font_preload
PL / EN
Alert 17 czerwca, 2017 godz. 7:30   
REDAKCJA

RAPORT: Nowela OZE – ułatwienia czy przykręcanie śruby?

RAPORT (1)

Ministerstwo Energii przedstawiło założenia do kolejnej nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii, która ma pomóc w rozwoju sektora OZE. Opinie ekspertów w tej kwestii są jednak podzielone.

Resort energii zapowiadał kolejną nowelizację ustawy o OZE już przy okazji forsowania poprzedniej, która ostatecznie została uchwalona przez Sejm w dniu 22 czerwca 2016 r., a weszła w życie już kilka dni później, 1 lipca, gruntownie zmieniając zasady wsparcia dla producentów „zielonej” energii w małych, prosumenckich mikroinstalacjach OZE, jak i znacznie modyfikując założenia systemu aukcyjnego.

Wcześniej Ministerstwo Energii zapowiedziało, że w kolejnej nowelizacji ustawy o OZE możemy spodziewać się już nie tak rewolucyjnych, ale istotnych zmian w systemie wsparcia producentów „zielonej” energii.

W miniony czwartek w Sejmie dyrektor departamentu OZE w Ministerstwie Energii Andrzej Kaźmierski zapowiedział, że projekt nowelizacji będzie gotowy już wkrótce, po naniesieniu korekt wynikających z konsultacji społecznych i międzyresortowych. Zdaniem Justyny Piszczatowskiej, eksperta portalu WysokieNapieci.pl, już na podstawie przedstawionych przez ME założeń wiemy, że należy spodziewać się systemowych zmian takich jak wprowadzenie feed-in tariff dla mikro- i małych instalacji.

Zmieni się też ich definicja: moc mikroinstalacji zostanie zmniejszona do 50 kW, a małe instalacje obejmą urządzenia o mocy od 50 do 500 kW. Dzięki taryfom gwarantowanym wytwórca będzie mógł sprzedawać niewykorzystaną energię, po stałej cenie zakupu, sprzedawcy zobowiązanemu lub innemu podmiotowi. Cena zakupu energii wyniesie 80 procent ceny referencyjnej i będzie corocznie waloryzowana wskaźnikiem inflacji.

Dla instalacji o mocy od 500 kW do 1 MW Ministerstwo Energii przewiduje feed-in premium. Jak podkreślał dyrektor Kaźmierski, chodzi o źródła, dla których potrzebny jest dynamiczniejszy rozwój, a więc biogaz rolniczy, biogaz ze składowisk odpadów, biogaz z oczyszczalni ścieków i hydroenergetyka. Wsparcie ma być na tyle wysokie, by pokryć koszty operacyjne w przypadku, gdy przekroczą one średnią cenę z rynku.

Nie zmienią się jednak zasady bilansowania energii wytwarzanej w mikroźródłach: dalej działać będzie system opustów, ale celem ME jest promocja autokonsumpcji, a nie plasowanie przez prosumentów energii na rynku.

Ustawa naprawcza

Zdaniem Michała Kaczerowskiego, prezesa Ambiens, wspomniana nowela jest oznaką dobrej woli Ministerstwa Energii oraz wyjściem naprzeciw potrzebom zmiany niefortunnych, pierwotnych zapisów w pośpiechu przyjętej ustawy odległościowej. Według niego jest o czym dyskutować i leży to w interesie wszystkich. Począwszy od obywateli, lokalnych społeczności, branży oraz, co nie bez znaczenia, decydentów odpowiedzialnych za energetykę.

Ekspert zwraca uwagę, że w noweli dokonano uporządkowania kwestii podatkowych i powrócono do wcześniejszych definicji umożliwiających opodatkowanie turbin wiatrowych na poprzednich zasadach. Jego zdaniem są to działania konieczne, aby umożliwić pracującym farmom biznesową rację bytu, a nowym projektom przeznaczenie części wypracowanego zysku dla lokalnych społeczności na zasadach partycypacji.

Według niego dobrym pomysłem jest również koncepcja umożliwienia modernizacji funkcjonujących elektrowni wiatrowych. Zdaniem Kaczerowskiego modernizacja musi w swojej definicji uwzględniać tzw. repowering, czyli zastąpienie w przyszłości wysłużonych/zamortyzowanych maszyn nowymi, mocniejszymi, bardziej efektywnymi turbinami.

Podkreślił przy tym, że możliwość lokalizacji budynków w okolicy już funkcjonujących elektrowni wiatrowych (zniesienie ustawowego zakazu, jeśli wynika to z woli lokalnej społeczności), to kierunek konieczny dla rozwoju gmin oraz przywrócenia władztwa i decyzyjności lokalnym społecznościom i administracji.

Dostosowanie sztywnych zasad lokalizacji oraz wymogów odległościowych nowych elektrowni wiatrowych do uwarunkowań lokalnych i potrzeb społeczności, bazując na planach zagospodarowania przestrzennego, to szczególnie istotna i decydująca o przyszłości sektora deweloperskiego i rozwoju branży zmiana. Uwarunkowania lokalizacyjne powinny opierać się na dotychczasowym systemie ocen oddziaływania na środowisko oraz na miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego.

Według prezesa Ambiens branża w tym miejscu wydaje się być zgodna i jednoznacznie pozytywnie ocenia odejście od warunków zabudowy jako decyzji lokalizacyjnej dla farm wiatrowych. Sztywne odległości, na jakimkolwiek poziomie, zakazujące lokalizowania projektów, to narzędzie złe i nie zabezpieczające interesu najbliższych sąsiadów. Ekspert przywołał również wyniki badań przeprowadzonych przez Ambiens – kryterium 10H (zgodnie z nim elektrownię wiatrową będzie można postawić w odległości nie mniejszej niż dziesięciokrotność jej wysokości od zabudowań mieszkalnych oraz obszarów szczególnie cennych z przyrodniczego punktu widzenia – przyp. red.) wykluczyło 99,2 procent projektów, a w odległości mniejszej bądź równej pięciokrotności wysokości turbiny zawiera się aż 87,9 procent realizowanych dotychczas farm. Zdaniem Kaczerowskiego ocena oddziaływania na środowisko w połączeniu z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego i uzupełniona programem partycypacji społecznej to dobry kierunek.

Zainteresowanie Danii

W kontekście energii wiatrowej warto zaznaczyć, że zainteresowanie inwestycjami w ten sektor przejawiają duńskie firmy. Podczas ostatniej wizyty w Danii premier Beata Szydło spotkała się z tamtejszymi inwestorami, którzy inwestują w Polsce. Zdaniem duńskiej spółki Vestas istnieją wyraźne problemy z warunkami i ramami inwestycji na rynku energetyki wiatrowej w Polsce.

Według Grzegorza Wiśniewskiego, prezesa Instytutu Energetyki Odnawialnej, pozytywnym sygnałem jest to, że Ministerstwo Energii wyszło z inicjatywą konsultacji już samych założeń do projektu nowelizacji, czyli znacznie wcześniej niż było to dotychczas praktykowane, a ponadto nawet założenia konsultowane były z częścią środowisk OZE.

Jednocześnie podkreśla, że nie wiadomo też, czy odejście od opodatkowania całości elektrowni wiatrowych jest wynikiem niekorzystnego dla rządu procedowania skargi inwestorów wiatrowych w Trybunale Unii Europejskiej, czy też podyktowane jest chęcią wznowienia rozwoju inwestycji w tym zakresie lub poczynionych uzgodnień z branżą wiatrową lub z sektorem bankowym obciążanym zagrożonymi kredytami.

Nowela OZE to chaos

Zdaniem Wiśniewskiego w sytuacji gdy nieznane są wielorakie powody i cele nowelizacji, przedstawione propozycje sprawiają wrażenie chaotycznych, niespójnych, nieprzemyślanych i niestety mało wiarygodnych (choćby z powodu konieczności ich notyfikacji i dalszych uzgodnień międzyresortowych oraz jeszcze nierozwiązanych kwestii prawnych).

Według eksperta w zaprezentowanych założeniach trudno doszukać się jakiegokolwiek podejścia systemowego. Z jednej strony są propozycje zmian technicznych w istniejącym prawie, a z drugiej wręcz rewolucyjne modyfikacje obecnego systemu, takie jak nowe koszyki technologiczne w systemie aukcyjnym czy wprowadzenie taryf FiT dla źródeł do 500 kW oraz taryf FiP (dopłaty do cen rynkowych energii) do 1 MW. Przy tym proponowane wysokości stawek FiT (80% ceny referencyjnej dla dużych źródeł, które są tańsze niż małe) sprawiają wrażenie oderwanych od realnych kosztów, a interesująco brzmiąca propozycja FiP wydaje się wysoce niedopracowana. Ponadto ME zapowiada do końca roku kolejną ustawę o energetyce rozproszonej, która ma też wspierać rozwój rozproszonych OZE.

Pomimo pełnego poparcia rządu dla autokonsumpcji można odnieść wrażenie, że proponuje się instrumenty zachęcające do sprzedaży energii do sieci (FiT, FiP, aukcje), a eliminuje się instrumenty ekonomiczne, które wspierają autokonsumpcję (zielone certyfikaty). Jednocześnie pomimo tak szeroko zakrojonej nowelizacji nie rozwiązuje ona kluczowych problemów, jakie przyniosły dotychczasowe regulacje: nieopłacalność inwestycji prosumenckich realizowanych przez obywateli (ew. zmiany przepisów krzywdzących obywateli zostały odłożone ad acta) oraz straty jakie niesie drastyczny spadek cen zielonych certyfikatów dla obecnych wytwórców i sektora bankowego.

Zdaniem prezesa Instytutu Studiów Energetycznych, jeżeli zapowiedzi legislacyjne resortu miałyby się urzeczywistnić, to Polska stałaby się krajem, gdzie w OZE funkcjonują jednocześnie wszystkie możliwe i znane na świecie systemy wparcia: zielone certyfikaty, aukcje, FiT, FiP, net metering oraz takie których na świecie nikt nie zna – opusty dla prosumentów, a ponadto jeszcze różne systemy wsparcia inwestycyjnego i podatkowego. Dodatkowo rozwój OZE w kierunku wytwarzania energii elektrycznej będą wspierać bezpośrednio co najmniej dwie ustawy wspierające OZE, w tym jedna dedykowana, a druga wspierająca funkcjonowanie OZE na lokalnych rynkach energii, a ponadto – w obszarze zielonego transportu – dwie kolejne ustawy o biopaliwach i elektromobilności. Kwestie uspołecznienia energetyki od strony legislacyjnej rozwijane są w dwu koncepcjach: klastry i spółdzielnie. Zapowiedziane jest też wspieranie hybryd i sprzedaży bezpośredniej, ale niestety w praktyce żadna z nich nie działa.

Jak zaznaczył Wiśniewski, widać że zasada „jednego okienka” („one stop shop”) i ułatwień dla działalności gospodarczej wydaje się nie mieć zastosowania w sektorze energetycznym i stan ten może się jeszcze pogorszyć. Co więcej za jedną propozycją nowelizacji idzie od razu zapowiedź kolejnych zmian, co utrudnia lub opóźnia podejmowanie decyzji inwestycyjnych. Stabilność i przejrzystość prawa w zakresie OZE jest od kilkunastu lat postulatem środowisk związanych z rynkiem OZE, niestety nie zanosi się na to, aby tym razem miał on być spełniony.

Nowela ustawy o OZE przykręci śrubę energetyce odnawialnej

Pojawiają się również opinie, z których wynika, że proponowane zmiany ustawy zmierzają do przykręcenia śruby energetyce odnawialnej.

Jak informował BiznesAlert.pl, nowelizacja to próba dostosowania ustawy do wytycznych Komisji Europejskiej dotyczących pomocy publicznej. Jedną z podstawowych zmian jest rezygnacja z dotychczasowych koszyków aukcyjnych, które w sposób pośredni, poprzez określenie stopnia wykorzystania mocy czy ilości generowanego CO2, odnosiły się do poszczególnych technologii OZE. Tym razem ministerstwo zdecydowało się w sposób bardziej bezpośredni zastosować do wytycznych Brukseli, przewidując organizację oddzielnych aukcji dla wymienionych bezpośrednio z nazwy poszczególnych technologii.

BiznesAlert.pl pisze, że doszło do małej rewolucji. Według projektu inwestorzy będą mieć wybór między sześcioma koszykami obejmującymi m.in.: nadal drogie, ale posiadające duży potencjał geotermię oraz morskie wiatraki, stabilną, jednak uzależnioną od sytuacji na rynkach surowcowych biomasę, czy relatywnie tanie, ale destabilizujące sieć wiatraki oraz instalacje solarne. Tak jak wcześniej z komfortu posiadania oddzielnego koszyka cieszyć się będą właściciele projektów biogazowni rolniczych. Poza tym ministerstwo chce zorganizować oddzielne aukcje dla spalarni i instalacji hybrydowych. Równocześnie zrezygnowano z aukcji dla klastrów i spółdzielni energetycznych, których koncepcja jest przedmiotem przygotowywanej ustawy o energetyce rozproszonej. Przewidziano również wsparcie typu feed-in tarrif dla mniejszych od 500 kW projektów biogazowych i wodnych. Wydaje się, że tak sformułowane koszyki nie powinny być przedmiotem krytyki ze strony Komisji.

Co więcej w celu uniknięcia tak zwanego underbiddingu, czyli zgłaszania ofert niepokrywających kosztów i niedających szans na realizację projektów, zdecydowano się na kontrowersyjną podwyżkę o 100 procent kaucji aukcyjnej i, co jeszcze bardziej zmartwi inwestorów (szczególnie solarnych i wiatrowych), skrócenie o połowę terminów oddania takich instalacji. W przypadku projektów PV konieczność rozpoczęcia produkcji energii już po 12 miesiącach po wygraniu aukcji wymusi ograniczenie dostępu do nich projektów, które mają wcześniej zatwierdzone warunkowe finansowanie.

Węgiel przegra z OZE

Wbrew obawom o rozwój energetyki odnawialnej w Polsce resort energii przekonuje, że nasz kraj spełni unijne zobowiązania w tym zakresie. Według wiceministra resortu Andrzeja Piotrowskiego obecnie OZE stanowi około 12 proc. w finalnym zużyciu energii. Uważa on, że nasze unijne zobowiązania, zgodnie z którymi do 2020 roku udział ten ma sięgnąć 15 proc., nie są zagrożone. Jego zdaniem Polska do tego celu „dojedzie siłą rozpędu”.

Warto również zaznaczyć, że według opublikowanego przez Bloomberga raportu w ciągu 20 lat energetyka odnawialna zdominuje rynek energetyczny. Zużycie węgla ma w tym czasie spaść o ponad 50 procent na rzecz gazu ziemnego, energii słonecznej i wiatrowej. Z prognozy zawartej w raporcie wynika, że do 2040 roku inwestycje w elektrownie wytwarzające energię odnawialną wyniosą ok. 7,4 bln dolarów. W skali światowej 2,8 bln dolarów przeznaczone będzie na energię słoneczną, a 3,3 bln dolarów na wiatrową. W rezultacie do 2040 roku energia słoneczna i wiatrowa mają stanowić 48 procent mocy zainstalowanej i odpowiadać za 34 procent wytwarzanej energii elektrycznej. Aktualnie wartości te wynoszą odpowiednio 12 procent i 5 procent.

Zdaniem analityków Bloomberga największym „przegranym” jest węgiel, którego udział w rynku ma zmniejszać się stopniowo na rzecz energii ze źródeł odnawialnych. Główną przyczyną tego zjawiska ma być prognozowany znaczący spadek cen energii uzyskiwanej z paneli słonecznych. W ciągu najbliższych 20 lat koszt ten spadnie o dalsze 66 proc., a już dziś wynosi jedną czwartą tego, co jeszcze osiem lat temu. W tym kontekście należy przypomnieć, że Polska podkreśla, iż podstawą jej energetyki ma być węgiel.