Napływ inwestycji zagranicznych i funduszy unijnych wspierający różne gałęzie przemysłu w Europie Środkowej i Wschodniej (ang. Central Eastern Europe, CEE) jest także bodźcem do szerszego stosowania systemów zasilania awaryjnego/bezprzerwowego (ang. Uninterruptible Power Supply, UPS) w tym regionie. Jako że rynek jest bardzo wrażliwy na ceny, przewiduje się, że w ciągu kolejnych trzech lat nastąpi stabilizacja, a następnie spadek cen. (więcej…)

Według nieoficjalnych wciąż informacji tegoroczny budżet Ministerstwa Obrony Narodowej może zostać uszczuplony o ponad 3 mld złotych. To element cięć w resortach, które mają na celu ograniczenie deficytu. Eksperci ostrzegają, że zmniejszenie środków na obronność może mieć negatywne skutki nie tylko dla bezpieczeństwa kraju i stanu polskich sił zbrojnych, ale też dla sektora przemysłu obronnego i związanych z nim gałęzi gospodarki.

Ustawa o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej z 25 maja 2001 r. mówi, że do Ministerstwa Obrony Narodowej muszą być przekazane środki stanowiące równowartość co najmniej 1,95 proc. PKB z ubiegłego roku.

 – Osoby, które chcą dokonać cięć, argumentują jednak, że w ustawie jest zapis tylko o tym, że środki te muszą być przekazywane do MON, a nie o ich wydatkowaniu – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Dominik Kimla, analityk w firmie doradczej Frost & Sullivan. – Mimo to cięcia są sprzeczne z duchem ustawy, ponieważ intencją jej autorów było zapewnienie stabilnych ram finansowania modernizacji sił zbrojnych, będącej procesem wieloletnim – dodaje.

Kimla zauważa, że nie jest to pierwsza próba szukania oszczędności w resorcie obrony narodowej w ostatnich latach. W 2008 i 2009 roku budżet MON zmniejszono o ponad 5 mld zł, a w okresie 2010-12 samo Ministerstwo Obrony Narodowej nie wydatkowało kwoty około 2,8 mld złotych.

 – Teraz jest mowa o oszczędnościach rzędu 3-3,3 mld złotych. Jeśli zsumujemy te kwoty, to dadzą nam one 11 mld złotych w ciągu niespełna sześciu lat – wylicza ekspert.

Szacuje, że gdyby nie ograniczone wydatki resortu do polskiego przemysłu zbrojeniowego mogłoby trafić dodatkowe 7,5 md zł. Jak podkreśla, sektor, który jest w trakcie restrukturyzacji i konsolidacji, potrzebuje nowych zamówień, które mogłyby zwiększyć konkurencyjność tej gałęzi gospodarki.

 – To strata nie tylko dla przemysłu zbrojeniowego. Pamiętajmy, że jest to przemysł wiedzochłonny, który generuje również dodatkowe efekty mnożnikowe w innych sektorach gospodarki – podkreśla Kimla. – Co więcej znaczna część tych środków i tak wróciłaby do budżetu państwa w postaci podatków VAT, CIT i PIT. Pozbawiając nas tych inwestycji, państwo w zasadzie pozbawiło się stabilnego dodatkowego czynnika stymulującego rozwój gospodarki.

Cięcia nie zagrożą projektowi budowy tarczy antyrakietowej, gdyż ustawa o finansowaniu tej budowy wymaga przeznaczania na ten cel konkretnej kwoty. Mogą natomiast utrudnić finansowanie modernizacji Marynarki Wojennej. Budzi to pewne obawy, gdyż podobne cięcia mają również miejsce w innych krajach NATO. Tymczasem Rosja planuje wydać do końca tej dekady ponad 600 mld dolarów na modernizację swoich sił zbrojnych.

Newseria.pl

Dopiero wyrok Najwyższego Sądu Administracyjnego, poprzedzony wyrokiem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, zmusi Lecha Witeckiego, p.o. prezesa Głównej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, do ujawnienia raportu nt. budowy południowej obwodnicy Warszawy; podczas realizacji tej inwestycji doszło do konfliktu GDDKiA z firmą wykonawczą Bilfinger Berger. (więcej…)

Od wczoraj trwa awaria systemu czytającego bilety i karty miejskie w warszawskim metrze. Pasażerowie mają problemy z dotarciem na stacje. Informatycy przekonują, że prace nad naprawą systemu przekazanego im przez Zakład Transportu Miejskiego postępują a usterka zostanie niebawem usunięta. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy radnego miasta stołecznego Warszawy z ramienia Prawa i Sprawiedliwości Michała Grodzkiego. (więcej…)

KOMENTARZ

Paweł Musiałek,

Klub Jagielloński

Czy Polska słusznie odrzuciła ofertę Rosjan budowy pieremyczki?

Zacznę od tego, że debata po aferze z memorandum skoncentrowała się na obiegu informacji między ministerstwem skarbu państwa a PGNiG, a nie na samej propozycji Rosjan. Oczywiście wadliwa komunikacja była faktem, ale dużo ważniejsza jest oferta Pieremyczki, czyli odnogi gazociągu jamalskiego, która ma skręcać na Słowację i wchodzić do gazociągu „Braterstwo”. Dominująca część opinii publicznej „z miejsca” odrzuciła propozycję budowy tego gazociągu wedle zasady „każdy metr sześcienny rosyjskiego gazu w Polsce zwiększa nasze bezpieczeństwo energetyczne”. Ja uważam to za błąd wynikający z niewłaściwych wniosków rywalizacji geopolitycznej Polski i Rosji.

Na czym ten błąd polega?

Zacznijmy od diagnozy problemów polsko-rosyjskich. Faktycznie mamy sprzeczne polityczne interesy z Moskwą, przede wszystkim na tle podmiotowości Polski i innych państw Europy Środkowo-Wschodniej. Dlatego wspólnie powinniśmy współpracować na rzecz torpedowania koncepcji Kremla realizacji scenariusza „koncertu mocarstw”, czyli prawa najsilniejszych państw do ustalania porządku politycznego w Europie nad głowami pozostałych państw, w tym Polski. Szczególnym państwem w tej układance jest Ukraina ze względu na geopolityczne znaczenie dla Rosji. Dlatego zgodzić się należy z tym, aby w jak największym stopniu wspierać ją w rywalizacji z Moskwą.

W czym więc problem?

Dochodzimy do kluczowej kwestii, mianowicie jaką cenę jesteśmy w stanie zapłacić za to wsparcie? Uważam, że zapłacimy cenę wysoką, ale są tego granice. Jest nią bezpośredni interes Polski. Nielogiczna jest rezygnacja z własnego interesu na rzecz Ukrainy, którą uzasadnia interes Polski. W stosunkach międzynarodowych nawet najwięksi sojusznicy mają niekiedy rozbieżne interesy i powinniśmy je także dostrzegać w stosunkach z Kijowem. Polska słusznie wspiera Ukrainę w rywalizacji gazowej z Rosją, ale są granice tej pomocy. Powinniśmy popierać Kijów na forum UE, czy zachęcać Brukselę do zaangażowania się na Ukrainie, choćby poprzez pomoc w dywersyfikacji dostaw gazu. Na wsparciu Ukrainy w tych kwestiach niewiele tracimy. Inaczej jest jednak w przypadku pieremyczki.

Dlaczego?

Dlatego, że poświęcamy tutaj nasz bezpośredni interes. Rezygnujemy z możliwości osiągania dochodów z tranzytu po to, aby osiągali go Ukraińcy. To tak jakby inwestorowi, który chce przyjechać do Polski powiedzieć, że lepiej, żeby zainwestował on na Ukrainie, uzasadniając to argumentem, że mocna gospodarczo Ukraina będzie trudniejsza do wasalizacji dla Rosji, co geopolitycznie jest korzystne dla Polski. Nie jest to fałszywa logika, ale zupełnie abstrahuje ona od kosztów, które są nieproporcjonalne do korzyści. Zarówno Polska, jak i Ukraina leżą na trasie między Rosją, największym eksporterem gazu na świecie, oraz UE – największym importerem tego surowca. To powoduje, że jesteśmy naturalnymi konkurentami w rywalizacji o tranzyt rosyjskiego gazu. Dotychczas to głównie Kijów czerpał z tego zysk, ale dlaczego nie mamy skorzystać z faktu, że Rosjanie nie chcą dalej przesyłać gaz przez Ukrainę i oferują nam przystąpienie do wspólnego projektu?

Podnoszone są argumenty, że budowa pieremyczki spowoduje, że Kijów straci najważniejsze karty w rozmowach z Rosjanami i może to przesądzić o przejęciu przez Rosję gazociągów na Ukrainie.

Bez dwóch zdań przejęcie ukraińskich gazociągów przez Rosję będzie bardzo niekorzystne dla Ukrainy i Polski. Bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że przejęcie infrastruktury gazowej przez Rosję jest bardziej istotne od kwestii, jaka partia na Ukrainie wygra wybory, ponieważ politykę państwa można dość łatwo zmienić, a własność już niekoniecznie. Pytanie więc czy ewentualna pieremyczka spowoduje takie konsekwencje? Moim zdaniem nie, ponieważ Ukraina i tak zostanie ominięta, gdy zostanie wybudowany gazociąg South Stream. Budowa pieremyczki nie zmieniłaby więc strategicznego położenia Ukrainy. Jeśli miałaby ona być wybudowana to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby wybudować odnogę na Ukrainę. W ten sposób Polska zyskałaby dodatkowo na sprzedaży gazu na Ukrainę, a Ukraina zyskała możliwość dywersyfikacji, co wzmocniłoby ją w rozmowach z Rosją.

Swoją drogą stawiam tezę, że pieremyczka to koncepcja nie uzupełniająca, ale zastępcza wobec South Streamu. Kryzys w UE powoduje, że zapotrzebowanie na gaz utrzymuje się na niskim poziomie, dlatego Rosja zapewne chciałaby się z twarzą wycofać z South Streamu, budując tańszą Pieremyczkę. South Stream swój główny cel już zrealizował, czyli spowodował zaniechanie budowy gazociągu Nabucco. Drugi cel, czyli ominięcie Ukrainy może zrealizować tańsza od South Streamu pieremyczka. Jest to także optymalne rozwiązanie dla Rosji, z uwagi na fakt, że kontroluje ona sieć przesyłową na Białorusi, przez którą rura miałaby iść.

A jeśli Gazprom nie zgodzi się na wybudowanie odnogi do Ukrainy? Przecież nie po to chce omijać Ukrainę, żeby miała ona inną możliwość odbioru jej gazu.

Oczywiście, że idealna sytuacja dla Gazpromu polega na tym, że jego klienci nie mają wyboru i muszą kupować gaz z Rosji, co przekłada się na możliwość narzucania wysokich cen. Niemniej Gazprom, czy inna rosyjska spółka, bo nie wiadomo, czy Gazprom utrzyma monopol na eksport gazu, nie będzie miała możliwości zablokowania budowy interkonektora na Ukrainę. Nawet jeśli pieremyczkę budowałaby spółka o podobnej strukturze własnościowej jak Europolgaz i Rosjanie nie zgodzą się na przyłączenie interkonektora z Ukrainą bezpośrednio do pieremyczki to możemy przyłączyć go w innymi miejscu polskiego systemu przesyłowego. Poza tym pamiętajmy, że prawo UE wymaga przestrzegania zasady TPA – niedyskryminacyjnego dostępu do gazociągu, więc niezależnie kto jest właścicielem rury, nie może on decydować kto z niej korzysta, a kto nie. O to będzie dbał wydzielony operator.

A czy budowa pieremyczki nie spowoduje nadwątlenia zaufania Ukraińców wobec Polski i zarzutów, że zostawiliśmy ich w największej potrzebie?

Przywołany gazociąg South Stream jest tutaj najlepszą odpowiedzią. Jeżeli nie powstanie pieremyczka, powstanie South Stream, więc i tak Ukraina zostanie ominięta. Pytanie tylko czy Polska na tym zarobi, czy nie. I jak blisko granic Ukrainy będzie położona „obwodnica”. Dla Ukraińców z dwojga złego lepiej, żeby gazowy „bypass” szedł przez Polskę, niż Bałkany, ponieważ z Ukrainy do naszego kraju jest bliżej, więc i taniej można pozyskać gaz. Tak samo sprawę powinniśmy przedstawić w Kijowie. Oczywiście można zapytać co wtedy jeśli Gazprom zrezygnuje z South Streamu niezależnie od pieremyczki? Myślę, że taki scenariusz jest mało realny, bo byłaby to prestiżowa porażka Rosji. Ale zakładając taki rozwój wydarzeń faktycznie włączenie się do projektu pieremyczki przez Polskę przyczyniłoby się do osłabienia pozycji Kijowa wobec Moskwy. Ale jak już wspominałem, możemy w zamian rozbudować interkonektor z Ukrainą. Nie zrekompensuje im to zysków z tranzytu, ale wzmocni w rozmowach z Gazpromem.

Zostawiając kwestię Ukrainy, czy rosyjskie inwestycje w sektorze gazowym w Polsce nie są dla nas zagrożeniem? Czy Polska nie powinna reorientować się na dostawy z innej kierunku?

Na uzasadnienie tego poglądu wskazuje się wysokie ceny rosyjskiego gazu. Nie zgadzam się jednak z tezą, że każdy metr sześcienny gazu kupowany od Rosji uzależnia nas od Kremla i Polska powinna pozyskiwać jak najwięcej gazu od innych dostawców. Niemcy sprowadzają 3 razy więcej gazu od Polski i czy są przez to trzy razy mniej bezpieczni?

Nie, ale dlatego, że mają dobrze zdywersyfikowane dostawy.

Otóż to. I dlatego Rosja nie jest w stanie narzucić Niemcom swoich warunków gry w przeciwieństwie do państw Europy Środkowo-Wschodniej. Podstawą bezpieczeństwa energetycznego jest możliwość dywersyfikacji dostaw. Powtarzam – możliwość dywersyfikacji, a nie sama dywersyfikacja mierzona realnym poziomem importu gazu z danego kierunku w stosunku do całości importu. Jeżeli mamy infrastrukturę umożliwiającą odbiór gazu z innych kierunków to wówczas Rosja nie będzie mogła nam narzucić wysokich cen, ponieważ kupimy wówczas gaz od innych dostawców. Nie należy więc „na siłę” kupować droższego gazu z innych kierunków, tylko po żeby obniżyć poziom importu rosyjskiego gazu. Jeśli Rosjanie przedstawią najlepszą propozycję to warto ją przyjąć. A przedstawią tylko wtedy jeśli będą do tego zmuszeni. A będą wtedy gdy wzmocni się pozycja negocjacyjna Polski poprzez budowę interkonektorów, co powinno być priorytetem rządu w polityce gazowej.

A czy w ten sposób nie wzmacniamy naszego geopolitycznego rywala?

Jeżeli Polska nie kupi rosyjskiego gazu to kupią go inni. Importujemy ok. 10 mld m3 gazu z Rosji, co stanowi mniej niż 2% ich wydobycia i około 5% eksportu. To nie jest ilość jaka pozwalałaby na realny wpływ na Kreml. To Polska jest zależna od Rosji w kwestii handlu gazem, a nie Rosja od Polski. Warto przypomnieć, że w czasach zimnej wojny państwa Europy Zachodniej kupowały surowce od ZSRR, mimo ostrej rywalizacji geopolitycznej. Jak to było możliwe? Odpowiedź jest prosta. Dla obu stron było to opłacalne. Europa potrzebowała surowców, a ZSRR dolarów. Polska powinna przyjąć podobną strategię, czyli nie rezygnować z rywalizacji geopolitycznej i osłabiać wpływy Rosji, ale jednocześnie, gdy to będzie opłacalne kupować od niej surowce.

Brzmi sensownie, ale do niedawna płaciliśmy prawie najwięcej w Europie za gaz.

Obecnie gaz od Gazpromu jest drogi, mimo obniżki, ale należy podejrzewać, że przy renegocjacji kontraktu jamalskiego, gdy w Polsce będą interkonektory Rosja zaproponuje korzystne warunki. Nie dlatego, że będzie chciała. Dlatego, że będzie musiała.

Ale czy ten optymistyczny scenariusz nie bierze przypadkiem pod uwagę faktu planów rozbudowy Nord Streamu?

Oczywiście budowa kolejnych nitek będzie dla Polski niekorzystna, ponieważ zmniejszy się znaczenie tranzytowe Jamału, ale po pierwsze, nie ma to związku z dostawami do Polski. Nie jesteśmy tak znaczącym państwem tranzytowym, żeby to wpływało na ceny kupowanego przez PGNiG surowca od Gazpromu. Po drugie wątpię, żeby były budowane kolejne rury, ponieważ nie ma takiego zapotrzebowania na gaz w Europie. Rosja już ma spore nadwyżki przepustowości, więc wątpię, aby rozbudowa Nord Streamu była dla nich opłacalna.

Czy na pewno dochody z tranzytu przez pieremyczkę będą znaczące? Przykład Jamału nie jest tu budujący…

Faktycznie Polska nie osiągnęła takich korzyści jakie by mogła osiągnąć, gdybyśmy lepiej rozgrywali karty, ale dlaczego nie mielibyśmy osiągnąć zysków z pieremyczki? Przecież jeśli występują problemy przy budowie jednej nitki autostrady to nie rezygnujemy w ogóle z budowy autostrad. Oczywiście należy mieć na uwadze fakt, że przepustowość pieremyczki nie będzie tak duża jak Jamału i pewnie nie będzie też wykorzystywana w 100%.

Podsumowując, Premier Tusk powinien wyrazić zgodę na budowę pieremyczki?

Tak, ale pod jednym warunkiem. Że jest to realna oferta. Być może to tylko element gry Rosji testujący solidarność Polski wobec Ukrainy, która znajduje się obecnie pod potężną presją Rosji, aby przejąć kontrolę nad jej gazociągami. Wygląda na to, że propozycja Rosji jest prawdziwa, ponieważ sprawa nie upadła po negatywnej reakcji Polski, ale jeśli tak by nie było to odrzucenie pieremyczki jest uzasadnione.

ENERGETYKA

Rząd tnie wsparcie dla OZE

(WYSOKIE NAPIĘCIE/WOJCIECH JAKÓBIK)

Bartłomiej Derski i Rafał Zasuń z portalu wysokienapiecie.pl oceniają, ze projekt ustawy o OZE, który miał obniżyć koszty systemu wsparcia stał się przedmiotem sporu w rządzie. Nowym zasadom proponowanym przez Ministerstwo Gospodarki sprzeciwiło się Ministerstwo Skarbu Państwa w obawie przed spadkiem dochodów spółek znajdujących się pod jego kontrolą. Dołączyło do niego Ministerstwo Finansów broniące interesu inwestorów oraz swoich interesów, bo to ono miało najwięcej stracić na zmianach. Podstawowy problem nowego systemu to źródło jego finansowania. Zdaniem redaktorów cytowanego portalu ograniczenie finansowania NFOŚiGW sprawi, że Fundusz straci pieniądze, które mógłby przeznaczyć na wsparcie dla OZE.

Novatek Polska znów inwestuje

(ENERGIA NEWS/JOANNA DOBOSZ)

Polska spółka zależna rosyjskiego koncernu gazowego kupiła od Statoil Fuel & Retail Polska instalacje zbiornikowe LPG dla celów grzewczych i przemysłowych. Novatek przejął prawa i obowiązki dzierżawy instalacji, a także dostawy gazu zawarte z dotychczasowymi klientami sprzedającej firmy. Stawek transakcji nie ujawniono. Dariusz Bratoń, prezes Novatek Polska stwierdził, że zakup stanowi wyraz dalszego intensywnego rozwoju przedsiębiorstwa na polskim rynku, liczy też na umocnienie jego pozycji. Novatek Polska ma zamiar skupić się na sektorze paliwa dla transportu – firma działa na naszym rynku wyłącznie w branży LPG. Nie jest to też pierwsza inwestycja Novatek-u na naszym rynku. W 2011 roku spółka przejęła 100 procent udziałów w firmie Intregaz-System (jednego z największych dystrybutorów gazu płynnego w Polsce południowo-wschodniej). Novatek  jest w Rosji drugim, co do wielkości producentem gazu – po Gazpromie – oraz największą na tamtejszym rynku gazową firmą prywatną.

Shell nie chce ukraińskich rur

(UNITED PRESS INTERNATIONAL/WOJCIECH JAKÓBIK)

Shell odrzucił propozycję ukraińskich firm produkujących rury, aby te zajęły się budową infrastruktury do wydobycia gazu łupkowego. Duńczycy argumentują swoją decyzję niską jakością produktów tych spółek. W styczniu tego roku Shell podpisał umowę na 15 odwiertów we współpracy z Nadra Jużiwska na polu gazowym o tej samej nazwie. Decyzja Shella uderza w interesy oligarchów jak Rinat Achmetow i Wiktor Pińczuk, którzy zarządzają firmami produkującymi rury.

SOCAR przyłączył się do TAP

(NEWS.AZ/WOJCIECH JAKÓBIK)

Azerski SOCAR podpisał umowę na zakup akcji w projekcie Gazociągu Transadriatyckiego (TAP). Ten akt potwierdza wybór konsorcjum Szach Deniz, które wyznaczyło ów projekt dla realizacji dostaw gazu ze złóż o tej samej nazwie na rynek europejski. Zwyciężył on z Nabucco-West promowanym przez kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Obecnymi udziałowcami konsorcjum TAP są wspomniany SOCAR (20%), E.on (9%), AXPO (5%), BP (20%), Fluxys (16%), Total (10%) i Statoil (20%).

Republikański senator pogania eksport LNG do Europy

(RIA NOVOSTI)

Republikanin z Wyoming John Barraso w artykule dla Washington Times naciska na administrację Baracka Obamy, aby ta przyspieszyła eksport gazu ziemnego do Europy, by przeciwstawić się „dominacji Rosji na europejskim rynku energetyki”. Uważa on, że wzrost cen gazu w kraju spowodowany natężonym eksportem będzie mniej kosztowny, niż zyski strategiczne jakie przyniesie eksport surowca do Europy. Uważa on, że wysokie ceny gazu na Starym Kontynencie wzmacniają pozycję „reżimu Władimira Putina” na co USA nie mogą się zgodzić.

 

INFRASTRUKTURA

Zmiana w kierownictwie Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej

(www.transport.gov.pl)

Z dniem 30 lipca 2013 r. minister transportu Sławomir Nowak powołał Krzysztofa Kapisa na stanowisko zastępcy prezesa Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Powołanie nastąpiło na podstawie art. 6 ust. 9 ustawy z 8 grudnia 2006 r. o PAŻP. Jednocześnie z dniem 31 lipca 2013 r. Krzysztofowi Kapisowi zostały powierzone obowiązki Prezesa PAŻP do czasu powołania prezesa PAŻP.

Ważne dla podróżujących poza UE

(www.gddkia.gov.pl)

Inspekcja Weterynaryjna przekazała GDDKiA niepokojące dane w związku z występowaniem afrykańskiego pomoru świń na terenie Białorusi i Rosji. Ze względu na wysokie ryzyko przeniesienia choroby na terytorium Polski m.in. poprzez nielegalne przewiezienie produktów żywnościowych skażonych wirusem, publikujemy specjalne ulotki informacyjne, które będą rozdawane na Miejscach Obsługi Podróżnych.

Rozstrzygnięcie przetargu na utrzymanie czystości na obiektach kolejowych

(www.pkpsa.pl)

Dwie spółki z Grupy PKP podpisały umowy na utrzymanie czystości na wybranych dworcach i stacjach kolejowych. Wykonawców wyłoniono w przetargu, który po raz pierwszy w historii został zorganizowany wspólnie przez PKP SA. i PKP Polskie Linie Kolejowe SA. Przedmiot zamówienia dotyczył obiektów stanowiących kluczowe węzły komunikacyjne i został podzielony na 6 zadań, obejmujących utrzymanie czystości na dworcach i stacjach.

Wakacyjne konkursy z PKP Intercity

(www.pkpsa.pl)

Od 29 lipca do 25 sierpnia br. w sześciu miejscowościach turystycznych PKP Intercity zorganizuje konkursy z nagrodami. Każdego dnia trwania promocji do wygrania będzie pięć voucherów o wartości 200 zł każdy. Akcja, ma na celu zachęcenie podróżnych do kupowania biletów przez internet. Konkursy będą odbywać się w: Międzyzdrojach, Świnoujściu, Łebie, Władysławowie, Sopocie i  Zakopanem.

Polska atrakcyjnym partnerem – firmy z całej Europy chcą budować nasze drogi

(www.gddkia.gov.pl)

Nie sprawdziły się zapowiedzi „ekspertów” o tym, że nie będzie chętnych do budowania dróg z GDDKiA. Wręcz przeciwnie – wpłynęło bardzo wiele wniosków – średnio po 20 na każde postępowanie. O kontrakty z nowej perspektywy unijnej, na które GDDKiA ogłasza przetargi od czerwca, zabiegają firmy m.in. z Polski, Czech, Hiszpanii, Włoch i Turcji.

Od 1 września br. zmiana rozkładu lotów do Warszawy

(www.katowice-airport.com/pl)

Polskie Linie Lotnicze LOT od 1 września br. wprowadzają korektę rozkładu lotów na rejsach realizowanych na trasie Warszawa – Katowice – Warszawa. Celem zmian jest dostosowanie oferty z pyrzowickiego lotniska do układu tranzytowego rejsów atlantyckich obsługiwanych przez PLL LOT z Lotniska Chopina w Warszawie.

31 lipca br. utrudnienia na linii „Lotnisko”

(www.katowice-airport.com/pl)

W związku z organizacją czwartego etapu Tour de Pologne w środę 31 lipca br. odwołane zostały następujące kursy na linii „Lotnisko” obsługiwanej przez PKM Katowice. Z Katowice Airport do Katowic o godz. 14:20, 15:30 i 17:00. Z Katowic do Katowice Airport o godz. 14:00, 15:30 i 16:40. Ponadto w środę 31 lipca br. należy spodziewać się dużych utrudnień w centrum Katowic.

Redakcja BiznesAlert

Przegląd tworzą: Sebastian Ciastoń, Joanna Dobosz, Wojciech Jakóbik, Patrycja Olszamowska, Maciej Pawlak

 

Udział węgla w polskiej energetyce będzie spadał, jednak przez kolejnych kilkanaście lat pozostanie dominującym źródłem energii – oceniają eksperci. Przestrzegają, że ceny tego surowca będą rosły, co powinno zmusić Polskę do przyspieszenia rozwoju alternatywnych źródeł. – W przeciwnym razie przemysł straci na konkurencyjności – przekonuje Łukasz Trzpil, ekspert ds. energetyki w DnB NORD. (więcej…)

Kryzys sprawił, że unijne kraje zaczynają zmieniać swoje podejście do polityki energetyczno-klimatycznej. Polski rząd był uważany za hamulcowego polityki mającej przeciwdziałać ociepleniu klimatu i przestawieniu gospodarek UE na nowoczesne technologie. Dziś Unia uważniej słucha naszego głosu – mówi Marcin Korolec, szef resortu środowiska. (więcej…)

Zdaniem Bartłomieja Derskiego z portalu Wysokienapiecie.pl system aukcji może zastąpić dotychczasowy model wsparcia energetyki odnawialnej. Czy takie rozwiązanie pomoże polskiemu sektorowi Odnawialnych Źródeł Energii? Zdaniem eksperta wszystko zależy od ostatecznych zapisów ustawy. (więcej…)

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny Biznes Alert

Platforma Obywatelska złożyła w Sejmie projekt uchwały w sprawie powołania nadzwyczajnej komisji do spraw energetyki. Ma ona zajmować się kluczowymi aktami legislacyjnymi dotyczącymi sektora. Prace nad nimi prowadzone są zbyt wolno. Komisja ma przyspieszyć proces.

Owocem prac komisji ma zostać przyjęcie tak zwanego dużego trójpaku energetycznego. To pakiet trzech ustaw regulujących działanie sektora elektroenergetycznego, gazowego i Odnawialnych Źródeł Energii. Póki co rząd prowadził działania doraźne. Ich skutkiem jest projekt tzw. małego trójpaku który zmienia polskie prawo na tyle, by nie prowokowało ono kar Unii Europejskiej za niewdrożenie zalecanych regulacji. Istnieje obawa, że rząd poprzestanie na nowelizacjach chroniących kraj przed karami, nie wprowadzając reform, których wspomniane sektory potrzebują. Komisja do spraw energetyki miałaby uchronić nas przed takim scenariuszem, skoordynować prace nad trójpakiem i doprowadzić je do szczęśliwego zakończenia.

Komisja do spraw energetycznych będzie ciałem kolegialnym a przez to mniej decyzyjnym. Dlatego strategia energetyczna kraju powinna być kreowana przez rząd, a komisja mogłaby pełnić dodatkowo funkcje konsultacyjne. Jednakże, odkąd w Ministerstwie Skarbu Państwa zabrakło Mikołaja Budzanowskiego, w polityce energetycznej rządu widać rozkojarzenie. Brakuje instytucji biorącej pełną odpowiedzialność za energetykę i nadającą jej odpowiedni kurs. Współpraca trójkąta – Ministerstwo Gospodarki, Ministerstwo Środowiska i Ministerstwo Skarbu Państwa nie przynosi odpowiednich rezultatów. Najlepszymi dowodami jest brak oczekiwanego przez inwestorów prawa geologicznego – górniczego i przeciągające się oczekiwanie na duży trójpak. O problemach w kształtowaniu polityki energetycznej przez rząd świadczy także rejterada w sprawie energetyki jądrowej. Obecnie nikt naprawdę nie wie czego się spodziewać po polskim programie atomowym i czy ten będzie kontynuowany. Także polska wersja Energiewende – zwrot energetyczny – polegający, w przeciwieństwie do niemieckiego programu o tej nazwie, na odejściu od wsparcia dla OZE jest zjawiskiem incydentalnym. Ciężko ustalić jaka strategia stoi za nagłym zwrotem zakomenderowanym na razie na poziomie politycznym, w czasie gdy nie jesteśmy jeszcze pewni wypełnienia zobowiązań przyjętych w ramach unijnej polityki klimatycznej w narzuconym terminie. Podobnie przykład nieskoordynowanej pracy rządu i szefów spółek widocznej przy tzw. Jamałgate i obecnie, na przykład w sprawie dwugłosu premiera i prezesa Polskiej Grupy Energetycznej na temat dofinansowania rozbudowy Elektrowni Opole pokazuje, że rząd nie kontroluje tego, co dzieje się w spółkach energetycznych. Wzmocnienie nadzoru postulowane przez Ministra Skarbu Państwa to rozwiązanie niewystarczające. Problemu nie łagodzi istnienie rządowego zespołu do spraw energetyki pod przewodnictwem Ministra Gospodarki. Nie może on funkcjonować dobrze skoro arbitrem w sprawie sporów o energetykę jest jeden z interesariuszy. Polityka energetyczna rządu wystąpiła z ram zakreślonych w strategicznych dokumentach i dryfuje w nieokreślonym kierunku. Tego problemu nie rozwiąże skłócona komisja sejmowa, która wpisze w politykę energetyczną wymagającą konsensusu bieżące spory polityczne. Propozycja partii rządzącej to działanie pozorowane.

To rząd powinien kreować polską politykę energetyczną. Tutaj tkwi problem, ponieważ nie wywiązuje się on z tej roli. Jeżeli w rządzie nie istnieje ośrodek kreujący politykę energetyczną kraju w oparciu o autorytet, powinien powstać odpowiedni resort działający w oparciu o umocowanie instytucjonalne. Wszystkie kompetencje dotyczące energetyki powinny zostać zebrane ze wspomnianego trójkąta ministerstw i skupione w Ministerstwie Gospodarki, lub nowopowstałym Ministerstwie Energetyki. Dzięki temu odpowiedzialność za sektor zostanie ściśle określona i, miejmy nadzieję, skończą się opóźniające pracę targi między stronnictwami. Polska energetyka potrzebuje zdecydowanego działania. Inwestorzy zbyt długo czekają na jasne reguły. Ich stworzenie to zadanie dla Ministerstwa Energetyki.

KOMENTARZ

Jakub Opara,

ekspert Narodowego Centrum Studiów Strategicznych 

Modernizacja polskich Sił Zbrojnych to hasło, które i obecny rząd, i obecny prezydent mają wypisane na sztandarach. Sęk w tym, że chyba sami decydenci z obecnego układu władzy nie wiedzą, co pod tym sloganem ma się kryć. Urzędowy optymizm i żonglowanie w wywiadach milionami euro, które mają postawić na nogi polską armię, są parawanem dla trwającego od lat chaosu.

Jeśli wierzyć deklaracjom prezydenta Bronisława Komorowskiego, to dziś dla polskich Sił Zbrojnych priorytetem jest posiadanie nowoczesnego systemu obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej. I na to, zgodnie z doktryną lansowaną przez rząd i prezydenta z PO, mają iść pieniądze przeznaczone na unowocześnienie naszego wojska. Skupienie się wyłącznie na defensywie to pomysł bardzo zły. Inwestycjom w rozwiązania pozwalające na odpowiednio wczesne wykrycie zagrożenia powinny towarzyszyć inwestycje w systemy, które pozwolą na szybką i adekwatną odpowiedź na takie zagrożenie.

Marynarka Wojenna i to, co dzieje się wokół tego rodzaju Sił Zbrojnych, jest bardzo symptomatyczne dla obecnej polityki związanej z przyszłością Sił Zbrojnych. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że priorytety, forsowane szczególnie przez Pałac Prezydencki, zależą od tego, kto ma lepszy dostęp do ucha pierwszego obywatela. Wygląda więc na to, że polska armia będzie opierać się przede wszystkim na lotnictwie i wojskach rakietowych. Fakt posiadania przez Polskę dostępu do morza, obowiązków naszej floty wynikających z naszego członkostwa w Pakcie Północnoatlantyckim, a także bardzo zły stan Marynarki – to wszystko w Pałacu robi tylko znikome wrażenie.

Do końca 2022 roku Marynarka Wojenna ma otrzymać ponad 20 nowych jednostek pływających oraz kilkanaście śmigłowców i tzw. bezzałogowców oraz trzy nowe okręty podwodne. Jeśli chodzi o te ostatnie, to wspomniany już minister Klich „zabłysnął” pomysłami kupna okrętu Papanikolis, którego unikalna cecha to przede wszystkim błędy konstrukcyjne groźne dla załogi, a także konieczność serwisowania go w niemieckich stoczniach. Gdyńska Stocznia Marynarki Wojennej nadal znajduje się w stanie upadłości, a na razie nie ma żadnych planów wykorzystania jej dla wspomnianego planu modernizacji floty – nie licząc ogólnikowych deklaracji oficjeli, którzy zapewniają o swoim poparciu dla koncepcji wykorzystania zakładu przy dozbrajaniu Marynarki Wojennej RP.

Zostawmy na razie sprawę kupna okrętów podwodnych – czy to będą okręty niemieckie, francuskie czy holenderskie. Pytanie brzmi: czy okręty, które otrzyma nasza flota, umożliwią wykorzystanie pocisków manewrujących i będą tym samym elementem naszego systemu odstraszania? Jeżeli mamy wydawać pół miliarda złotych na zakup każdego z okrętów (z taką kwotą, albo nawet wyższą, należy się liczyć), to niech to będą środki możliwie dobrze zainwestowane. Pociski manewrujące byłyby tym komponentem naszego systemu odstraszania, który dawałby mu nie tylko defensywny charakter, ale pozwalał na ofensywną odpowiedź na ewentualny atak.

Nie możemy oszczędzać na odpowiednim uzbrojeniu Marynarki – analogicznie do pozostałych rodzajów Sił Zbrojnych. W obecnych realiach nie jest to jedynie inwestycja w nasze narodowe bezpieczeństwo. Bez nowoczesnej armii, nowoczesnej i sprawnej Marynarki Wojennej nie będziemy mogli zbudować sobie takiej pozycji w ramach NATO, jaka nas zadowala. Koszty? Owszem są, ale tak samo kosztują nowe elektrownie czy terminale LNG. To inwestycje w narodowe bezpieczeństwo. Obecny rząd przyzwyczaił nas, że wydawane pieniądze mają przede wszystkim służyć podnoszeniu sondażowych słupków. Jak odrealniona to była koncepcja, pokazują ostatnie trendy sondażowe. Może więc wreszcie pora wydać pieniądze na przedsięwzięcie, przy którym doraźne polityczne gry i animozje muszą zejść na dalszy plan?

* Całość artykułu ukazała się na łamach „Naszego Dziennika” 24.07 br.

– W okresie sprawowania urzędu prezydenta Warszawy przez Hannę Gronkiewicz-Waltz zainwestowano bezpośrednio w miasto kwotę prawie 25 mld zł – mówi nam poseł Marcin Kierwiński (PO). Parlamentarzysta przypomniał, że w tym czasie zakończono budowę I linii metra i rozpoczęto realizację jego II linii. Zbudowano też m.in. most im. Marii Curie-Skłodowskiej, zakończono rewaloryzację Krakowskiego Przedmieścia, w dzielnicy Wilanów zbudowano Al. Rzeczpospolitej i dokonano poszerzenia Al. Wilanowskiej, nie licząc oddania do użytku takich inwestycji spoza infrastruktury jak Centrum Nauki im. M. Kopernika czy nowy stadion Legii.

To jednak nie wszystko. Kierwiński dodaje, że w trakcie minionej półtorej kadencji p. prezydent dokonano także zakupu nowych autobusów, prawie 200 szt. nowych tramwajów, 20 składów pociągów dla SKM i nowych składów dla metra. Nastąpiła więc niemal całkowita wymiana taboru transportu miejskiego. W ramach inwestycji spółek miejskich należy też wspomnieć o oczyszczalni ścieków „Czajka”, modernizacji Teatru Powszechnego czy wzniesieniu Centrum Promocji Przedsiębiorczości Smolna – mówi poseł.

W jego opinii przy realizacji niemal każdych inwestycji, szczególnie tych dużych, zdarzają się opóźnienia. – Zwróćmy jednak uwagę na to, że ostatnie trzy-cztery lata prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz to okres spowolnienia gospodarczego w całym kraju. Gdyby nie to osiągnięcia inwestycyjne w stolicy w tym czasie byłyby jeszcze bardziej imponujące – ocenia Kierwiński.