Fedorska: Iskierka nadziei atomu belgijskiego

21 stycznia 2022, 07:25 Atom
Flaga Belgii. Źródło: freepik
Flaga Belgii. Źródło: freepik

W 2003 roku w Belgii przegłosowano ustawę o odejściu od atomu do 2025 roku. Wtedy jeszcze decyzja ta wydawała się fortunna politycznie, a jej realizacja na tyle odległa w czasie, że nikomu nie zagrażała, za to poprawiała wizerunek kraju, który chciał uchodzić za bardzo postępowy – pisze Aleksandra Fedorska, współpracownik BiznesAlert.pl.

Dziś do realizacji tej decyzji pozostało zaledwie trzy lata, a tymczasem belgijski atom nadal ma się całkiem dobrze. Elektrownie jądrowe Doel (3 GW) i Tihange (3 GW) są podstawą systemu energetycznego kraju. W 2021 roku wszystkie siedem reaktorów jądrowych w Królestwie Belgijskim pracowało z pełną mocą. Ich udział w produkcji energii elektrycznej wyniósł 52 proc., w porównaniu do 40 procent w 2020 roku. Mniej niż rok wcześniej wyniósł w 2021 roku wkład w produkcję prądu elektrowni gazowych, które odpowiadały za 25 procent miksu energetycznego. Udział offshore wyniósł 7,3 procent, energii słonecznej – 5,1 procent, onshore – 4,3 procent i biogazu 2,2 procent.

Ale to nie wszystko, bo Belgia zawdzięcza właśnie atomowi rekordowy eksport energii w zeszłym roku. W 2021 r. belgijski operator sieci energetycznej Elia zarejestrował historyczny rekord sprzedanego prądu – 21,7 TWh – o 59 procent więcej niż rok wcześniej. Przyczyną dobrej koniunktury dla belgijskich elektrowni jądrowych są oczywiście stosunkowo niskie koszty produkcji energii. Belgijski eksport prądu ma jednak też kontekst infrastrukturalny; Belgia jest od 2018 roku powiązana interkonektorem Nemolink z Wielką Brytanią, a od 2020 roku z Niemcami połączeniem ALEGro. To znaczy, że eksport prądu do tych krajów jest znacznie ułatwiony.

Polityczni decydenci w Belgii planują zastąpić 6 GW energii atomowej tego kraju po 2025 głównie elektrowniami gazowymi i energią wiatrową z offshore. W grudniu belgijski rząd, który składa się z siedmiu partii politycznych, uzgodnił, że odejście od atomu będzie kontynuowane, o ile uda się zastąpić moc elektrowni jądrowych. Powodem tej warunkowej deklaracji była postawa należącej do koalicji rządowej walońskiej partii MR, która chce kontynuacji produkcji prądu w elektrowniach atomowych po 2025 roku.

W miejsce elektrowni atomowych może wejść kilka elektrowni gazowych, które jednakże jeszcze nie wyszły poza etap planowania. Jedna z nich to elektrownia w Vilvoorde (0,8 GW) na terenie Flandrii. Ten projekt ma wsparcie finansowe, bo uczestniczył w pierwszej w kraju aukcji mocy na udostępnienie mocy wytwórczych (CRM). Vilvoorde nie posiada natomiast zezwolenia na budowę we Flandrii. Ewentualnymi alternatywami są projekty Seraing (0,9 GW) i Manage (0,9 GW) położone w walońskiej części kraju, które jednak nie mają środków z aukcji CRM. Z kolei projekt w Awirs (0,8 GW) zdobył środki w ramach aukcji, ale jest obciążony procesem z organizacją proklimatyczną o nazwie Dégaze/Tegengas. Awirs będzie emitował „2 000 000 ton CO2 rocznie, co stanowi prawie 17-krotność rocznej emisji gminy Flémalle”, argumentują aktywiści Tegengas na swojej stronie internetowej.

Awirs i Vilvoorde, których właścicielem jest francusko-belgijski Engie-Electrabel uzyskały razem miliard euro w aukcji mocy.

Wszystkie projekty gazowe w Belgii napotykają na sprzeciw aktywistów działających na rzecz klimatu, które używają haseł takich jak „Gaz to nowy węgiel” i „Zatruwacz otrzymuje miliard euro dotacji”.

– Doszliśmy do punktu, w którym zmiany klimatyczne naprawdę maja już miejsce. A jeśli nie chcemy przekroczyć niebezpiecznego limitu 1,5 stopnia globalnego ocieplenia, tak naprawdę nie ma miejsca na nową infrastrukturę kopalną – mówi Gert-Jan Vanaken, rzecznik grupy Tegengas.

Wiele wskazuje więc na to, iż jeśli w Belgii nie uda się zbudować wystarczającej mocy gazowej, która mogłaby zastąpić elektrownie jądrowe w tym kraju, to DOEl i Tihange nie będą wygaszone i będą funkcjonowały dalej.

Kostka: Skąd Polska weźmie uran do elektrowni jądrowych? (ANALIZA)