Turcy nie dołożą ani euro do budowy tureckiego odcinka gazociągu Turkish Stream. Te koszty bierze na siebie rosyjski Gazprom, inicjator projektu.
Spółka córka Gazpromu podpisała kontrakt na budowę naziemnej infrastruktury gazociągu Turkish Stream z brytyjską firmą Petrofac. Umowa jest warta 340 mln euro. Uwzględnia budowę naziemnych gazociągów i terminal do odbioru gazu w Turcji. Jego przepustowość ma wynieść 31,5 mld m sześc. rocznie. Ma być gotowy w grudniu 2019 roku. Gaz będzie do niego docierał dzięki pracy tłoczni Anapa w Rosji. Nie wiadomo kiedy ruszy jej budowa.
Ominąć Ukrainę
Gazprom informuje, że wybudował już 50 km gazociągu Turkish Stream. Projekt zakłada budowę jednej nitki o przepustowości 15,75 mld m sześc. rocznie do Turcji. Uwzględnia także możliwość budowy drugiej o analogicznej mocy, ale tylko po odnotowaniu zainteresowania na terenie Unii Europejskiej. Tymczasem Bruksela zablokowała poprzednika Turkish Stream, czyli South Stream, który miał kończyć bieg w Bułgarii. Powodem były zastrzeżenia odnośnie kontraktów i ich zgodności z unijnym prawem.
Krytycy Turkish Stream obawiają się, że posłuży – podobnie jak Nord Stream i planowany Nord Stream 2 na północny – do omijania w tranzycie dotychczasowych pośredników, jak Ukraina. Uderzyłoby to w stabilność ekonomiczną, a więc i być może polityczną tego kraju.
ZN.UA/Wojciech Jakóbik
Jakóbik: Turkish Stream z potoku w strumyczek. Turcja może ograć Rosję (ANALIZA)