font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna 21 listopada, 2016 godz. 7:30   
KOMENTUJE: Teresa Wójcik

Wójcik: Jakie jest wyjście z impasu w sprawie Kozienice – Ołtarzew?

Enea: Elektrownia Kozienice Enea: Elektrownia Kozienice

KOMENTARZ

Teresa Wójcik

Redaktor BiznesAlert.pl

Najważniejsze inwestycje w infrastrukturę często wywołują gwałtowne protesty społeczne – albo ludności lokalnej albo różnych organizacji (najczęściej) ekologicznych, albo wspólnych jednych i  drugich.

To klasyczna kontrowersja: interes ogólnonarodowy versus interes lokalny. Prawo chroni i jeden i drugi, ale jest często niewystarczającym instrumentem w godzeniu „ogólnego” z „lokalnym”. Ostatnio jest poważny problem z budową strategicznej linii przesyłowej 400 kV Kozienice – Ołtarzew. Reprezentanci miejscowości Mazowsza Południowego protestowali ostro i zamierzają nadal protestować przeciwko budowie tej linii. Jednym z argumentów jest konieczność odrzucenia „specustawy” dotyczącej budowy w Polsce 23 linii 400 kV. Hasło sprzeciwu: „Specustawa – śliska sprawa”.   

Akt prawny ma oficjalną nazwę: „Ustawa o przygotowaniu i realizacji strategicznych inwestycji w zakresie sieci przesyłowych”. Został uchwalony przez Sejm poprzedniej kadencji rzutem na taśmę, 25 lipca 2015 r., a wszedł w życie w 14 dni po ogłoszeniu 31 sierpnia w Dzienniku Ustaw. Dotyczy realizacji inwestycji stanowiących uznane przez Unię Europejską projekty wspólnego zainteresowania (ang. PCI), w rozumieniu przepisów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 347/2013 z dnia 17 kwietnia 2013 r. w sprawie wytycznych dotyczących transeuropejskiej infrastruktury energetycznej. Najogólniej biorąc Rozporządzenie nr 347/2013 ukierunkowane jest na stworzenie bezpiecznego i konkurencyjnego rynku m.in. energii elektrycznej w ramach Unii Europejskiej. W tym poprzez rozbudowę istniejącej infrastruktury wewnętrznej oraz połączeń transgranicznych. Zobowiązania nałożone w tym dokumencie na Polskę wymagały podjęcia intensywnych działań, szczególnie decyzji ustawodawczej, ponieważ polskie procedury nie przystawały do wymogów unijnych. W szczególności odnośnie do realizacji inwestycji w czasie nie dłuższym niż 3,5 roku.

Rozporządzenie zawiera jednoznaczną wytyczną, iż projekty będące przedmiotem wspólnego zainteresowania (PCI) posiadają status „projektów o nadrzędnym interesie publicznym” i powinny być realizowane jak najszybciej. Mają też być szczegółowo monitorowane i oceniane, przy jednoczesnym zachowaniu minimalnego poziomu obciążeń administracyjnych dla projektodawców. Zgodnie z tym zasadniczym zadaniem specustawy jest umożliwienie wykonania zobowiązań nałożonych na Polskę mocą wspomnianego już przez mnie Rozporządzenia nr 347/2013. Czyli wdrożenie procesu inwestycyjnego dla projektów PCI, uznanych przez Unię Europejską jako priorytetowe dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego i rozwoju konkurencji w elektroenergetycznym segmencie wspólnotowego rynku.

Zakres przedmiotowy specustawy  jest bardzo wąski – dotyczy ona bowiem wyłącznie linii przesyłowych 400 kV, należących do krajowego operatora sieci przesyłowych, czyli spółki akcyjnej Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE). Jak już wspomniałam ustawa dotyczy 23 linii 400 kV wymienionych  w załączniku do ustawy. Linia Kozienice – Ołtarzew jest na pozycji 7.

Sprawa inwestycji linii Kozienice – Ołtarzew ciągnie się od 2007 r, gdy PSE rozpoczęły przygotowania do projektu. Procedury szły niemrawo, właściwie projekt nabrał tempa dopiero w 2014 r. Przez ten czas zmieniły się istotne uwarunkowania na trasie linii zgodnej z Planem Zagospodarowania Przestrzennego Województwa Mazowieckiego. – wzrosły ceny nieruchomości, bardzo rozwinęła się zabudowa mieszkalna i gospodarcza, zmienił się sposób użytkowania wielu nieruchomości. Specustawa przewiduje możliwość wywłaszczenia nieruchomości pod planowane sieci energetyczne za odszkodowaniem. Jego wysokość ma być negocjowana między inwestorem i właścicielem nieruchomości na podstawie wyceny rzeczoznawcy. Jeśli negocjacje nie dadzą wyniku – cenę ustali wojewoda. Jeśli właściciel się na nią nie zgodzi, może dochodzić swych praw przed sądem, ale wywłaszczenia to nie powstrzyma i prace będą kontynuowane.

Budowa linii Kozienice – Ołtarzew jest największą inwestycją realizowaną przez PSE. Była trzykrotnie przedmiotem przetargu: w 2012 r., w lutym 2013 r. i we wrześniu 2013 r. Konsorcjum ZUE – Dalekovod w pierwszym przetargu oferowało drugą co do wielkości cenę –  555,084 mln. zł. Najwyższa oferowana w pierwszym przetargu była kwota firmy Aldesa Nowa Energia: 684,773 mln. zł. Oferowane ceny wykonania uznano za zbyt wysokie i przeprowadzono jeszcze dwa kolejne przetargi. W trzecim, wygranym przez konsorcjum ZUE Kraków – Dalekovod, koszt realizacji spadł do 460 mln zł. W trzecim przetargu konsorcjum dokonało bowiem korekty redukcyjnej  na kwotę  86 mln. zł., co powinno było budzić poważne wątpliwości. W PSE  nawet „przeprowadzono procedurę badania ceny rażąco niskiej.” Jednak wynik przetargu pozostał bez zmian. A oszacowania finansowe kosztów przedstawione w 2014 r. przez konsorcjum,w PSE uznano za „przekonywujące”. Jednak z zebranych przez mnie informacji wynika, że koszty były przez wykonawcę niedoszacowane, a w miarę upływu czasu niedoszacowanie rosło.

Od wiosny 2016 r. nasilały się protesty grup mieszkańców z gmin zachodniego Mazowsza. Ostatecznie stało się jasne, że projekt linii Kozienice – Ołtarzew jest w głębokim impasie. Także z powodu rosnących nieporozumień między PSE a konsorcjum. Ostatecznie 7 listopada umowa między PSE a konsorcjum została rozwiązana za obustronną zgodą. W komunikacie prasowym ponformowano: ,,Strony umowy zgodnie stwierdziły, iż niestabilne, niezależne od stron, warunki zewnętrzne sprawiły, że niemożliwe stało się dotrzymanie terminu i budżetu realizacji zadania, określonych w Umowie i prawidłowo skalkulowanych w 2014 roku. Ponadto, wpływ na decyzję miał brak instrumentów w umowie pozwalających na skuteczne zarządzenie zidentyfikowanymi odchyleniami, a także brak możliwości dokonania zmian zapisów umowy „ze względu na obowiązujące przepisy prawa”. Dalej stwierdzono: „Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A. oraz konsorcjum ZUE S.A. i Dalekovod Polska S.A. podjęły decyzję o rozwiązaniu na mocy porozumienia stron umowy na budowę linii elektroenergetycznej 400 kV relacji Kozienice–Ołtarzew. Zarządy spółek uznały, że na skutek istotnej zmiany uwarunkowań, realizacja umowy zawartej na początku 2014 roku jest niemożliwa”.

Zarząd Grupy Dalekovod d.d. poinformował mnie: – „Umowa o budowie linii przesyłowej podpisana została w 2014 r., zaś polubowne porozumienie o rozwiązaniu tej umowy zostało podpisane po przeprowadzeniu głębokiej analizy. Na jej podstawie, obie strony stwierdziły, że niestabilne czynniki zewnętrzne, niezależne od obu stron umowy, doprowadziły do sytuacji, która bardzo pogorszyła warunki realizacji umowy oraz wykonania inwestycji w planowanym terminie oraz w ramach zaplanowanego budżetu – według ustaleń z 2014 r. ”  

„Dalekovod d.d. uważa Polską Rzeczpospolitą za wyjątkowo ważny rynek wewnętrzny Unii Europejskiej. Obecnie na tym rynku realizujemy trzy projekty i intensywnie przygotowujemy się do nowych inwestycji planowanych przez PSE oraz innych inwestorów.”   

Według niesprawdzonych informacji tymi inwestycjami PSE, które interesują Dalekovod ma być budowa światłowodów dla polskiego operatora linii przesyłowych. Za to niewątpliwie chorwacka firma u siebie w kraju przystąpiła – jako jedna z wielu – do firm tworzących konsorcjum międzynarodowe, które chce przejąć od rządu chorwackiego budowę terminala LNG na wyspie Krk.  

Po rozwiązaniu umowy z konsorcjum ZUE – Dalekovod, PSE poinformowało: – Nie rezygnujemy z planu połączenia Elektrowni Kozienice ze stacją Ołtarzew. Ta inwestycja jest kluczowa dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego i niezawodności dostaw energii elektrycznej, szczególnie w centralnej i północno-wschodniej Polsce. Rozwiązanie obecnej umowy pozwala nam podjąć działania zmierzające do skutecznej i efektywnej realizacji tej inwestycji. Już niebawem zostanie ogłoszone nowe postępowanie na wybór wykonawcy budowy tej linii.

Prezes PSE, Eryk Kłossowski zapowiedział też ważną innowację. Opierając się na doświadczeniach, polski operator chce zmienić stosowany dotychczas model, w którym ryzyko związane z trasą linii jest transferowane na wykonawcę. Ten model nie sprawdza się w praktyce i przynosi szkody wszystkim stronom.W nowej procedurze wyboru wykonawcy, w dialog dotyczący wyboru trasy, włączymy zarówno wykonawców ubiegających się o zamówienie, jak i lokalne społeczności. Ten element procedury będzie funkcjonować jeszcze przed podpisaniem kontraktu na budowę. To będzie ważna zmiana w zarządzaniu ryzykiem.

Ale na razie chyba najpierw będzie kolejny przetarg. Z celem: jak najniższy koszt wykonania. Takie są przepisy.  

Wójcik: Kozienice-Ołtarzew. Całe zło w przetargu?