Hołdys: Wulkaniczna elektrownia – Islandia nie przestaje zaskakiwać

4 kwietnia 2017, 10:45 Energetyka
Eyjafjallajökull_eruption_Fimmvörðuháls_crater_20100325
fot. Wikimedia Commons

To najgorętsza dziura dotychczas nawiercona przez człowieka. Rozgrzana przez wulkan para o temperaturze sięgającej 500˚C dostarczy mnóstwa energii – pisze Andrzej Hołdys, ekspert portalu WysokieNapiecie.pl

Geotermia nie jest niczym nowym, ale to, co postanowili zrobić Islandczycy, nie ma precedensu. Od sierpnia zeszłego roku do lutego tego roku uparcie wwiercali się do wielkiej komory magmowej zasilającej rozległy system wulkaniczny. Jak wiadomo, wulkanów na Islandii nie brakuje. Wyspa ta jest w całości ich dziełem. Leży bowiem okrakiem na Grzbiecie Śródatlantyckim, wzdłuż którego z wnętrza globu przeciska się ku górze magma, czyli gorąca materia skalna. Na głębokości kilku kilometrów tworzy ona zbiorniki zwane komorami magmowymi. Kiedy taki magazyn się wypełni, magma wypływa na powierzchnię, dając początek wulkanowi.

Dwa lata temu Islandczycy doszli do wniosku, że jeśli dowiercą się w pobliże jednego z takich zbiorników wulkanicznych, wówczas zyskają dostęp do olbrzymiego energetycznego eldorado. Potem trzeba tylko tę energię cieplną przemienić w energię elektryczną. Po trwających rok analizach uznali, że ich celem będzie komora magmowa zasilająca grupę niedużych (najwyższy Keilir ma 378 m n.p.m.) i względnie spokojnie zachowujących się wulkanów leżących na półwyspie Reykjanes w południowo-zachodniej części kraju. Po raz ostatni wybuchły one 700 lat temu.

Wiercenie ruszyło na początku sierpnia 2016 r. Dzięki wcześniejszym badaniom geofizycznym wiedziano, że mająca temperaturę nawet 1000˚C magma znajduje się na głębokości 5 km. Islandczycy założyli, że będą pokonywali miesięcznie około kilometra skał. W praktyce szło im nieco wolniej, więc cel osiągnęli od koniec lutego 2017 r. Zatrzymali się około 300 m powyżej komory magmowej, w strefie wypełnionej wodą morską, która przedostała się tu, wykorzystując szczeliny w dnie oceanicznym.

Właściwie nie jest to już woda, ale rozgrzana do temperatury około 500˚C para znajdująca się w stanie nadkrytycznym, w którym zanika różnica między fazą ciekłą i gazową. Ten ni to płyn, ni to gaz jest potencjalnie olbrzymim rezerwuarem energii. Tak olbrzymim, że – jak wynika z obliczeń naukowców – instalacja prądotwórcza podłączona do tego jednego odwiertu będzie miała moc 50 MW. Tyle wystarczy do zasilenia w energię 30-40 tys. islandzkich mieszkań. Elektrownia ma być gotowa w ciągu trzech lat.

Islandia już dziś cały swój prąd produkuje z energii odnawialnej, ale w trzech czwartych pochodzi ona z hydroelektrowni, a w jednej czwartej z konwencjonalnej geotermii.

O tym jaki był koszt wywiercenia tego otworu i czy będzie to opłacalne przeczytasz w dalszej części artykułu na portalu wysokienapiecie.pl