font_preload
PL / EN
Energetyka Węgiel 12 lutego, 2018 godz. 7:30   

Baca-Pogorzelska: 13 mld zł na zamykanie kopalń

Grzegorz Tobiszowski fot. PGG

– Paradoksalnie rząd PiS, który w kampanii wyborczej zapowiadał, że nie będzie likwidacji kopalń wyda na ten cel najwięcej pieniędzy. Ale zwolenników radykalnych ocen – czy to w jedną, czy drugą stronę – przestrzegałabym przed nimi wyjątkowo – pisze Karolina Baca-Pogorzelska z Dziennika Gazety Prawnej.

Pomoc Komisji

Komisja Europejska zgodziła się, by likwidacja najbardziej nierentownych zakładów wydobywczych węgla kamiennego mogła być dotowana z budżetu państwa przez pięć kolejnych lat. Polska może wydać na ten cel kolejne 5 mld zł. Przypomnijmy, że w listopadzie 2016 r. Bruksela dała nam zielone światło na wydanie na ten cel do końca 2018 r. ok. 8 mld zł. Czas więc naglił, ponieważ nie było jasne, czy uda się wydłużyć te terminy. A sprawa jest o tyle istotna, że gdybyśmy nie mogli korzystać z pomocy publicznej na zamykanie kopalń, to kosztami tymi obarczone byłyby spółki węglowe. A to ostatecznie by je pogrążyło, bo każda likwidacja kopalni (biorąc pod uwagę zarówno świadczenia socjalne, jak i „zabiegi techniczne” trwające często jeszcze wiele lat po zaprzestaniu fedrunku) to lekko liczące kilkaset milionów złotych.

A że kopalnie mamy stare, złoża im się wyczerpują, albo okazuje się, że dalsze prowadzenie tam działalności w perspektywie kolejnych lat przy wysokich kosztach jest kompletnie nieekonomiczne, to nie ma się co dziwić, że maksymalne wydłużenie tego procesu z możliwością pomocy publicznej leży w naszym interesie. Trudno by bowiem było utrzymać rentowność spółek węglowych, którym bardziej niż restrukturyzacja pomagają na razie wysokie ceny węgla na globalnych rynkach, wymagając od nich jednocześnie finansowania likwidacji najsłabszych kopalń.

Osłony są potrzebne

Tak, wiem. Hejt na dotowanie górnictwa 3…2…1… Tylko jednak czym innym jest dopłacanie do wydobycia albo górniczych przywilejów w sytuacji, gdy spółki ledwo co niwelują straty z lat ubiegłych, a kompletnie czym innym program osłonowy w sytuacji likwidacji tysięcy miejsc pracy. Proszę bowiem pamiętać, że nie wszyscy górnicy z zamykanych kopalń znajdą zatrudnienie w innych. Byłoby to również bez sensu, bo w całym tym procesie chodzi nie tylko o mniejszą liczbę zakładów produkujących „czarne złoto”, ale także o redukcję zatrudnienia, co zresztą się dzieje. W ciągu kilku ostatnich lat zatrudnienie w sektorze węgla kamiennego w Polsce zmniejszyło się z ponad 105 tys. do 82 tys. osób. I nadal będzie spadać, podobnie zresztą jak produkcja.

Dlatego z dużym zaskoczeniem, ale naprawdę pozytywnym, przyjęłam piątkowe słowa wiceministra energii Grzegorza Tobiszowskiego, który podczas prezentacji strategii Jastrzębskiej Spółki Węglowej przypomniał, że 23 stycznia rząd przyjął trzywariantową strategię dla górnictwa węgla kamiennego (scenariusz zmniejszenia zapotrzebowania na surowiec, scenariusz jego utrzymania oraz wzrostu), jednak raczej będzie się skłaniał ku wariantowi minimum, ponieważ w perspektywie wciąż mamy rozwój energetyki atomowej. To bardzo ważne słowa ministra ze Śląska będącego jednocześnie rządowym pełnomocnikiem ds. restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego.

Nie da się dłużej zamiatać pod dywan

Nie ma się też co rozwodzić nad tym, że w kampanii wyborczej PiS mówił, że kopalń nie będzie likwidował, a być może będzie je usypiał/wygaszał/wyciszał* (*wybór dowolny). Po pierwsze – jeśli ktoś wierzy w zapewnienia z kampanii wyborczej bez przymrużenia oka i dzielenia tego przez dwa, to gratuluję optymizmu. A po drugie – mam wrażenie, że w sektorze węglowym PiS mimo wszystko nie do końca miał jasność, z jak dużym problemem przyjdzie mu się zmierzyć. Tak, powiem to: „przez 8 ostatnich lat” rządzący mieli problemy sektora węglowego głęboko w tyle… głowy. Bo jakoś to będzie. Bo zawsze jakoś tam było. Ale w końcu sprawa się rypła, bo problemów pod dywan nie dało się już dłużej zamiatać. PO i PSL przypomniały sobie o kopalniach w 2014 r. i czasu już po prostu zabrakło.

Gdy rozmawiałam niedawno z prof. Jerzym Buzkiem, europosłem i byłym premierem (jeszcze przed decyzją Brukseli o przedłużeniu pomocy publicznej) powiedział mi, że jeśli polski rząd przedstawi Komisji Europejskiej jasny plan naszego działania w restrukturyzacji sektora, to nie powinno być problemów z wydłużeniem stosownych zgód. Widocznie plan był przekonujący, skoro po raz drugi rządowi się ta sztuka udała.