font_preload
PL / EN
Środowisko 18 lipca, 2018 godz. 7:31   

Perzyński: Dieselgate szaleje, a Niemcy mają już dość

dieselgate diesel niemcy spaliny protest Protest przeciwko Dieselgate. Źródło: Flickr

Zaczęło się od artykułu Bild am Sonntag, potem temat przejęły inne media: Opel również ma nieczyste sumienie w sprawie czystości swoich silników. Wiadomość ta jest tyleż smutna, co dająca się przewidzieć, bo skoro oszukiwały Volkswagen, Audi i Mercedes, to dlaczego miałby tego nie robić Opel. Uderza to jednak w dwa mity: jakości niemieckiej motoryzacji i postępów polityki klimatycznej – pisze Michał Perzyński, redaktor BiznesAlert.pl.

Opel – nowy podejrzany

Wprawdzie federalne ministerstwo ruchu drogowego do czasu złożenia zeznań nie chce jednoznacznie stwierdzać, czy i w jakim stopniu Opel był winny za usterkę systemu oczyszczania spalin w swoich samochodach, ale do opinii publicznej przedostał się komunikat, że nawet koncern z Rüsselsheim am Main był zaangażowany w dieselgate. Chodzi o 60 tysięcy pojazdów modeli Cascada, Zafira i Insignia produkowanych w latach 2013-2016, które emitowały dziesięciokrotnie więcej tlenków azotu, niż było to dopuszczalne. 

Opel również kłamał w sprawie spalin? Dieselgate zatacza coraz szersze kręgi

Dieselgate a miejsca pracy

Sprawa dieselgate jest w Niemczech tematem nośnym, bo pokazuje pewną sprzeczność. Oto główny towar eksportowy niemieckiej gospodarki, który w znacznej mierze przyczynił się do niemieckiego cudu gospodarczego, od lat okłamywał swoich klientów, którym zależało, by ich diesle były przyjazne dla środowiska, a nawet dopuszczał się mrożących krew w żyłach eksperymentów na zwierzętach, mających sprawdzić toksyczność spalin.

Trybunał Sprawiedliwości oceni Dieselgate i testy na zwierzętach

Z drugiej strony mamy konkretne deklaracje i działania ze strony rządu, który wobec nieuczciwych koncernów przyjął strategię twardej gry: straszy wysokimi karami, odpowiednie organy wzywają prezesów na liczne przesłuchania, kolejne miasta wprowadzają zakaz wjazdu dla samochodów ze starymi silnikami wysokoprężnymi. Trzeba jednak pamiętać, że Niemcy są jednym ze światowych liderów branży motoryzacyjnej, która zatrudnia ogromne rzesze ludzi w kraju i w Europie, więc ich poważniejsze kłopoty, czy nawet ewentualne zwolnienia spowodują poważne szkody dla całej gospodarki.

Co dalej z polityką klimatyczną?

Chociaż aktualna umowa koalicyjna CDU-CSU-SPD rewiduje pierwotne cele niemieckiej polityki klimatycznej, to redukcji emisji gazów cieplarnianych i wywiązania się z zobowiązań Porozumienia paryskiego oczekuje znaczna większość społeczeństwa. Stąd bierze się determinacja administracji rządu kanclerz Merkel w pociąganiu przedsiębiorstw do sprawiedliwości. Łatwiej jest jednak zarządzać konfliktem w kontrowersyjnej sprawie i zrobić z Volkswagena, Audi, Mercedesa i BMW kozły ofiarne, ale kto dzisiaj pamięta rządowe plany o milionie aut elektrycznych na niemieckich drogach do 2020 roku? Gdyby zostały one potraktowane z należytą powagą i poparte propozycjami konkretnych rozwiązań, być może nie mówilibyśmy dziś o aferze dieslowej.

Wiarygodność: rzecz bezcenna

Ostatnie miesiące były w Niemczech trudne. Stopniowa utrata autorytetu w Unii Europejskiej, znalezienie się w politycznym klinczu między USA a Rosją, wewnętrzny kryzys polityczny spowodowany migracją, aż w końcu haniebne i bezprecedensowe (jak dla niemieckiego kibica) odpadnięcie Die Mannschaft z mundialu sprawiło, że media mówią o ogólnonarodowym zmęczeniu, a tygodnik Der Spiegel nawet zatytułował okładkę „To był kiedyś silny kraj”, opisując również jak boleśnie dieselgate uderzyła w motoryzację, wizytówkę niemieckiej gospodarki.

Niemcy jak mało kto wiedzą jak wychodzić z kryzysów i opresji, i ile kosztuje to sił. Czas pokaże jak długo tutejsi politycy i koncerny będą odzyskiwać to, czego kupić się nie da: wiarygodności i reputacji.