Fedorska: Gaz oprócz węgla na celowniku aktywistów w Niemczech

29 września 2020, 07:30 Energetyka
Protest Ende Gelande
Protest Ende Gelande. Fot. Wikimedia Commons

Aktywiści z grupy Ende Gelände protestują przeciw spalaniu węgla i coraz częściej sprzeciwiają się wykorzystaniu gazu w energetyce. W ostatni weekend września Ende Gelände wraz z innymi grupamimi zebrali blisko 3000 osób, które przeprowadziły akcje protestacyjne w regionie Nadrenii – pisze Aleksandra Fedorska, współpracowniczka BiznesAlert.pl.

Węgiel na celowniku

Ende Gelände to organizacja znana głównie w kontekście konfliktu z koncernem energetycznym RWE o Hambacher Forst. W ostatnim czasie aktywiści znacznie rozszerzają pole działania i coraz mocniej krytykują tendencje niemieckiej energetyki, która z węgla przechodzi na gaz. Kolejna zmiana to szersza współpraca z organizacjami spoza środowiska – tak jak współpraca z Fridays For Future realizowana jest już od lat, tak teraz alians z grupami kościelnymi i lokalnymi działaczami wiejskimi to coś nowego.

Punktem zapalnym nadal jest działanie koncernu RWE w Nadrenii. Mimo że konflikt o wycinkę lasu w Hambach został zażegnany, region Nadrenii zostaje obszarem spornym. RWE zdecydował bowiem o poszerzeniu eksploatacji odkrywkowej węgla brunatnego na terenie Garzweiler II. Aktywiści oraz duża część niemieckiej opinii publicznej uważają tę decyzję za sprzeczną z zawartym porozumieniem o wyjściu Niemiec z węgla do 2038 roku. Koncern zaznacza jednak, że węgiel brunatny z Garzweiler jest konieczny do utrzymania stabilności energetycznej kraju.

Poszerzenie eksploatacji odkrywkowej w Garzweiler ma szerokie konsekwencje infrastrukturalne, zakładające między innymi likwidację wsi Keyenberg, Lützerath oraz czterech mniejszych osad. To właśnie w związku z tym od paru miesięcy dochodzi do współpracy między lokalnymi grupami sprzeciwu i aktywistami spoza regionu. Do współpracujących z Ende Gelände grup zaliczana jest Alle Dörfer bleiben, która ma na celu utrzymanie struktur miejscowości zagrożonych przez koncerny energetyczne, które od lat wykupują domy i parcele w celu ich późniejszego wyburzenia. Uwagę wielu niemieckich ekspertów zwrócił natomiast udział katolickiej grupy Die Kirche im Dorf lassen w wydarzeniach wrześniowego weekendu. Ende Gelände, a w szczególności jej berliński oddział, był ostatnio wiązany przez niemiecki Urząd Ochrony Konstytucji z lewicowym ekstremizmem. Die Kirche im Dorf lassen na swojej stronie internetowej opublikowała jednoznaczne wsparcie dla protestujących:

– W sobotni wieczór rozpoczynamy mszę świętą, której przedmiotem będzie nieposłuszeństwo obywatelskie. Obejmuje to także liturgiczne czuwanie nocną, w ramach którego w modlitwach i pieśniach solidaryzujemy się z tymi, którzy w tym momencie znajdują się w trakcie akcji protestacyjnej, w kotle lub w areszcie policyjnym. Każdy może nam towarzyszyć, dołączyć i jeśli zachce – wrócić.

W sobotę 26 września blisko 3000 aktywistów podzieliło się na 14 „palców” (ang. fingers), które miały odrębne cele. W ciągu tego dnia „palcom”, mimo wzmożonej obecności policji i prywatnych firm ochraniających obiekty należące do RWE, udało się wtargnąć na teren kopalni, elektrowni węglowej w Weisweiler, elektrowni gazowej Lausward oraz w porze wieczorowej także na teren budowy gazociągu Zeelink i na tory kolejowe, które są ważne dla transportu węgla.

Gaz na celowniku

Infrastruktura gazowa została po raz pierwszy obiektem protestu tej organizacji. Dotychczas Ende Gelände koncentrowała się głównie na węglu. Tym razem blisko 250 aktywistów (w niektórych relacjach podawana jest liczba 150 osób) zablokowało wjazd na teren elektrociepłowni gazowej Lausward. To jedna z największych elektrociepłowni w tym regionie, która nie należy do koncernu RWE, tylko jest własnością miasta Düsseldorf i koncernu EnBW. Lausward to jedna z wielu elektrowni w tym regionie, które mają kontrakt z niemieckimi kolejami i dostarczają im prąd. Inną bardzo znaną elektrociepłownią produkującą prąd dla kolei niemieckich jest Datteln 4.

Protest na budowie gazociągu Zeelink, który ma połączyć belgijski  gazoport Zeebrügge z gęsto zaludnionym terenem Niemiec Zachodnich, Ende Gelände tłumaczy aspektami ochrony klimatu. Co prawda spalanie gazu powoduje jedną trzecią emisji dwutlenku węgla w porównaniu z węglem, ale wydobyciu i transportowi gazu ziemnego towarzyszą emisje metanu – gazu jeszcze bardziej szkodliwego dla klimatu. Ende Gelände sprzeciwia się inwestycjom w infrastrukturę gazową, gdyż jest to sprzeczne z deklaracjami kraju o neutralności klimatycznej.