Francja chce wprowadzić rynek mocy od 2017 roku

13 października 2016, 07:15 Alert
Linie elektroenergetyczne energia

11 października Francja osiągnęła z unijnym regulatorem ds. pomocy publicznej techniczne porozumienie, co może zakończyć postępowanie w sprawie mechanizmu rynku mocy w tym kraju.

Formalne zatwierdzenie przez Brukselę może oznaczać, że francuski plan mający na celu zapewnienie rentowności mocy wytwórczych w celu uniknięcia blackoutu w trakcie szczytowego zapotrzebowania na energię elektryczną mógłby wejść w życie od stycznia – poinformował przedstawiciel francuskiego ministerstwa energetyki Julien Tognola.

– Komisja Europejska nie podjęła jeszcze formalnej decyzji, ale tak jak zawsze w tego typu przypadkach, zawsze staramy się uzyskać techniczną zgodę od unijnych organów zajmujących się ochroną konkurencji i taką otrzymaliśmy – powiedział Tongola.

Bruksela przeprowadziła wnikliwe dochodzenie w sprawie planów Paryża ze względu na obawy o to, że zawarte w nim rozwiązania będą faworyzować duże spółki energetyczne, jak EDF i Engie, dławiąc w ten sposób konkurencję.

Tongola stwierdził, że w ciągu ostatnich miesięcy Francja po rozmowach z unijnymi urzędnikami dokonała pewnych modyfikacji w swoim planie rynku mocy.

– Dzięki wspomnianym modyfikacjom znajdujemy się w komfortowej sytuacji. W ciągu kilku tygodni Komisja Europejska będzie w stanie wydać nam zgodę – powiedział polityk.

– Dlatego też przedstawiliśmy udziałowcom sektora energetycznego scenariusz, w którym zgodnie z planem rynek mocy wejdzie w życie od 1 stycznia 2017 roku i musimy zmierzać w kierunku tej daty – dodał.

Proponowany przez Paryż mechanizm będzie stosowany do finansowania nieefektywnych pod względem kosztów elektrowni, mających zapewnić energię w momencie szczytowego zapotrzebowania na nią.

– Mechanizm da uczestnikom rynku perspektywę utrzymania dotychczasowych mocy, jak również inwestowania w nowe, tak aby były one dostępne w trakcie zimowego szczytu zapotrzebowania na energię – uważa wiceprezes ds. spraw regulacyjnych w Engie Gilles le Mouillour.

Reuters/Piotr Stępiński