2 przestanie być zagrożeniem?

Będzie zagrożeniem nieporównywalnie mniejszym.

Czy Państwo uważają, że on nie może powstać?

Taki był jednoznaczny wydźwięk kilku dyskusji w Parlamencie Europejskim. Dodatkowo, z kilku europosłami, zorganizowaliśmy wysłuchanie publiczne w tej sprawie w Parlamencie Europejskim. Wzięło w nim też udział konsorcjum budujące NS2, wtedy jeszcze zrzeszające koncerny energetycznych z Niemiec, Austrii, Holandii i Francji. Wynik spotkania był jednoznaczny: projekt NS2 nie ma poparcia większości posłanek i posłów w PE. Podsumowałem tę wielogodzinną dyskusję stwierdzeniem, że nasze, europejskie firmy powinny wziąć poważnie pod uwagę brak politycznej zgody w tej sprawie. Parę miesięcy później unijne koncerny wycofały się z konsorcjum – zapewne  także w wyniku  naszej dyskusji.

Co może zrobić KE?

Musi zadbać o przestrzeganie europejskiego prawa. Razem z Radą Europejską i państwami członkowskimi ponosi również odpowiedzialność polityczną za ten projekt. To dwie strony tego samego medalu. Nawet gdyby reguły prawne tego projektu były bez zastrzeżeń, to napięcia polityczne i fundamentalne zagrożenie dla wielkiego projektu Unii Energetycznej i tak pozostają aktualne.

Co możemy zrobić obecnie?

Działania rządów mają ogromne znaczenie. Równie ważne jest zdanie unijnych instytucji. Powtarzam: to nie jest problem jednego, czy dwóch krajów, ale całej Unii Europejskiej. PE wypowiedział się jednoznacznie – przeciw Nord Stream-owi. Komisja Europejska sprawdza prawne aspekty projektu – unijne prawo nie może być łamane. Państwa członkowskie muszę teraz jednoznacznie wyrazić polityczną ocenę projektu w świetle solidarności energetycznej, zapisanej w traktatach i ryzyka poważnych napięć wewnętrznych w Unii w rezultacie budowy Nord Stream 2.

Rozmawiał Wojciech Jakóbik