font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 3 października, 2018 godz. 15:45   
KOMENTUJE: Roma Bojanowicz

Bojanowicz: Praca domowa Ukrainy i niezależność Europy zagrożone przez Nord Stream 2

Komisja Europejska

Podczas ostatniego trójstronnego procesu KE – Ukraina – Rosja jaki odbył się w Brukseli w dniach 12 – 13 września dotyczącego przedłużenia umowy tranzytowej po 2019 roku, przy stole negocjacyjnym zabrakło jednego z najważniejszych graczy – Gazpromu. Nieobecność jednego z głównych graczy na międzynarodowym rynku gazu została odnotowana zarówno przez ukraińskie, jak i rosyjskie media. Trudno zrozumieć przyczyny takiego zachowania przedstawicieli rosyjskiego monopolisty. Porozumienie się w kwestii utrzymania przesyłu przez ukraińską infrastrukturę jest korzystne dla wszystkich stron. Paradoksalnie najbardziej dla UE – pisze Roma Bojanowicz, redaktor BiznesAlert.pl.

Kulminacja wieloletniego sporu

Historia sporu Naftogaz – Gazprom odnośnie sprzedaży i tranzytu gazu przez terytorium byłej republiki Związku Sowieckiego liczy już sobie kilkanaście lat. Z tego powodu na Ukrainie upadały rządy, przychodzili i odchodzili kolejni premierzy i prezydenci. W 2014 roku po aneksji Krymu, po zajęciu Donbasu i Ługańska, Kijów zrezygnował z zakupu błękitnego paliwa od kontrolowanej przez Kreml spółki i złożył w Sztokholmskim Sądzie Arbitrażowym pozew wobec Gazpromu o niewywiązywanie się z zapisów umowy tranzytowej z 2009 roku. W odpowiedzi rosyjski koncern zażądał wypłaty odszkodowania za gaz niezakupiony przez stronę ukraińską. Na początku marca bieżącego roku Trybunał Arbitrażowy przychylił się do wniosku Naftogazu i nakazał Gazpromowi wypłacić na rzecz ukraińskiej spółki odszkodowanie w wysokości 4,63 miliarda dolarów za niewywiązanie się z umowy dotyczącej wielkości wolumenu przesyłanego przez ukraińskie instalacje gazu. W rezultacie zakończenia dwóch postępowań arbitrażowych i po rozliczeniu wzajemnych zobowiązań suma rekompensaty jaką ma otrzymać ukraińska spółka wynosi 2,56 miliarda dolarów.

Przez ostatnie kilka miesięcy przed europejskimi sądami toczyła się batalia pomiędzy Naftogazem, który stara się wyegzekwować swoją należność, a Gazpromem, który wykorzystując wszystkie prawne możliwości oddala od siebie widmo spłaty długu. Na początku czerwca rosyjski monopolista poinformował, że sąd apelacyjny wstrzymał egzekucję postanowienia trybunału w Sztokholmie. W ramach egzekucji zasądzonej kwoty na wniosek Naftogazu sądy w Wielkiej Brytanii, Holandii i Szwajcarii wydały decyzje o zamrożeniu aktywów należące do rosyjskiego koncernu w tych krajach. Na początku września Sąd Gospodarczy Anglii rozpatrzył wniosek Gazpromu o zniesieniu blokady majątku spółki. Sąd wycofał decyzję o zabezpieczeniu ukraińskiego roszczenia w zamian za „zobowiązanie do niezbywania akcji Nord Stream AG do końca przesłuchań w angielski Trybunale.”

Unia Europejska potrzebuje spokoju

Unia Europejska w ramach wprowadzania w życie zapisów porozumienia klimatycznego z Paryża realizuje ambitny plan ograniczenia emisji CO2. A to oznacza, że w europejska energetyka rezygnuje z węgla na rzecz innych, niskoemisyjnych (gaz ziemny) lub całkowicie bezemisyjnych (OZE) źródeł mocy. Spadek wydobycia błękitnego paliwa z europejskich pól i dobrze rozwinięta infrastruktura umożliwiająca przesył rosyjskiego gazu spowodowała, że Unia uzależniła się od dostaw tego surowca ze Wschodu. Rosja stara się rozwinąć sieć przesyłową poprzez budowę Nord Stream 2, czy Turkish Stream, ale te linie będą gotowe dopiero za kilka, kilkanaście miesięcy, o ile nie będzie opóźnień. A przy okazji Moskwa straszy możliwością zatrzymania tranzytu gazu lądowymi trasami przez Ukrainę, co tylko podgrzewa i tak napiętą sytuację pomiędzy Kijowem i Kremlem. Dlatego też rolę mediatora między dwoma zwaśnionymi krajami przyjęła na siebie Bruksela.

UE jest żywotnie zainteresowana utrzymaniem bezpieczeństwa energetycznego i politycznego na kontynencie. W związku z tym od lat stara się doprowadzić do porozumienia między Ukrainą i Rosją. Między Naftogazem, a Gazpromem. W czasie pierwszej tegorocznej rundy rozmów, które odbyły się w lipcu w Berlinie wytyczono zakres negocjacji. Strona rosyjska jako warunek konieczny utrzymania tranzytu gazu wskazała zakończenie sporu arbitrażowego między Gazpromem, a Naftogazem. Natomiast strona ukraińska domagała się ograniczenia monopolu Gazpromu na eksport gazu i przywrócenie wolumenu przesyłu błękitnego paliwa do poziomu z lat dziewięćdziesiątych. Do tego Naftogaz zadeklarował, że przy wzroście tranzytu do 141 miliardów m sześc. rocznie (poziom notowany w 1998 roku) możliwe jest obniżenia taryf tranzytowych o 20 procent do 2,17 dolarów za 1000 m sześc. za każdy 100 km magistrali. Zdaniem Kobolewa dodatkowy gaz jaki mógłby popłynąć ukraińskimi rurociągami do Europy Zachodniej pochodziłby z pól znajdujących się w Azji Centralnej, między innymi z Kazachstanu. Prezes Naftogazu uważa, że w tym scenariuszu koszty dostaw przez naddnieprzańskie magistrale byłyby niższe niż w Nord Stream 2. Na zakończenie lipcowego posiedzenia ustalono, że wszystkie trzy strony rozmów upoważnią ekspertów wysokiego szczebla do pracy w czterech obszarach: zapotrzebowania UE na gaz, w jaki sposób dostosowanie Ukrainy do prawodawstwa UE wpłynie na przyszłą umowę tranzytową, certyfikacja operatora systemu przesyłu gazu i taryfy.

Kolejne wrześniowe spotkanie miało charakter technicznych. Do Brukseli przybyli eksperci z Ukrainy, KE i Federacji Rosyjskiej omówili kluczowe elementy kontraktów dotyczących transportu gazu do państw członkowskich UE, główne podejścia do kształtowania taryf, a także reformę ukraińskiego GTS zarządzającego zgodnie z ustawodawstwo i obowiązki Ukrainy wynikające z układu stowarzyszeniowego. Wielkim nieobecnym tej tury negocjacji okazał się być Gazprom. Szef ukraińskiego Naftogazu tak skomentował ten fakt: „Prawdopodobnie myślą, że to nie jest zbyt interesujący temat, ale wszyscy inni się stawili.”

Wygaszenie tranzytu rosyjskiego gazu przez ukraińskie GTS nie będzie dobre dla żadnej ze stron. Jakiekolwiek problemy techniczne uniemożliwiające przesył gazu nowymi rosyjskimi magistralami mogą zakłócić działanie unijnej gospodarki i obniżą komfort życia wielu Europejczyków. Tym bardziej, że większość krajów UE nie jest przygotowana do pozyskiwania gazu od innych dostawców. – Możliwości amerykańskiego LNG do konkurowania z innymi alternatywnymi źródłami gazu w UE została ograniczona przez dwa czynniki, w tym brak sprzyjających warunków dla (budowy- przyp.red.) rurociągów i sprzeciw wobec inwestycji oraz prace nad rozbudową infrastruktury krytycznej – powiedział Steven E. Winberg, zastępca sekretarza ds. energii z paliw kopalnych w amerykańskim Departamencie Energii. W ramach dywersyfikowania źródeł dostaw UE może postawić na sprowadzane LNG z innych regionów świata. Bo jak głosi stara ludowa mądrość nie należy wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka, a w tym przypadku nie należy kupować gazu od jednego dostawcy.

Praca domowa Ukrainy

Kijów chcąc wyrwać się z orbity wpływów Moskwy podjął starania o przystąpienie do UE. Nim to jednak nastąpi na Ukrainie muszą zostać przeprowadzone głębokie reformy gospodarcze, które wspiera zarówno Bruksela jak i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Stabilny i rozwijający się kraj tuż za wschodnią unijną granicą jest niezwykle ważnym elementem zachowania równowagi także tej energetycznej na Starym Kontynencie. Tym bardziej, że Ukraina dysponuje największymi w naszej części świata magazynami do składowania gazu oraz możliwością swobodnego przesyłania go do UE. Inną kwestią jest fakt, że w wyniku budowy i uruchomienia przez Rosję gazociągu Nord Stream 2 Ukraina straci całkiem pokaźną sumę wnoszoną obecnie jako opłaty tranzytowe – około 3 miliardów dolarów (3 procentom ukraińskiego PKB) – uważa prezes Naftogazu Andriej Kobolew. Dodatkowo po uruchomieniu projektu Nord Stream 2 zagrożone będzie również bezpieczeństwo kraju. Kobolew uważa, że brak tranzytu gazu ułatwi podjęcie decyzji o inwazji wojskowej Rosji na Ukrainę.

Nieobecność Gazpromu na wrześniowych negocjacjach zostało również zauważone przez rosyjskie media. Zdaniem Borisa Marcinkiewicza to brak postępów w temacie certyfikowania operator systemu transportu gazu był główną przyczyną, dla której rosyjski gigant nie pojawił się w Brukseli. W 2015 roku Rada Ministrów Ukrainy opracowała, a parlament zatwierdził plan restrukturyzacji narzucony przez UE. Zgodnie z nim Naftogaz miał podzielić się na trzy firmy odpowiedzialne za: transport gazu, magazynowanie gazu w podziemnych magazynach, dystrybucja i sprzedaż gazu. W 2017 roku Naftogaz stworzył operatora GTS, który bez zgody Gazpromu nie może funkcjonować. „Oznacza to, że Ukraina nie będzie w stanie utrzymać tranzytu gazu w ramach obecnego kontraktu i jednocześnie wydzielać operatora GTS. W związku z tym Ukraina nie mogła wypełnić „pracy domowej” jaką otrzymała w trakcie lipcowego posiedzenia. W związku z tym nie ma sensu mówić o jakiejkolwiek nowej umowie tranzytowej. Ukraina w każdy możliwy sposób nalega, aby Gazprom zapłacił grzywnę, czyli dopełnił decyzji Sądu Arbitrażowego.” – pisze Marcinkiewicz. Najwyraźniej nawet rosyjskie media dostrzegają, że Gazprom stara się wykorzystać wszelkie sztuczki prawne do osłabienia pozycji Naftogazu i niewypłacenia mu należnego odszkodowania. Niepewna sytuacja

28 lutego Sztokholmski Instytut Arbitrażowy Izby Handlowej wydał wyrok w sporze między Gazpromem i Naftogazem, którego najgłośniejszą częścią było przyznanie przez ukraińską firmę grzywny w wysokości 2,5 miliarda dolarów ukraińskiej. Przegrana przed Trybunałem Arbitrażowym i konieczność zapłaty wysokiego odszkodowania dla Naftogazu najwyraźniej źle wpłynęła na gotowość Gazpromu do prowadzeni rozmów o dalszym losie tranzytu gazu przez terytorium Ukrainy po wygaśnięciu obecnej umowy w 2019 roku. W tym wypadku najwyraźniej Gazprom wiążę możliwość przedłużenia umowy od wycofania się Naftogazu z dążeń do odzyskania zasądzonego przez Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie odszkodowania. Jeśli nie wiadomo o chodzi, to najprawdopodobniej chodzi o pieniądze, głosi popularne powiedzenie.

Rośnie zależność Europy od gazu z Rosji

Federacja Rosyjska jest istotnym graczem na globalnym rynku węglowodorów i wykorzystuje swą pozycję do polityki. Zdominowała europejski rynek gazu – blisko 50 procent rocznego popytu na ten surowiec przybywa z Rosji. Nie będąc członkiem OPEC wpływa na decyzje dotyczące wydobycia ropy przez Kartel, a przez to wpływa na poziom cen na świecie. Na taką sytuację nie chcą się zgodzić Stany Zjednoczone. Po rewolucji energetycznej ostatnich lat dysponują one dużą nadwyżką gazu, którą z chęcią sprzedaliby do Unii Europejskiej.

Winberg w dokumencie przygotowanym dla Senatu porównał korzyści jakie UE osiąga dzięki dostawom rosyjskiego gazu przez infrastrukturę naziemną w porównaniu z dostawami LNG ze Stanów Zjednoczonych: „W czwartym kwartale 2017 roku import gazu ziemnego do Unii wzrósł o 6 procent w porównaniu z rokiem poprzednim, a Rosja pozostała głównym dostawcą gazu ziemnego w UE, zaspokajając 43 procent popytu, podczas gdy LNG stanowiło 12 procent importu, znalazły się w tym przesyłki z USA. (…) Zwłaszcza, że państwa członkowskie UE zmniejszają zależność od wytwarzania energii z węgla. Aby osiągnąć cele w zakresie emisji, kraje europejskie coraz bardziej uzależniają się od gazu. W związku z tym oraz z powodu braku szerszej infrastruktury dostawczej i niedostatecznej rozbudowy sieci gazociągów, europejskie kraje stają się coraz bardziej zależne od rosyjskiego gazu.”