Bałdys: Niby kryteria, ryzyka prawdziwe

20 lutego 2014, 09:09 Drogi
Rafał Bałdys

W rzeszowskim oddziale GDDKiA miało miejsce otwarcie ofert dla zamówienia „Kontynuacja projektowania i budowa drogi ekspresowej S-19, odcinek węzeł Świlcza (DK4) bez węzła – węzeł Rzeszów Południe (Kielanówka) z węzłem”. Wpłynęło 8 ofert, a ceny ofertowe rozłożyły się od najniższych: Eurovia i Warbud: 342,56 mln zł oraz Budimex i Ferrovial (348,47 mln zł) po najwyższą: Mosty Łódź i Bunte (547,35 mln zł).

– Wyboru oferty GDDKiA dokona na podstawie wag cenowych (90%) oraz pozostałych kryteriów (5% termin wykonania i 5% okres gwarancji). Jaką motywację miała GDDKiA do wprowadzenia pozacenowych kryteriów oceny ofert? – pyta Rafał Sebastian Bałdys, wiceprezes Polskiego Związku Przedsiębiorców Budowlanych.

Wszyscy wykonawcy zaproponowali najkrótszy dopuszczony przez SIWZ czas realizacji i najdłuższy okres gwarancji (na 8 ofert tylko jeden wykonawca zaproponował krótszą gwarancję). Skoro opierając się na wcześniejszych doświadczeniach można było przewidzieć takie zachowanie wykonawców, to w jakim celu GDDKiA wprowadziła takie kryteria?

– Stawiam tezę, że zastosowano ten mechanizm po to, żeby wyłączyć odpowiedzialność inwestora za bardzo napięte terminy realizacji, czy okresy gwarancji znacznie przewyższające cykle życia produktów – twierdzi dalej Bałdys.

W jego opinii znaczenie tych kryteriów jest faktycznie żadne punktu widzenia procedury wyłonienia wykonawcy. Zamawiacz de-facto wybiera na podstawie najniższej ceny, zupełnie tak, jakby sam narzucił termin wykonania i okres gwarancji na oczekiwanym przez siebie poziomie.

– Jedyna różnica w rozwiązaniu zastosowanym przez GDDKiA polega na tym, że teraz termin wykonania i gwarancji jest ofertą wykonawcy – stwierdza wiceszef PZPB. – W takim modelu wykonawca oferuje: cenę, termin realizacji i okres gwarancji – to jest jego oferta. Tym samym wykonawcy deklarują, że wykonają żądany zakres w zaproponowanej cenie, czasie i gwarancji. Model ten być może sprawdziłby się gdyby wykonawcy precyzyjnie wiedzieli, co faktycznie jest do wykonania, jednak w przypadku, gdy ryzyko np. warunków gruntowych jest po stronie wykonawcy można się spodziewać wielu zdarzeń, które będą miały istotny wpływ na termin realizacji i faktyczne koszty jakie okażą się do poniesienia, aby kontrakt wykonać.

– Szacuję, na bazie wcześniejszych doświadczeń oraz badań przeprowadzonych przez zespół Gransberga i innych (2007 r.), że poziom faktycznych kosztów na bazie dokumentów przekazanych przez GDDKiA będzie wyższy od skalkulowanych cen ofertowych o 15-25%, co automatycznie (w większości przypadków) przekłada się też na wydłużony czas realizacji – dowodzi Bałdys.

Jego zdaniem gdyby to zamawiający narzucił termin, wykonawca miałby pewną szansę dochodzenia swoich roszczeń wynikających ze zmaterializowanych ryzyk. W przypadku zamówień, gdzie to wykonawca zaproponował termin możliwość taka wydaje się znacznie mniej prawdopodobna.  Zarówno w odbiorze medialnym, jak również argumentacji przed sądami ciężar odpowiedzialności za termin wykonania spada na wykonawcę, bez względu na to jak bardzo obiektywne okażą się faktyczne, techniczne podstawy do roszczeń. Nieostrożnego wykonawcę może to narazić na poważne straty.

(na podstawie materiałów ze strony internetowej PZPB)