font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 17 listopada, 2014 godz. 15:12   

Jakóbik: Jeszcze Unia Energetyczna nie zginęła. Czy uratuje ją kryzys ukraiński?

Maros Sevcovic

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

W Brukseli toczy się gra o wspólną politykę energetyczną. Od jej finału zależy przyszły stopień zależności Europy od węglowodorów z Rosji.

Konsorcjum budujące Gazociąg Transadriatycki zasygnalizowało gotowość do podwojenia przepustowości rury z 10 do 20 mld m3 rocznie, jeżeli pojawi się nowe źródło gazu. W ten sposób przez Południowy Korytarz Gazowy do Europy mogłoby docierać więcej surowca z regionu kaspijskiego.

We wrześniu 2013 roku Azerbejdżan zgodził się na dostarczanie przez TAP 10 mld m3 surowca ze swoich złóż Szach Deniz do dziewięciu klientów europejskich. Prognozowane wydobycie z tego złoża w 2014 roku ma wynieść więcej niż 9 mld m3. W drugiej fazie wydobycia ma spełnić wymogi eksportu za pomocą TAP. Zasoby Szach Deniz są szacowane na 1,2 bln m3.

Nowe potencjalne źródła gazu rozważane przez konsorcjum TAP, którym w tym materiale poświęcę uwagę to Iran i Turkmenistan.

Problem z pierwszym źródłem to sankcje Zachodu nałożone na Irańczyków w związku z obawami o militarny charakter jego programu atomowego. Mimo pozytywnych sygnałów na temat możliwości handlu irańskim gazem słanych z Brukseli i Teheranu, rozmowy atomowe w formacie P5+1 trwają a ich finał pozostaje niepewny. Został zapowiedziany na x listopada ale termin może zostać przełożony, jeżeli rozmowy nie przyniosą efektów. Jeśli negocjacje powiodą się, sankcje znikną a bariera uruchomienia dostaw z Iranu dla TAP zniknie. Wtedy rozbudowa Korytarza Południowego pozwoli na sprowadzenie irańskiego surowca na rynek europejski. Bruksela musi być zatem gotowa do kompromisu z Iranem, jeżeli liczy na dostawy jego gazu. W rozmowy zaangażowane są jednak także Stany Zjednoczone, które mogą skomplikować porozumienie.

Z kolei Turkmenistan patrzy na Wschód. Chociaż zwiększa wydobycie na własnych złożach (wzrost w tempie 110 procent w okresie styczeń-październik 2014 rok do roku) i eksport (wzrost o 110,3 procent) to nadal eksportuje surowiec do Chin, Iranu oraz Rosji. Wchodzi także do powołanego w listopadzie konsorcjum na rzecz budowy gazociągu Turkmenistan-Afganistan-Pakistan-Indie (TAPI) o potencjalnej przepustowości 33 mld m3 rocznie. Rozważa także budowę gazociągu do Chin we współpracy z Kirgistanem. Od 2009 roku Chińczycy kupują surowiec z Turkmenistanu przez Uzbekistan i Kazachstan przez trzy nitki gazociągów. Czwarta nitka uwzględniająca nową trasę ma zapewnić surowiec na pocztek zwiększonych dostaw dla Państwa Środka, które sięgną do 65 mld m3 w 2020 roku. To ten gaz był głównym narzędziem przewagi Pekinu w rozmowach gazowych z Rosją, która dzięki niemu została przez Chińczyków rozegrana.

Pozytywny sygnał konsorcjum TAP odnośnie nowego wolumenu z regionu kaspijskiego uwzględniay stanowisko Azerbejdżanu i w ten sposób uzupełnia komunikat z rozmów turecko-turkmeńskich podczas których przywódcy tych państw zgodzili się, że gaz z Turkmenistanu powinien trafić na rynek europejski. Problemem pozostaje budowa Gazociągu Transkaspijskiego (TCP) niezbędnego do uruchomienia dostaw. Trójstronne rozmowy na ten temat z udziałem Turkmenistanu, Azerbejdżanu i Unii Europejskiej ruszyły we wrześniu 2011 roku.

W październiku tego roku Komisja reanimowała te rozmowy. To Europa będzie musiała ponieść większą część kosztów ekonomicznych przedsięwzięcia, jeżeli zamierza skłonić Turkmenistan do wejścia w projekt nowej rury o przepustowości 30-40 mld m3. Podobną moc miał osiągnąć Gazociąg Nabucco, który upadł ze względu na brak koordynacji polityki firm europejskich i zerwanie współpracy przez Węgrów, potem Niemców i Austriaków. TCP powstanie tylko przy determinacji Brukseli. Problemem jest również opór Rosji i Iranu przeciwko tej inwestycji, która ma rzekomo zaszkodzić florze i faunie Morza Kaspijskiego. Powyższe możliwości mogą zostać wykorzystane, jeśli tylko Bruksela zdecyduje się działać.

Jeżeli spojrzeć na rozwój sytuacji w Brukseli, należy ocenić, że szanse na realizację wielkich projektów infrastrukturalnych, które zdywersyfikują źródła dostaw do Europy są małe, niezależnie od napięcia wywołanego wojną na Ukrainie. Postulaty Unii Energetycznej forsowane przez Polskę, których elementem jest zwiększenie dofinansowania unijnego dla kluczowych projektów energetycznych są doprecyzowane przez unijnych urzędników a w ramach tego procesu wzbogacane o agendę klimatyczną, która postponuje dywersyfikacyjny charakter reformy. Także interesy państw niechętnych uwspólnotowieniu polityki energetycznej Unii Europejskiej sprawiają, że na płaszczyźnie medialnej Bruksela uśmierca sztandarowe projekty Unii Energetycznej, które współgrałyby z projektami jak TCP.

Stało się tak ze wspólnymi zakupami gazu. Choć Polacy od początku brali pod uwagę wolontaryjne tworzenie grup zakupowych przez zainteresowane państwa członkowskie, media ogłosiły, że proponowana przez Polskę instytucja służąca do zakupów gazu jest sprzeczna z unijnym prawem, a przez to koncepcja nie  może zostać zrealizowana. Faktem jest jednak, że Komisja Europejska uznała obowiązkowe wspólne zakupy za niezgodne z tym prawem a negocjacje na temat uruchomienia mechanizmu dobrowolnych wspólnych zakupów (gazowego Groupona, o którym pisałem) trwaja.

W europejskiej dyskusji na temat Unii Energetycznej trwa więc obecnie walka między zwolennikami zwiększania bezpieczeństwa energetycznego i tymi, którzy pragną ambitnej polityki klimatycznej. Z tego sporu urodzi się koncepcja kompromisowa, która łączy obie agendy – mniej korzystna z punktu widzenia nowej infrastruktury gazowej.

Wielkie projekty gazociągowe jak Gazociąg Transkaspijski pozwalające na sięgnięcie po nowy gaz dla Europy potrzebują wsparcia politycznego. Wygląda jednak na to, że póki co zabraknie go po stronie państw narodowych niezainteresowanych wspólną polityką energetyczną Unii Europejskiej. Jakiego większego bodźca, niż konflikt zbrojny na Ukrainie, będą potrzebowały te kraje, aby zmienić nastawienie? Być może będzie nim załamanie ukraińskiego sektora gazowego, który może nie wytrzymać tej zimy ze względu na nie dające pewności zapisy porozumienia zwanego zimowym pakietem. Ukraina już teraz zawnioskowała do Brukseli o mediację w sprawie pakietu letniego opiewającego na okres od kwietnia 2015 roku. Otwartym pozostaje pytanie o stabilność tranzytu gazu przez Ukrainę zimą. Póki co Ukraińcy zmniejszają zamiast zwiększać zapasy w swoich magazynach gazowych. Od czasu obniżenia temperatur 20 października do 15 listopada zapasy spadły z 16,75 do 15,35 mld m3. Ukraina chce kupić do Nowego Roku tylko 1,5 mld m3 surowca z Rosji a do końca marca 2015 kolejny 1 mld m3. Zimowy pakiet nie gwarantuje jednak, że dostawy zostaną rozliczone i zrealizowane. W kontraście do zabiegów ukraińskich, rosyjski Gazprom zwiększa zapasy w magazynach. Osiągnęły one w listopadzie ponad 5 mld m3 i było to więcej o 1,5 razy niż w listopadzie 2013 roku.

Te zagrożenia rozumie Słowak, Marosz Szewczowicz, który objął w listopadzie tekę wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej do spraw Unii Energetycznej. Promuje on komponent bezpieczeństwa energetycznego koncepcji pomimo zabiegów o zastąpienie go agendą klimatyczną. W wystąpieniu podczas Konferencji Wysokiego Szczebla nt. unijnej polityki klimatycznej z 17 listopada Szewczowicz ocenił, że Europa musi wejść w większą zażyłość z krajami eksportującymi węglowodory. Wyraził także zdecydowane poparcie dla koncepcji wspólnych zakupów gazu. Ocenił, ze unijna dyplomacja energetyczna powinna objąć Stany Zjednoczone i Chiny. Oddał tutaj ukłon lobby klimatycznemu, które liczy na owocne rozmowy podczas COP 21 w Paryżu w 2015 roku. Od prac nad pakietem energetyczno-klimatycznym w nowym przedziale czasowym oraz walki o ostateczny kształt Unii Energetycznej zależeć będzie czy umrze koncepcja wspólnych zakupów gazu i inne rozwiązania, które przybliżą Europę do niezależności energetycznej od Rosji. Marosz Szewczowicz wskazał kryzys ukraiński jako sztandarowy przykład na to, jak ważna jest ta kwestia.