Kłysiński: Gra na przeczekanie na Białorusi (ROZMOWA)

20 sierpnia 2020, 07:30 Bezpieczeństwo
Kamil Kłysiński
Kamil Kłysiński: Grafika: BiznesAlert.pl

Władza na Białorusi gra obecnie na przeczekanie – mówi Kamil Kłysiński z Ośrodka Studiów Wschodnich w rozmowie z BiznesAlert.pl. – Taktyka odczekania na wygaśniecie protestów chyba nie przynosi oczekiwanego skutku – konstatuje.

BiznesAlert.pl: Taktyka pacyfikacji protestów zastosowana przez reżim Łukaszenki nie przyniosła oczekiwanych skutków. Protesty trwają, przybrały inne formy, nawet bardziej bolesne niż same uliczne demonstracje. Jaki wachlarz możliwości pozostał w rękach władzy?

Kamil Kłysiński: Władza gra obecnie na przeczekanie. Nie wydaje się aby ta strategia była słuszna, wszystko jeszcze oczywiście jest możliwe, ale widoczna jest z pewnością determinacja ludzi do kontynuacji protestów, do wychodzenia na ulicę i domagania się swojego. Poczuli „siłę i czas”, cytując znaną pieśń „Mury”, nota bene  już podczas kampanii wyborczej  utwór wykonywany wcześniej w Polsce przez Jacka Kaczmarskiego, wybrzmiewał w bardzo udanej białoruskiej aranżacji. Ludzie czują tą „siłę i czas”, czują że to jest ten moment w którym może nastąpić jakaś zmiana. Pomaga w tym bezradność przedstawicieli władz, anachroniczność argumentacji i brak treści w niej. Slogany o zagrożeniu zewnętrznym, o powrocie biedy z lat dziewięćdziesiątych nie działają na społeczeństwo. Dlatego taktyka odczekania na wygaśniecie protestów chyba nie przynosi oczekiwanego skutku. Owszem obserwujemy od dwóch dni spadki liczebności demonstracji, ale to może być spowodowane zwyczajnie w świecie czynnikami takimi jak tydzień roboczy a nie wolny weekend. Mimo to wciąż widać determinację.

Istnieje ryzyko, że władze wciąż powrócą do represji, czyli pacyfikacji demonstracji oraz wywierania presji na zbuntowanych robotników, widząc bezskuteczność prowadzenia dialogu w rozumieniu władzy,  gdykolejni urzędnicy spotykają się z m.in kolektywem robotniczym. Idealnym przykładem takiej porażki była wizyta Łukaszenki w zakładzie zbrojeniowym MZKT, w którym  zebrani pracownicy zakrzyczeli jego wystąpienie. To pokazało, że autorytetu wśród robotników Łukaszenka już raczej nie ma. W związku z tym, jeżeli te wizytacje nie zadziałają to następnym krokiem może być sięgnięcie po pałkę. Po instrument, który wie, że może zadziałać. Mimo, iż na samym początku nie osiągnął skuteczności to jednak władza jest zdesperowana a Łukaszenka chce się bronić do końca, więc ryzyko  powrotu do rozwiązań siłowych wciąż istnieje.

Jak Rosja nastawia się do wydarzeń na Białorusi? Wydaje się, że wyciągnęła pewne wnioski z zero jedynkowego wsparcia sił prorosyjskich na Ukrainie. Co Rosja może zrobić?

Rosja w czasie kampanii wyborczej i po niej prowadzi politykę dość inteligentną, co trzeba przyznać i  jest to pewne novum. Na razie nie jest to działanie zero jedynkowe jak Pan to ujął. Brakuje działania na oślep, prężenia muskułów i krzyczenia, że coś jest „nasze”  i nasze pozostanie, co było widoczne w przeszłości. Teraz Rosja zajęła postawę wyczekującą. I to się jej do pewnego momentu opłacało. Moskwa liczyła bowiem, że osłabiony Łukaszenka, który brutalnie spacyfikuje protesty pozostanie sam na sam wobec rosyjskiej presji, wywieranej w celu wymuszenia pogłębionej integracji w ramach państwa związkowego. Nikt nie spodziewał się takiej siły opozycji, takiego społecznego gniewu.

Rosja stoi teraz przed wyzwaniem kogo i kiedy ma w tym wszystkim poprzeć. Tak, aby obronić swoje interesy. Pytanie czy poprzeć Łukaszenkę, który jest bardzo słaby, bez legitymacji społecznej, i wejść z interwencją zbrojną, czego oczekuje sam prezydent Białorusi, czy wyczekać i zobaczyć jak potoczą się wydarzenia dalej. Na Kremlu na pewno teraz rozpatrywane są różne plany i w zależności od tego kto i jak je przedstawia mają one różny rozdźwięk. Od tych ”jastrzębich”, które wzywają do szybkiej i zdecydowanej interwencji i pomocy Łukaszence do tych „gołębich”, które każą wyczekiwać odpowiedniego momentu do dobicia politycznego targu przy stole. Trzeba pamiętać, że sukces rewolucji nie jest na rękę samej Rosji. Łukaszenka może krnąbrny, kłótliwy ale jest jednak politykiem przewidywalnym i wygodnym dla Moskwy.

Czy widzi Pan symptomy erozji systemu władzy na Białorusi? Nie ma na razie licznych wolt stronników Łukaszenki ze służb czy czynnych polityków i urzędników wysokiej rangi.

Patrzę na to na razie ostrożnie. Ten reżim upada, ale robi to bardzo powoli. Powiedziałbym, że po białorusku. Czyli w sposób powolny, ostrożny, ewolucyjny. Tak powolny proces wcale nie gwarantuje sukcesu, ze skończy się to w taki sposób jak niektórzy oczekują. Ten reżim może długo trwać w takich warunkach. To też jest charakterystyczne dla Białorusi, czyli sztuka przetrwania, cierpliwości i wyczekiwania. Pęknięć na nomenklaturze wysokiego szczebla nie widać, nie potwierdziły się pogłoski o dymisji ministra spraw zagranicznych Władimira Makieja.

A to za sprawą Makieja do czasu wyborów następowała odwilż w relacjach z Unią Europejką. Nie potwierdziły się pogłoski o poparciu demonstrantów przez byłego premiera Sergieja Rumasa. Mamy dymisje, odejścia ze służby na średnim i niskim szczeblu. W MSZ dyrektor departamentu, ambasador na Słowacji, są zwolnienia kilkunastu milicjantów służby czynnej, głównie niskich szczebli chociaż wśród nich jest jeden podpułkownik z Lidy. Ale generalnie nie są to wielkie pęknięcia. Wciąż jeszcze nomenklatura wyczekuje. Boi się chaosu, może niespecjalnie wierzy w Łukaszenkę ale on im gwarantuje stabilność. Ostatnie nagrody dla kilkuset OMONowców, czy brak dymisji szefa MSW to jest tez sygnał, że Łukaszenka trzyma stronę służb porządkowych. Nie chce ich drażnić i prowokować. Nomenklatura ogólnie zachowuje spoistość.

Najbardziej posypała się lojalność aparatu propagandy. Słyszymy o strajkach w radio, w telewizji państwowej czy agencji prasowych. Ta propaganda słabnie, choć władze stopniowo przywracają kontrolę nad jej funkcjonowaniem.

Czy Rosja będzie chciała rozmawiać z Zachodem o przyszłości Białorusi?

Temat białoruski z pewnością pojawia się w rozmowach Putina z liderami państw europejskich natomiast nie oznacza to, że będzie podjęta wspólna gra. Rosja nie jest skłonna do tego, aby kogolwiek z „zewnątrz” dopuścić do ustaleń, woli działać po swojemu. Rosja tak jak Łukaszenka uważa, że Zachód i tak zbyt mocno ingeruje w sprawy wewnętrzne Białorusi poprzez np. dawanie schronienia liderom opozycji, tworzenie własnego przekazu medialnego do Białorusinów czy też wsparcie finansowe różnych fundacji. Rosja będzie więc prowadzić swoją politykę, i na pewno już różne działania są podejmowane, o których my jeszcze możemy nie wiedzieć.

Rozmawiał Mariusz Marszałkowski