font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 8 grudnia, 2014 godz. 7:00   

Jakóbik: Pokłosie gazowej Jałty na Ukrainie

South Stream w Serbii Spawanie pierwszej rury South Stream w Serbii.

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Prezes Gazpromu Aleksiej Miller oświadczył w sobotę, że po ułożeniu nowego gazociągu z Rosji przez Morze Czarne do Turcji rola Ukrainy jako kraju tranzytowego przy dostawach rosyjskiego gazu do Europy „zostanie sprowadzona do zera” – podaje Polska Agencja Prasowa. Będzie tak w istocie, jeżeli Unia Europejska pominie Ukrainę w swoich planach energetycznych.

Aby zrozumieć konsekwencje taktycznego porzucenia South Stream dla Ukrainy, należy przedstawić cały kontekst gry o europejski rynek gazu.

Miller zauważył, że „Komisja Europejska faktycznie podarowała Turcji kurek gazowy”. „Sądzę, że Turcja wykorzysta to w swoim dwustronnym dialogu z Unią Europejską. A my zyskaliśmy nowego partnera strategicznego w gazowym biznesie” – dodał Rosjanin cytowany przez PAP. Rosyjski gazociąg South Stream ma zostać zastąpiony nową nitką Blue Stream do Turcji o identycznej przepustowości (63 mld m3). Póki co jest to jednak blef, ze względu na brak pieniędzy oraz partnerów niezbędnych do realizacji tego przedsięwzięcia.  Wskazuje na to także stanowisko Turków, którzy nie potwierdzają opowieści Putina o ich sojuszu gazowym z Rosjanami. Ich działania w rzeczywistości przeczą takiej narracji.

Ankara dostrzega konkurencję w sektorze gazu ziemnego jaki stwarzają śródziemnomorskie złoża w dyspozycji Izraela i Cypru. Z sojuszu tych państw na rzecz budowy gazociągu East Med wspieranego przez Brukselę i Waszyngton, próbuje więc wyrwać Nikozję, bo Tel Awiw ze względów pozanergetycznych nie zbliży się obecnie do Ankary. Dlatego premier Ahmet Davutoglu położył w piątek na stole rozmów pokojowych seperatystów tureckich z rządem cypryjskim kwestię wydobycia węglowodorów ze złóż na wodach terytorialnych wyspy. Turcy również wysłali tam swój okręt badawczy. Chcą podzielić się złożami z Cyprem i szukają w tym zakresie mediacji Aten. – Nie chcemy napięć na Morzu Egejskim ani wschodniej części Morza Śródziemnego – zapewniał Turek. W tym tygodniu Brukselę odwiedzi delegacja cypryjsko-izraelska, która przedstawi alternatywny projekt dostaw gazu dla Korytarza Południowego, czyli koncepcji unijnej na rzecz dostarczenia Europie surowca nierosyjskiego. Realizacja gazociągu East Med pogorszyłaby pozycję Turcji jako kraju tranzytowego dla gazu kaspijskiego, ponieważ do Grecji, z pominięciem terytorium tureckiego, dostarczałby gaz ze złóż Afrodyta, Tamar i Lewiatan. Ankarze zależy na zainteresowaniu Grecji gazem kaspijskim i pojednawczym rozwiązaniu kwestii surowca cypryjskiego. Dlatego Turcy prowadzą ostrożną dyplomację w tym zakresie, wykorzystując propozycję tureckiego South Stream jedynie posiłkowo. Gdy osiągną swój cel i zabezpieczą swą rolę jako kraju tranzytowego dla dostaw do Europy, rosyjski projekt straci dla nich znaczenie strategiczne. Dostawy z Azerbejdżanu, a w przyszłości Turkmenistanu, Iranu, Iraku, będą konkurencyjne dla gazu rosyjskiego. Lwia ich część ma zostać w Turcji. Baku chce słać przez Gazociąg Transanatolijski 16 mld m3, z czego 6 mld otrzymają Turkowie. Kontynuacja tej rury w Europie – Gazociąg Transadriatycki ma przepustowość 10 mld m3 z opcją powiększenia jej do 20 mld m3. Konsorcjum TAP rozważa taką możliwość i jest otwarte na słanie surowca rosyjskiego, ale także cypryjskiego i izraelskiego. Jeżeli spojrzeć na rentowność South Stream (niezależnie od wersji) i East Med, to wygląda ona bardziej obiecująco w przypadku rury śródziemnomorskiej. Ta ma kapitał firm zachodnich, które otrzymały dostęp do złóż. Udział Gazpromu został zablokowany jeszcze w przetargu wskutek zabiegów izraelsko-amerykańskich. Licencje wydobywcze posiada amerykańskie Noble Energy, włoskie ENI i francuski Total. Włosi stracą najwięcej na rezygnacji ze starego South Stream, o czym oficjalnie zostali już poinformowali, więc East Med jest dla nich atrakcyjną alternatywą na uzyskanie dobrego kontraktu dla Saipemu, głównego wykonawcy pozornie pogrzebanej przez Rosjan inwestycji.

Rosjanie wzmacniają obecnie nacisk na Komisję poprzez kolejny blef. W niemieckich mediach cytowanych przez Niezależną.pl pojawiły się informacje o możliwości powrotu Rosjan do koncepcji położenia nowych nitek gazociągu Nord Stream, który pozwoliłby na pominięcie roli tranzytowej Ukrainy i dostarczenie surowca klientom europejskim, także z Bałkanów. Jest to ukłon w stronę Słowaków, którzy wyszli ostatnio z propozycją udostępnienia gazu z zachodnich giełd całemu regionowi, łącznie z Ukrainą, za pomocą serii modernizacji i dobudowy kilku odcinków do istniejącej sieci w Czechach, Słowacji, Rumunii i Bułgarii. Projekt nazywa się Eastring. Możliwe, że powiększona przepustowość Nord Stream i zgoda Komisji Europejskiej na monopol Rosjan na niemiecką infrastrukturę (OPAL oraz magazyny sprzedawane im przez BASF) w przyszłości pozwoliłaby na przekształcenie RFN w rosyjski hub gazowy, z którego rzeczywiście mógłby płynąć gaz dla Eastring. Cena byłaby niższa ale pochodzenie surowca niezmiennie to samo. Jest to jednak zasłona dymna, dopóki Bruksela nie ustąpi w sprawie zwolnień spod regulacji trzeciego pakietu energetycznego dla odnogi Nord Stream – OPAL. Decyzja pozostaje zamrożona.

Jest tu także wątek polski. Nowa inicjatywa w sprawie Nord Stream nie byłaby sygnalizowana, gdyby Polacy zgodzili się na propozycję białoruskiego Gazpromu, który sondował możliwość budowy nowej nitki Gazociągu Jamalskiego przez Polskę. Energetyczne rozmowy polsko-białoruskie były intensywnie prowadzone pod koniec listopada ale ich owocem był jednak absurdalny komunikat o transferze polskiego know-how łupkowego na Białoruś. Coś trzeba było zakomunikować. Na szczęście dla Polski rząd nie pozwolił na nowe Jamałgate, którego się obawiałem. Ministerstwo Gospodarki mogło jednak odpowiedzieć na moje zapytanie o to, czy temat Jamał 2 pojawił się w rozmowach z Białorusinami. Takie spekulacje należy ucinać a brak informacji też może zostać uznany za informację.

Jednakże rozmowa o rozbudowie Nord Stream jest póki co bezzasadna, bo Komisja Europejska rzuca koło ratunkowe South Stream. Przewodniczący Jean Claude Juncker ocenił, że nie należy kończyć rozmów na temat tej inwestycji i po spełnieniu wymogów unijnego prawa antymonopolowego mogłaby ona dostarczać rosyjski gaz do Europy Południowej i Środkowej. Bruksela w swoim stylu gra na konsensus i win-win dla wszystkich, z czego zaśmieją się pewnie realiści stosunków międzynarodowych. Liczy na to, że w Korytarzu Południowym zmieści surowiec z Rosji, kaspijski i śródziemnomorski, a to na przykład dzięki podległemu trzeciemu pakietowi energetycznemu South Stream. Wtedy przepustowość 63 mld m3 staje się realną potrzebą. Poza tym stary projekt wskazują jako lepsze rozwiązanie sami Rosjanie. W jego ramach za dostawy gazu bezpośrednio do klientów odpowiadałby Gazprom. Firma sygnalizuje, że w wersji tureckiej, punkty odbioru zostałyby ustanowione na granicy Turcji, a za dalszy tranzyt mają już odpowiadać odbiorcy. Trudno o bardziej czytelne zaproszenie do powrotu do stołu rozmów o starej rurze. Austriackie OMV już zapowiedziało konsultacje z Gazpromem na jej temat.

W zabiegach o South Stream Komisja zapomina o Ukrainie. Jak pisałem w zeszłym tygodniu, temat tranzytowej roli tego kraju dla Europy zszedł z agendy rozmów Brukseli i Moskwy. Zaniepokojony o to premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk wykonał w piątek telefon do wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Marosza Szewczowicza ze Słowacji. Jaceniuk podkreślił, że Ukraina może być pewnym krajem tranzytowym dla dostaw rosyjskiego gazu do Europy, dlatego śmierć South Stream nie powinna mieć dla Brukseli znacznia. Szewczowicz odpowiedział posługując się słowami swego szefa, Junckera: „bilateralne umowy w sprawie budowy South Stream nie spełniają wymogów unijnego prawa”. W ten wykrętny sposób wskazuje, że Unia Europejska chce South Stream zgodnego z unijnym prawem a nie utrzymania tranzytowej roli Ukrainy. Gra o już tylko o własne bezpieczeństwo energetyczne, pomimo zapewnień Szewczowicza o zabiegach na rzecz sprowadzenia zachodniego kapitału do ukraińskich gazociągów. Bruksela łyka blef Moskwy i może to robić z pełną premedytacją. Jednocześnie odcięty od zachodniego kapitału Gazprom dostaje kroplówkę od włoskiego UniCredit, o którego wątpliwych powiązaniach pisze dziś Teresa Wójcik. Jak słusznie wskazuje Andrzej Kublik z Gazety Wyborczej, to kolejne wsparcie po emisji euroobligacji Gazpromu przez JP Morgan Chase na kwotę 700 mln dolarów będącej odpowiedzią na tymczasowe porozumienie o dostawach gazu na Ukrainę.

Takie jest pokłosie gazowej Jałty jaką w rzeczywistości jest pakiet zimowy. Ukraińcy są pozostawieni na pastwę Rosji. Dlatego pożytkują drugą transzę pomocy finansowej Unii Europejskiej na spłatę grudniowych dostaw surowca. Transza 500 mln euro z Brukseli dotarła do Kijowa w piątek. Wtedy też dopiero Ukraińcy opłacili 378,22 mln dolarów (około 308 mln euro) za dostawy surowca od Gazpromu w grudniu. A zatem pozostałe pieniądze z Unii wyda zapewne na dostawy w styczniu 2015 roku. Tymczasowe porozumienie obowiązuje jednak do marca. W ten sposób Unia płaci za rosyjski gaz dla Ukrainy, a nie za reformy których oczekuje. Nie daje Ukraińcom narzędzi przetrwania trudnego czasu ale jednocześnie nie zmniejsza oczekiwań. W ten sposób wpędza sąsiada Polski w spiralę niewiarygodności. Angażuje się w projekty dywersyfikacyjne na południu, lecz jednocześnie skazuje na destabilizację kraj na Wschodzie, który wprowadziła na ścieżkę integracji europejskiej. Nie bierze odpowiedzialności za jego los, chociaż należy on do Europejskiej Wspólnoty Energetycznej.

W trosce o własne bezpieczeństwo energetyczne Europa sprzedaje Ukrainę Rosji na złotej tacy. Zabrakło jej finezji na rzeczywistą pomoc i zaangażowanie w ukraiński sektor gazowy, na przykład poprzez otworzenie korytarza gazowego dla Ukrainy. Niezmiennie apeluję zatem o inicjatywę polską w tym zakresie.

Ukraina jest tym samym skazana na powrót do rozmów z Rosjanami, od których będzie sprowadzać węgiel i energię elektryczną, z rosyjskimi bojownikami samozwańczych republik donieckiej i ługańskiej (węgiel). Co ciekawe, uruchamia także dostawy węgla z Polski na małą skalę, bo surowiec o takiej jakości jest jej potrzebny w niewielkim stopniu. Grunt pod przekształcenie gazowej Jałty w Jałtę faktyczną został przygotowany. Te zabiegi mogą jednak nie wystarczyć aby zaspokoić potrzeby Ukraińców. Z kolei ich zaspokojenie przez Rosję może wiązać się z koncesjami podważającymi suwerenność Ukrainy. Dzisiaj nasz wschodni sąsiad ma rozpocząć odbiór grudniowych dostaw gazu. W znikomy sposób poprawia to jego opłakaną sytuację.