Fedorska: Czy koszty Energiewende zniechęcają do wiatraków?

14 stycznia 2020, 07:30 Energetyka
Farmy wiatrowe w Niemczech. Fot. GE
Farmy wiatrowe w Niemczech. Fot. GE

– Nie można wykluczyć, że wzrastająca niechęć do wiatraków to efekt nieprzemyślanego przełożenia kosztów Energiewende na prywatnego konsumenta energii elektrycznej w Niemczech – pisze Aleksandra Fedorska, współpracownik BiznesAlert.pl.

Problemy farm wiatrowych w Niemczech

W końcu 2018 roku w Niemczech pracowało 29 213 turbin wiatrowych onshore. W 2019 roku przybyło ich zaledwie 276 o łącznej mocy 940 MW, jak podaje gazeta Süddeutsche Zeitung z 11. stycznia. Jest to najgorszy wynik od 1998 roku. W 2018 roku powstało ich 743, a w 2017 aż 1792.

Jako główny powód drastycznego spadku budowy farm wiatrowych w 2019 roku branża wiatrowa podaje protesty lokalnych społeczności i związane z tym procesy, w których ostateczne wyroki zapadają dopiero po wielu latach. Znacznie rzadziej mówi się natomiast o coraz bardziej odczuwalnej dla mieszkańców terenów północnych Niemiec, gdzie stoi najwięcej wiatraków, ingerencji w krajobraz i życie ludzi tam mieszkających. W Nordfriesland, powiecie położonym w Szlezwiku-Holsztynie, nad Morzem Północnym, wiatraki stały się nieodłącznym elementem krajobrazu. Gdy na początku lat 2000. powstawały tam pierwsze parki wiatrowe, były to modele turbin takie jak Vestas V80 (Almdorf Struckum) lub Vestas V90 (Risum-Lindholm Dagebüll), nieprzekraczające wysokości 100 m.

W ostatnich latach w ramach repoweringu stawiane są natomiast coraz większe turbiny, takie jak n.p. Vestas V112, V114 czy Siemens SWT-3,2, których wysokość sięga 140 metrów. Wyższe turbiny są głośniejsze, bardziej widoczne i jeszcze bardziej ingerują w krajobraz. Coraz głośniejszy jest także protest ekologów, którzy zwracają uwagę na negatywne konsekwencje dla ptaków. Wcześniej pożądane turbiny wiatrowe stały się źle widzianym i niechcianym elementem niemieckich gmin i powiatów. Tym bardziej, że w mediach mówi się już o jeszcze wyższych turbinach, które wybudowano w Turyngii (238 m) i niedaleko Stuttgartu (246,5 m).

Zgoda na wiatraki za pieniądze?

Z początkiem 2020 roku niemieccy socjaldemokraci wyszli z inicjatywą płacenia mieszkańcom pieniędzy za zgodę na budowę farm wiatrowych na terenie ich gmin.  Matthias Miersch, wiceszef klubu poselskiego SPD w Bundestagu, jako pierwszy tłumaczył, że propozycja konkretnych premii pieniężnych powinna zapobiec protestom i fali procesów sądowych przeciw budowie turbin wiatrowych i linii wysokiego napięcia koniecznych do transportu prądu. Miersch wypowiedział się za bezpośrednimi rekompensatami i za możliwością finansowego udziału gmin w lokalnych parkach wiatrowych. Samorządy mogłyby w ten sposób liczyć na znaczne korzyści finansowe, które wesprą ich budżety.

Do tej dyskusji dołączył bawarski minister energii i gospodarki Hubert Aiwanger, który zasadniczo poparł pomysł SPD, zaznaczając jednak, że wypłacanie środków finansowych prywatnym osobom w zamian za ich poparcie to studnia bez dna. Natomiast współudział samorządów w projektach OZE i budowie związanej z tym infrastruktury jest wręcz wskazany. Aiwanger powołuje się na popularne w Niemczech spółdzielnie produkujące zieloną energię. Członkowie inwestują i mogą liczyć na zyski w skali roku rzędu pięć procent. Samorządy, inwestując dwa–trzy miliony euro, mogłyby w ten sposób zarabiać ponad 10 000 euro rocznie, stwierdził Minister. Za te pieniądze można by na przykład zatrudnić dodatkową opiekunkę w żłobku, co mogłoby pozytywnie wpłynąć na nastawienie mieszkańców gminy do budowy większych turbin. Także osoby prywatne powinny dostać możliwość współudziału, inwestując do 50 000 euro, i potem czerpać zyski rzędu pięć procent rocznie – powiedział Aiwanger w niemieckim radiu państwowym Deutschlandradio.

Koszty Energiewende

Niemieccy politycy wraz z branżą wiatrową starają się zepchnąć odpowiedzialność za drastyczny spadek budowy turbin wiatrowych na samorządy i obywateli. Jednak problem może leżeć głębiej. Wielu obywateli Niemiec popiera rozbudowę OZE i angażuje się w spółdzielnie energetyczne i podobne inicjatywy. Wielu z nich to wpływowi przedstawiciele klasy średniej z wyższym wykształceniem, postępowym światopoglądem oraz finansowymi możliwościami. Wzrastające ceny energii, które wraz z transformacją energetyczną wzrosły dla zwykłego gospodarstwa domowego o ponad 20 procent, są jednak odczuwalne dla emerytów, rodzin wielodzietnych oraz mieszkańców regionów mniej zamożnych, takich jak np. Nordfriesland.

Nie można wykluczyć, że wzrastająca niechęć do wiatraków to efekt nieprzemyślanego przełożenia kosztów Energiewende na prywatnego konsumenta energii elektrycznej w Niemczech. Może łatwiej jest mu protestować przeciw parkom wiatrowym i toczyć procesy z anonimowymi firmami niż wstrząsnąć systemem politycznym Niemiec. To może być cicha „Antyenergiewende” zwykłego Schulza i Möllera, którego nikt nie pytał o zdanie. Pospieszne plany kupowania poparcia dla OZE świadczą o niezrozumieniu problemu, który będzie w Niemczech narastał w miarę jak społeczeństwo coraz bardziej będzie odczuwało konsekwencje Energiewende.