font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 16 października, 2015 godz. 12:25   

Jakóbik: Przez spory polityków Ukraina cofa się na rozdroża

–

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Dostawy rosyjskiego gazu na Ukrainę znów płyną. Jednak import z kierunku zachodniego, niezależnego od Gazpromu, spada. Dlaczego? Konflikt rządowy w Kijowie zagraża bezpieczeństwu energetycznemu naszego sąsiada. Z kolei jego stan ma wpływ na bezpieczeństwo dostaw do Europy, w tym do Polski.

Dnia 15 października Naftogaz poinformował, że Ukraina importuje gaz w tempie 125 mln m3, z czego aż 114 mln m3 pochodzi z Rosji. Kijów ma pieniądze na import surowca rosyjskiego, dzięki porozumieniu osiągniętemu 26 września, dzięki wsparciu Komisji Europejskiej, zwanego pakietem zimowym. Na jego mocy Ukraina sprowadzi 2 mld m3 gazu z Rosji w okresie od 1 października do końca marca 2016 roku w cenie uwzględniającej rabat w wysokości 20-24 dolarów na 1000m. Jest ona szacowana na około 220 dolarów za tę ilość. Rosja zobowiązuje się do obniżenia ceny dostaw dla Ukrainy, poprzez obniżenie taryfy eksportowej do poziomu konkurencyjnego, porównywalnego do tego z sąsiednich krajów Unii Europejskiej, w czwartym kwartale 2015 i pierwszym 2016 roku. Pieniądze na zakupy zorganizowała Komisja Europejska. 234 mln z pozyskanych już w ten sposób 500 mln dolarów trafiły już na konto Gazpromu, a gaz płynie nad Dniepr.

Gaz od Rosjan ma zapewnić niezbędny poziom zapełnienia magazynów gazu przed sezonem zimowym. W ukraińskich gazociągach musi panować ciśnienie odpowiednio wysokie, aby był technicznie możliwy tranzyt do klientów europejskich. W okresie zwiększonego zapotrzebowania – zimą – wymaga to znacznych zasobów w zbiornikach. W zależności od temperatury i różnych szacunków potrzebne jest od 16,5 do 19 mld m3 surowca. Naftogaz podaje, że do końca października znajdzie się tam ponad 17 mld m3.

Jednak Kijów nie chce polegać całkowicie na gazie rosyjskim, choć w celu zakupu gazu przez rewersy na zachodniej granicy swojego terytorium potrzebuje kolejnych pożyczek. We wrześniu tego roku Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju zatwierdził 300 mln dolarów pożyczki dla Ukrainy na zakup gazu z Zachodu. Pieniądze jednak nie dotarły. Okazuje się, że przypływ gotówki od EBOiR hamuje konflikt rządowy. Może on zagrozić dywersyfikacji dostaw gazu nad Dniepr. To dlatego ilość surowca sprowadzana przez rewersy jest obecnie tak mała.

W zamian za pieniądze europejskiej instytucji, Ukraińcy zobowiązali się do reform w sektorze gazowym. Sukcesem było przyjęcie ustawy o rynku gazu, czyli prawa, które sankcjonuje regulacje trzeciego pakietu energetycznego Unii Europejskiej nad Dnieprem. Weszła ona w życie w dziesiątą rocznicę istnienia Wspólnoty Energetycznej, czyli zagranicznego wymiaru polityki energetycznej Unii, organizacji, do której należy Ukraina i inne kraje, deklarujące chęć przyjęcia europejskich standardów w sektorze. Jednakże do realizacji tego celu niezbędne jest przyjęcie szeregu aktów wykonawczych, które wdrażają trzeci pakiet. Ukraiński parlament nie przyjął pierwszych poprawek do ustaw, bez których nowe prawo gazowe zostaje na papierze. Za nimi głosowało 129 deputowanych, a do przyjęcia potrzebna była większość 226 głosów. Bez tego, w kolejce stają także pozostałe zmiany.

Jednakże konkretny warunek postawiony przez EBOiR dotyczył zmiany nadzoru nad państwowym Naftogazem. Miał on zostać przeniesiony z ministerstwa energetyki i przemysłu węglowego do Rady Ministrów, czyli w praktyce pod nadzór premiera Arsenija Jaceniuka. Resort argumentował, że rada jest ciałem kolegialnym i nie będzie w stanie sprawować efektywnego nadzoru operatorskiego nad Naftogazem. EBOiR pozostał jednak niewzruszony na te argumenty, ze względu na nacisk premiera Ukrainy.

Powodem ma być afiliacja polityczna ministra Wołodymyra Demczyszyna, który jest człowiekiem prezydenta Petra Poroszenki, z którym rywalizuje stronnictwo Jaceniuka. To dlatego szef rządu wielokrotnie obarczał winą Demczyszyna za problemy ukraińskiej energetyki. W tle są także interesy oligarchy Rinata Achmetowa, który również ma wpływ na spór. Istnieje ryzyko, że po przejęciu całości kontroli nad Naftogazem, rząd sprzeda jego aktywa Achmetowowi, lub innemu oligarsze. Obecnie Jaceniuk oskarża swojego ministra o hamowanie reformy w sektorze gazu, przez co pożyczka na zakupy gazu z Zachodu nadal nie dotarła na konto Naftogazu. Dnia 16 października rząd ma skonsultować ten problem na wspólnym posiedzeniu z europejskimi organizacjami finansowymi.

Skazanie Ukrainy na dostawy gazu z Rosji oznaczałoby ponowny powrót tego kraju na rozdroża geopolityczne. Rozpoczęcie importu przez rewersy było decyzją polityczną, która miała poskutkować zmniejszeniem zależności od Moskwy. W okresie od lipca do września tego roku Kijów zrezygnował z zakupów na Wschodzie w ogóle. Jednakże problemy ekonomiczne Kijowa sprawiły, że sięga on znów po gaz z Rosji, który jest dodatkowo tańszy dzięki taniejącej ropie naftowej. Bez pieniędzy z Zachodu nie będzie go stać na skorzystanie z całego potencjału rewersów. Gdyby obecny poziom dzienny importu z Rosji utrzymał się przez rok, sięgnąłby 52 mld m3, czyli wolumenu sprowadzanego przez Ukrainę we wczesnych latach prezydentury obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza. W 2013 roku wynosił on już 28,5 mld m3, a w 2014 roku spadł do 14,5 mld m3, co było ważnym osiągnięciem Kijowa.

Sam Naftogaz próbuje przełamać pat i podejmuje działania tymczasowe. Zamierza zaprosić do przepustowości rewersu słowackiego niezależnych handlarzy, którzy mają pieniądze i mogliby sprzedawać gaz Ukraińcom przejąć klientów ukraińskiego koncernu do czasu, gdy dotrą pieniądze EBOiR. Ukraińcy zarezerwowali 40 mln m3 dziennie na punkcie granicznym Budince. Dostawy na tym kierunku wynosiły 8 października 16 mln m3. Dostawy na tym kierunku spadły wyraźnie 29 września, czyli w pierwszy poniedziałek po wspomnianym porozumieniu gazowym KE-Ukraina-Rosja z piątkowego wieczora 26 września.

Beneficjentem sporu w Kijowie jest tradycyjnie Moskwa, która wykorzystuje ponownie rosnącą zależność gazową do eskalacji napięcia. Domaga się ona spłaty do końca roku długu na 3 mld dolarów zaciągniętego jeszcze przez Janukowycza. Prezydent Rosji Władimir Putin zagroził, że jeśli Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie pomoże Ukraińcom w poszukiwaniu środków na ten cel, Kijów będzie musiał ogłosić bankructwo, by uniknąć spłaty. Przez spory polityczne ukraińskich polityków, Putin może zostać, więc zwycięzcą na trzy sposoby: odzyska pieniądze przekazane Janukowyczowi, zdestabilizuje ukraińską gospodarkę, lub uzyska koncesje polityczne w zamian za dostawy gazu i odroczenie spłaty długu.