Bałdyga: Formuła PPP może się sprawdzać w polskich warunkach

7 marca 2014, 09:02 Drogi
Marcin Bałdyga

– Nowa perspektywa jest problemem dla samorządów. W tej chwili trzeba będzie pozyskać środki na wkład własny, a jesteśmy już pozadłużani dość silnie. Z tego też powodu pojawią się problemy z wykorzystaniem tej perspektywy budżetowej. Potencjał do rozwoju mamy jeszcze ogromny, stąd też odpowiedzią na to, by realizować pewne zadania, nie mając środków własnych, jest tylko i wyłącznie partnerstwo publiczno-prywatne – mówił Jarosław Dąbrowski, wiceprezydent Warszawy podczas XXI Forum Gospodarczego w Toruniu – poinformował Rynek Kolejowy.

– Wykorzystywanie formuły partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP) nie jest jak dotąd popularne w naszym kraju. Wynika to – jak się wydaje – z powodu obaw urzędników o brak przejrzystości podejmowanych w jej ramach decyzji – uważa – w rozmowie z naszym portalem Marcin Bałdyga, ekspert Stowarzyszenia Inżynierów Doradców i Rzeczoznawców SIDiR.

W opinii eksperta urzędnicy po prostu wolą mieć do czynienia z klasycznym przetargiem, w którym o wyborze jego wykonawcy decyduje najniższa cena. Trudno powiedzieć czy ma to związek z faktem, że wciąż większość najważniejszych inwestycji w kraju realizowana jest w formule zamówień publicznych i w istotnej części finansowana ze środków unijnych. A wobec tego na stosowanie PPP nie ma zbyt dużego popytu.

– Przecież PPP polega na tym, że gmina czy inny podmiot publiczny, udostępnia np. grunt w postaci aportu w spółce tworzonej z partnerem prywatnym. Zaś ten wykłada pieniądze i czyni starania, by doprowadzić daną inwestycję do końca – mówi dalej Bałdyga. – Wobec tego, co mają do tego środki unijne, skoro podmiot publiczny przecież jej nie dofinansowuje? Ciężar sfinansowania i ryzyko ponosi partner prywatny. To on będzie bowiem czerpał z zyski z realizowanej w ten sposób inwestycji, bądź poniesie na niej stratę.

– Tak więc, w przypadku stosowania formuły PPP nie ma mowy o wykorzystywaniu unijnych pieniędzy, nie wydaje się też publicznych pieniędzy. Wnosi się jedynie aport w postaci  gruntu czy budynku – wyjaśnia ekspert. – Zgodziłbym się z poglądem, że popularności formuły PPP powinien przysporzyć obecny stan finansów większości samorządów, na ogół w istotny sposób zadłużonych.

– Dam przykład Łomży, która w ramach kontraktu na zasadach PPP udostępniła podmiotowi prywatnemu teren targowiska miejskiego, wcześniej zapuszczonego, pełnego prymitywnych blaszanych budek mówi Bałdyga. – Chodziło o jego uporządkowanie i zagospodarowanie targowiska. Obecnie inwestycja znajduje się w ostatniej fazie realizacji. Powstała tam nowa hala targowa, z prawdziwego zdarzenia, z odpowiednim wyposażeniem i infrastrukturą sanitarną. Miasto wraz z partnerem prywatnym będą dzielili się zyskami z tego przedsięwzięcia, tak, by inwestycja się zwróciła. A więc formuła PPP się sprawdza – kończy ekspert.