Na Dolnym Śląsku nie ustają alarmy dotyczące bakteriologicznego zanieczyszczenia wodociągów w kolejnych kilku miejscowościach. Ich usuwanie jest pasywne i skupia się na eliminacji ich skutków, a nie przyczyn. Popularnym sposobem likwidacji tego zagrożenia jest chlorownie wody, która ze względów smakowych z trudem nadaje się wtedy do spożycia.
Tym razem zanieczyszczenia wodociągów objęły miejscowości w powiecie wrocławskim i na przedmieściach Wrocławia, które zaopatrywane są z własnych wodociągów. Lokalne media informują, że od 22 października mieszkańcy kilku miejscowości w gminie Siechnice, m.in. Świętej Katarzyny, Radwanic, Sulęcina i części Siechnic – nie mogę spożywać wody ani z niej korzystać do mycia i prania.
Zaniepokojeni mieszkańcy
Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny we Wrocławiu ogłosił, że woda z wodociągu Święta Katarzyna jest niezdatna do użycia. W próbce pobranej 21 października wykryto przekroczenie dopuszczalnej liczby bakterii grupy coli. W Świętej Katarzynie zwiększono poziom chloru, aby wyeliminować ewentualne zanieczyszczenia biologiczne. Radwanice zasilane są teraz w całości z sieci MPWiK Wrocław, a Grodziszów, Sulęcin i Sulimów ze stacji w Groblicach.
Publikowane są głosy mieszkańców podwrocławskich osiedli, którzy zauważają, że trochę to dziwne, że przez poprzednie lata nie było tego problemu, a na przestrzeni ostatniego miesiąca mamy lawinę takich przypadków. Miesiąc temu Jordanów i okolice, w zeszłym tygodniu okolice Oławy, teraz Siechnice. Nie wiadomo, czy to zbieg okoliczności czy zmieniła się metodologia badania wody, a może to po prostu nastąpił pogarszający się stan ujęć wody? Jest to bardzo niepokojące zjawisko a jego skala jest coraz większa. Mieszkańcy, którzy zostali dotknięci tym zakazem pytają też, jak to się stało i dlaczego nikt tego nie wyjaśnia ani bada? Padają też pytania, co będzie jeżeli zostanie tym dotknięty wrocławski wodociąg MPWiK?
Metody zwalczania zagrożenia nie każdemu się podobają
Standardowe zapobieganie tego typu skażeniom polega nie na usuwaniu ich przyczyn, ale na likwidacji skutków. Te zaś jak wspomniano w dłuższej perspektywie polegają na chlorowaniu wody. Pierwiastek ten zabija wszelkie organizmy i dla pijącego wodę ma smak picia roztworu chemicznego, co dla wielu ludzi nie jest zachętą do jej spożywania.
Wrocławskie wodociągi, pozornie są również narażone na podobne skażenia, gdyż pobierają one wodę z Doliny Odry, która od dawna jest infiltrowana zanieczyszczeniami przemysłowymi z Górnego Śląska. Tu jednak miasto zainwestowało w ozonowanie wody dostarczanej do sieci. Proces ten nie zmienia smaku wody, a jednocześnie nie dopuszcza do jej bakteriologicznego skażenia. Niszczą wszelkie bakterie.
Koszty większe niż w Nowym Jorku
Dlaczego inni nie naśladują Wrocławia? Zapewne chętnie by to zrobili, ale na przeszkodzie stoją koszta, na które tylko wielki Wrocław może sobie pozwolić. Zakupiona dla tego miasta francuska instalacja ozonowania wody kosztuje miliony dolarów, a jej utrzymanie też nie jest tanie. W sumie Wrocław, jako miasto ma czystą wodę, ale nie za darmo. Jej koszt dostawy jednego metra sześciennego wody jest droższy aniżeli w tak dużej aglomeracji, jak Nowy Jork.
Adam Maksymowicz


