Baltic Pipe „to Game Changer” (RELACJA)

4 lutego 2019, 13:00 Energetyka
dąbrowski naimski
fot. ME

W Norweskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (NUPI) w Oslo odbyła się debata poświęcona relacjom Polski, Norwegii i Danii. Podstawą do rozmów była inwestycja Baltic Pipe, a więc połączenie szelfu norweskiego poprzez Danię z Polską i dostarczanie surowca z Północy do naszego kraju. Każda ze stron przekonywała, że Baltic Pipe ma dla nich ekonomiczne znaczenie, a także jest dobrym sposobem na zmniejszenie emisji CO2.

Baltic Pipe to ważny element Strategii Energetycznej

Jako pierwszy głos zabrał Tomasz Dąbrowski, wiceminister energii, mówiąc, że Baltic Pipe to istotny element rozwoju regionalnego rynku gazu oraz polskiej gospodarki. Projekt gazociągu jest dowodem na silne więzi jakie łączą Polskę i Norwegię. Ministerstwo Energii opublikowało projekt strategii energetycznej kraju do 2040 roku, której jednymi z głównych celów są bezpieczeństwo energetyczne, konkurencja i efektywność energetyczna. Dodał, że głównymi wyzwaniami dla Polski są transport i infrastruktura przesyłowa. Nowe źródło gazu z szelfu kontynentalnego i warunki rynkowe pozwolą nam użyć tego paliwa na skalę dalece większą niż miało to miejsce dotychczas. W konsekwencji, da to możliwość zwiększenia udziału OZE w systemie elektroenergetycznym, zwłaszcza energetyki wiatrowej, stanowiąc dla nich elastyczny system wsparcia. Jednocześnie gaz z tego kierunku pozwoli stać się polskiej gospodarce mniej emisyjną, poprawiając jakość powietrza w miastach – powiedział Dąbrowski.

Dodał, że Baltic Pipe wesprze także zabiegi, zmierzające do ograniczenia emisji CO2, w perspektywie do 2040 o ponad połowę. Inwestycja wpisuje się jednocześnie w strategię energetyczną Komisji Europejskiej i jest zgodna z jej celami, takimi jak łączenie rynków, stworzenie Korytarza Gazowego Północ – Południe, pozwalając na dostęp do nowych źródeł gazu. Przypomniał, że Baltic Pipe już 4-krotnie znalazł się na liście projektów o znaczeniu wspólnotowym, otrzymując łącznie 266 mln euro wsparcia na jego realizację.

– Cieszy się on także dużym zainteresowaniem rynku, co pokazały aukcje na moce przesyłowe tego połączenia. Polska jest zainteresowana tworzeniem wspólnych projektów, z krajami podzielającymi te same wartości. Współpraca Z Norwegią jest najlepszym przykładem – zakończył wiceminister.

Ministerstwo Energii omawia w Norwegii projekt Baltic Pipe oraz rozwój OZE

Nowe gazociągi tylko jeśli opłacalne

Rikard Gaarder Knutsen, sekretarz stanu w Ministerstwie Ropy i Energii Norwegii podkreślił rolę gazu w ograniczaniu emisji CO2. – Gaz będzie odgrywał jedną z kluczowych ról dla europejskiej gospodarki w nadchodzących dekadach. Jest on n niezawodnym, elastycznym źródłem energii i wspiera przejście na gospodarkę niskoemisyjną. Norweski surowiec pokrywając ok 25 proc. zapotrzebowania w Europie, odgrywa kluczową rolę w unijnym miksie energetycznym. Zasoby oraz infrastruktura, jaką posiadamy zapewni dostawy dla Europy na dekady. Norwegia jest w stanie dostarczyć surowiec, wszędzie tam, gdzie jest on potrzebny, co działa na rzecz zrównoważonego i elastycznego rynku gazu. W kolejnych latach będziemy świadkami powstawania nowych gazociągów oraz rynku LNG – powiedział Norweg. Podkreślił przy tym, że nowe gazociągi takie jak Nord Stream 2 i Baltic Pipe powinny opierać się na silnych przesłankach merytorycznych i analizach ekonomicznych. – To ważne, aby politycy nie sterowali rynkowymi mechanizmami. Jeśli one zadziałają, ropa, gaz i energia elektryczna będą płynąć. Najszybszą drogą do osiągnięcia efektywności energetycznej i zmniejszenia emisji jest użytkowanie gazu, przykładem jest Wielka Brytania, ale także USA czy Chiny. Dodał, że przy rosnącym udziale OZE, muszą one mieć stabilne zabezpieczenie na wypadek, kiedy nie wieje wiatr i nie świeci słonce, takim źródłem może być gaz – zakończył.

Baltic Pipe to game changer

Jak powiedział kolejny panelista, Piotr Naimski, Pełnomocnik Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej, Baltic Pipe to game changer dla Europy Środkowej.  – Połączy Norweski Szelf Kontynenty przez Danię, Morze Bałtyckie z Polską, a także z krajami, chcącymi być odbiorcą gazu poprzez polski system przesyłowy, takimi jak Ukraina, Słowacja, Czechy czy Litwa. Pozwoli na dostawy gazu, czyniące nas niezależnymi. To krok w stronę oderwania się od przeszłości postsowieckiej i droga ku normalności.  Suwerenność w dostawach gazu to jeden z wyznaczników bezpieczeństwa. Teraz polski system przesyłowy łączymy z europejskim niezależnie od presji politycznej. Nie ma lepszego miejsca, aby to powiedzieć niż tu w Norwegii. Gazociąg stanie się częścią systemu bezpieczeństwa Europy. Projekt ten ma charakter strategiczny i ma też oczywiście duże znaczenie ekonomiczne. Rozpoczęliśmy grę rynkową na rynku gazociągów i LNG. To realna konkurencja, nie będziemy stosować od góry narzuconych przez monopolistów cen. Morze Bałtyckie to nie granica, a miejsce łączące Danię, Polskę, Szwecję, a także Norwegię poprzez połączenie trzech operatorów, norweskiego Gassco, duńskiego Energniet. dk i polskiego Gaz-Systemu – zakończył.

Miliardy inwestycji w Bramę Północną to mniejszy koszt niż brak dywersyfikacji

Tomasz Stępień, prezes Gaz-System przypomniał, że Baltic Pipe to w istocie 5 elementów, 3 po stronie duńskiej w tym spinki do norweskiego systemu oraz 2 po stornie polskiej, w tym tłocznia gazu, którą będzie trzeba wybudować. Powiedział, że pod koniec listopada operatorzy sieci przesyłowych w Polsce i w Danii podpisali umowy inwestycyjne na realizację projektu. Ostatnie pozwolenie powinno zostać przyznane w kwietniu 2020 roku i wówczas ma także ruszyć budowa, a oddanie do użytkowania ma mieć miejsce w październiku 2022 roku.

Dodał, że podstawy projektu to bezpieczeństwo, pewność dostaw i ekonomia. Przypomniał, że w 2009 r. 90 proc. sprowadzanego gazu pochodziło ze wschodu. Jednak od tamtego czasu pojawiły się połączenia międzysystemowe oraz terminal LNG. Pojawią się także połączenia ze Słowacją i Litwą, jak również z Ukrainą i Czechami, choć tam nie ma jeszcze decyzji inwestycyjnych.

Wspomniał, że Polska przez ostatnie lata zmagała się z nieplanowanymi przerwami w dostawach gazu, a krytycznym rokiem był 2006, kiedy w środku zimy przez 10 dni nie otrzymywała gazu, ponieważ pojawiły się problemy po stronie wschodniej, nasz kraj nie był gotów na odbiór gazu z innych kierunków.

Dodał, że jeszcze klika lat temu Polska nie mając dostępu do zachodniego systemu przesyłowego, przepłacała za gaz ze wschodu rocznie od 100 – 200 mln dolarów.

Połączenia z naszymi sąsiadami to także danie wyboru odbiorcom gazu. Kiedy osiągniemy poziom, gwarantujący bezpieczeństwo i wybór to wówczas te koszty znikną. Ogranicza nas klauzula take or pay zawarta w kontrakcie jamalskim. Koszt braku dywersyfikacji jest większy niż inwestycji, które trzeba będzie poczynić. Chcemy wydać łącznie na budowę Baltic Pipe, nowych gazociągów, rozbudowę terminala LNG ok 4 mld euro. To cały czas mniej niż koszty, które ponosimy w wyniku braku dywersyfikacji.

Stępień: Baltic Pipe to szansa na bezpieczeństwo energetyczne Europy Środkowo-Wschodniej

Baltic Pipe to dla Danii niższe koszty utrzymania infrastruktury i bezpieczeństwo

Torben Brabo, z duńskiego  operatora sieci przesyłowej Energinet.dk podkreślił, że Baltic Pipe ma wiele celów, bo skupia wiele krajów. Dla Polski to bezpieczeństwo dostaw, dla Danii będzie mieć korzyści społeczne i rynkowe. To redukcja taryf, obniżenie kosztów dla duńskich firm i gospodarstw domowych. Zapewnił, że także dla Danii gaz może być wsparciem zielonej energetyki, niezależnie od głosów, które podważały sens budowy tego projektu. Wspomniał także, że siecią gazową będzie można także przesyłać wodór, który może być paliwem przyszłości.  – Baltic Pipe jest projektem, który może nas przybliżyć do wypełnienia postanowień szczytu klimatycznego w Paryżu z w 2015 roku – powiedział Brabo.

Dodał, że przez 3 lata Dania nie będzie odbierać gazu z duńskiego złoża Tyra, a w 2022 będzie szansa, aby gaz z Norwegii docierał także i do Danii. Baltic Pipe pozwoli również połączyć gazowe rynki Szwecji i Danii. Wspomniał, że w Polsce sytuacja na rynku energetycznym, wynika także z regulacji dotyczących magazynowania gazu. – Z tego co wiem z rozmów z naszymi partnerami po 2022 roku, kiedy powstanie Baltic Pipe i zostanie zapewnione bezpieczeństwo dostaw, rynek zostanie ponownie otwarty.  Zwrócił uwagę na zmianę nastawienia do projektu gazociągu, jaka nastąpiła w w polski parlamencie, który w 100 proc. jest za Baltic Pipe.

Gazu z Norwegii starczy na dekady

Frode Leversund przedstawiciel norweskiego operatora sieci przesyłowej, Gassco przypomniał, że Norwegia wciąż jest stałym i jednym z najważniejszych dostawców gazu do Europy, a jej zasoby pozwolą na stabilne dostawy jeszcze przed dekady. Pochwalił się także rekordowym przesyłem gazu. 31 stycznia gazociągami z Norwegii do Europy przesłano 356 mln m3 surowca. Poprzedni rekord dostaw wynosił 355 mln m sześciennych i padł w styczniu 2017 roku. Laversund powiedział, że nowe technologie oraz strategie pozwalają na wydobycie ropy i gazu także ze złóż już wyczerpanych lub dojrzałych, co pozwoli na stabilne wydobycie ropy i gazu z pewnością jeszcze przez kolejne 10 lat. Największy potencjał na odkrycie nowych złóż, ma w tym momencie Morze Norweskie – dodał.

LNG  jest tańsze od gazu od Gazpromu o 20-30 procent

Marek Woszczyk, dyrektor firmy PGNiG Upstream Norway, należącej do Grupy PGNiG, powiedział, że patrząc na prognozy zużycia gazu w Polsce, wrośnie ono z 17, 3 mld m sześciennych w 2019 roku do 22,8 mld m3 w 2040. – Oczekuje, się, że sektor wytwarzania energii elektrycznej będzie odpowiadał za 85 proc. wzrostu zapotrzebowania na gaz między 2018, a 2040 rokiem. Polska w związku celami polityki klimatycznej musi zmniejszać ślad węglowy, a gaz jest pierwszą opcją wyboru zwłaszcza w obliczu rosnącego zapotrzebowania na energię. Gaz to także alternatywa w transporcie dla paliwa CNG. Woszczyk powiedział, że PGE, największy producent energii elektrycznej w Polsce chce zbudować 2 bloki gazowe, blisko terminalu w Świnoujściu.  Wspomniał również o programie gazyfikacji, który zakłada objęciem nią aż 90 proc. obszaru kraju do 2022 roku i o realizacji budowy dwóch bloków gazowych w Żeraniu i Stalowej Woli we współpracy z Tauronem.

Mówił również, iż możliwości importowe z kierunku wschodniego stanowiły w 2017 roku 78 proc. spośród wszystkich możliwości. Pozostałe to import z zachodu i terminal LNG. W 2022 roku import z kierunku wschodniego ma wynieść już 23 proc., a z Baltic Pipe 18 proc. Pozostałe kierunki to terminal LNG i kierunki południowe.

Podkreślił, że strategia jego obecnej firmy obejmuje akwizycję nowych złóż, przejście do fazy operacyjnej, partycypowanie jako operator oraz realizację projektów infrastrukturalnych. Przypomniał, że w styczniu PGNiG pozyskało udziały w trzech koncesjach, w tym dwóch jako operator.

Firma chce zwiększyć wydobycie i udział w nowych koncesjach i przez kolejne 20 lat dostarczać gaz z Norwegii do Polski. Obecnie w Norwegii spółka wydobywa 0,5 mld m sześciennych surowca, a po 2022 roku ma to być 2,5 mld m sześciennych.

Woszczyk przedstawił również portfolio LNG firmy. – Do 2023-2024 roku PGNiG będzie mógł importować ok. 10 mld m sześciennych gazu – powiedział. Podkreślił, że LNG sprowadzane przez PGNiG jest konkurencyjne względem kontraktu, na mocy którego Polska odbiera gaz ze wchodu na poziomie ok.20 – 30 proc.

Podkreślił, że zasoby wydobywcze z pola Skarv  starczą na 6 lat, kiedy rozpoczynało się wydobycie z tego pola wydobywano 1 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej. Prognozowano, że wystąpi naturalny spadek, ale nadal wydobywa się tyle, ile na początku. Woszczyk przyznał, że o ile wydobycie ropy w Norwegii to już powoli pieśń przeszłości, to jeśli chodzi o gaz wciąż istnieje duży potencjał i może być ono na stabilnym i wysokim poziomie.