Jakóbik: Antykartel naftowy może uratować gospodarkę globalną, ale na razie mu się nie chce

25 listopada 2021, 07:35 Energetyka
Stacja benzynowa

– Niższe ceny paliw na stacjach dałyby ulgę gospodarkom importującym ropę zagrożonym kryzysem gospodarczym. Są jednak zagrożeniem dla potęg naftowych, które nie chcą odpuścić. Ten opór zostałby przełamany przez zdecydowaną akcję konsumentów baryłek pod wodzą USA, która póki co pozostaje niemrawa – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Konsumenci chcą tańszej ropy

Najwięksi importerzy ropy zdają się liczyć na stabilne odrodzenie popytu i domagają się zwiększenia podaży. Producenci porozumienia naftowego OPEC+ ostrzegają przed spadkiem popytu przez koronawirusa oraz kryzys gospodarczy i nie chcą mocniej odkręcić kurka w obawie przed nadpodażą. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Z polskiego punktu widzenia tańsza ropa dałaby niższe ceny paliw na stacjach i premie do rozwoju gospodarczego tak potrzebną w dobie widma kryzysu.

Inicjatywa USA polegająca na uwolnieniu dodatkowych 50 mln baryłek ropy ze Strategicznej Rezerwy Naftowej rozczarowała rynek. Departament Energii USA wypuści 32 mln baryłek ze Strategicznej Rezerwy Ropy w następnych kilku miesiącach i sprzeda kolejne 18 mln baryłek. Amerykanie mogli wysłać na rynek więcej surowca, w bardziej skonkretyzowanym terminie i zachęcić do tego samego innych konsumentów w Chinach, Indiach, Japonii, Korei Południowej, a może także w Wielkiej Brytanii. Póki co nie znaleźli naśladowców, poza wstępnymi deklaracjami części tych państw. Jeżeli pojawią się kolejne zdecydowane kroki, cena ropy może spaść na dłużej. Póki co odzyskała straty po wstępnych deklaracjach z USA.

Amerykanie oczekują, że zapotrzebowanie na ropę na świecie będzie stabilnie rosło wraz z odrodzeniem gospodarczym po trzeciej fali koronawirusa, któremu nie zagrozi czwarta. Czkawka produkcji, rosnące koszty jakiejkolwiek działalności wynikające z niewystarczającej podaży produkcji, w tym wydobycia ropy, podnoszą koszty baryłki oraz paliw na stacjach obniżając produkt krajowy brutto, a więc w rzeczywistości utrudniają odrodzenie ekonomii globalnej. Mają one dodatkowe znaczenie polityczne, bo uderzają w poparcie dla prezydenta Joe Bidena.

Producenci chcą petrodolarów

Potęgi naftowe porozumienia naftowego OPEC+ jak Arabia Saudyjska i Rosją mają inne zdanie. Ostrzegają, że odrodzenie gospodarcze może spowolnić wraz z czwartą falą koronawirusa, której wciąż nie przezwyciężają szczepionki, czego dowodem może być wprowadzenie ostrych restrykcji pandemicznych w Austrii oraz Niemczech, a także możliwość pojawienia się podobnych działań w innych krajach zachodnich, w tym w Polsce. Potęgi naftowe zarabiają na drogiej ropy gwarantującej coraz więcej petrodolarów do budżetu. To kolejny powód konsekwentnej odmowy podniesienia wolumenu, o który może rosnąć miesięcznie podaż ropy z OPEC+. Obecnie jest to 400 tysięcy baryłek na miesiąc do września 2022 roku.

OPEC+ obawia się także (słusznie lub nie), że dodatkowe baryłki wysłane na rynek przez klientów z Ameryki oraz Azji może wywołać nadpodaż sięgającą 1,1 mln baryłek dziennie, co wynika z dokumentu uzyskanego przez agencję Bloomberg. Liczy ona, że nadwyżka na rynku w grudniu sięgnie 400 tysięcy baryłek, w styczniu 2022 roku – 2,3 mln i 3,7 mln w lutym. Taka zmiana, dodatkowo połączona z ewentualnym spowolnieniem popytu w związku z restrykcjami pandemicznymi, może doprowadzić do skokowego spadku cen ropy, którego obawiają się producenci, ale z chęcią przyjmą je konsumenci liczący na premię tańszego paliwa do rozwoju gospodarczego. Pojawiły się sugestie, że OPEC+ powinien zareagować obniżką kwoty zaplanowanej na styczeń. Komisja techniczna ekspertów OPEC+ będzie rozmawiać 29 listopada. Połączona komisja monitorująca OPEC+ (JMMC) spotka się 30 listopada 2021 roku. Potem pierwszego i drugiego grudnia będą obradować delegacje krajowe tej grupy. W międzyczasie mogą pojawić się interwencje wspomnianych wyżej konsumentów ropy z użyciem ich rezerw.

Tania ropa naftowa jest zagrożeniem dla gospodarek uzależnionych od jej eksportu, czyli petrostates. Grupa największych producentów broni swych interesów, ograniczając podaż w obawie przed nowym kryzysem cen baryłki. Jednakże ten ulżyłby gospodarkom niezależnym od ropy, ale tracącym premię do wzrostu gospodarczego przez wysokie ceny paliw. Tylko zdecydowana współpraca konsumentów ropy może przełamać wpływ nowego kartelu OPEC+, możliwego następcy bliskowschodnio-afrykańskiego OPEC, który próbuje dyktować warunki.

Do odważnych świat należy

Warto zaznaczyć, że również producenci ropy mogą odnaleźć się w realiach tańszej baryłki. Według Rystad Energy granica opłacalności nowych projektów naftowych stale spada i sięgnęła 47 dolarów za baryłkę w 2021 roku, czyli o 8 procent w porównaniu z 2020 i 40 procent w porównaniu z 2014 rokiem. Wydobycie ropy łupkowej (np. w USA) obniżyło granicę opłacalności z 82 dolarów w 2014 roku do 47 w 2018 i 37 dolarów w 2021 roku. Te plany może zniweczyć mniejsza aktywność nafciarzy w wyniku kryzysu pandemicznego i gospodarczego dając spadek podaży za dekadę i później. Rystad Energy ostrzega, że spadek aktywności wywołany koronawirusem nakazał obniżyć prognozę podaży ropy łupkowej w USA, który wynosił w 2018 roku jeszcze 135 mln baryłek dziennie, a w 2020 i 2021 roku już odpowiednio 116 i 113 mln baryłek dziennie.

Kryzys nie zabije tych, którzy zechcą być elastyczni. Również potęgi naftowe mogłyby użyć obecnej sytuacji do uniezależnienia się od petrodolarów, ale problem polega na tym, że fundują one reżimy w Moskwie czy Rijadzie, a te nie mogą sobie pozwolić na rewolucję z dnia na dzień, która mogłaby je zdmuchnąć ze świecznika. Z tego względu OPEC+ będzie prawdopodobnie gnębić konsumentów ropy i nie pozwoli zbyt nisko spaść jej cenie. Oznacza to, że tańsze paliwa na stacjach pojawią się tylko w obliczu nowego spowolnienia gospodarczego wywołanego przez koronawirusa, o ile najwięksi konsumenci baryłek nie stworzą swoistego antykartelu naftowego, który przełamie opór producentów. Warto zaznaczyć, że tańsze paliwa dałyby wytchnienie gospodarkom Chin i USA, od których w coraz większym stopniu zależy globalny popyt na paliwa, więc w drodze sprzężenia zwrotnego nie pozwoliłyby spaść cenie ropy zbyt nisko. Polska powinna zatem kibicować antykartelowi, a bardziej długofalowo, także społeczeństwa krajów typu petrostates. Byłby to ból głowy jedynie dla satrapów zagrożonych utratą wpływów opłacanych środkami ze sprzedaży węglowodorów.

Jakóbik: Chaos kontrolowany na rynku ropy oraz niewiadoma w USA i Chinach (ANALIZA)