Jakóbik: Zakładnik Sputnika krytykuje dostawy LNG z USA (FELIETON)

19 czerwca 2019, 12:00 Energetyka
Do polskiego terminalu LNG w Świnoujściu dotarła 60. dostawa gazu skroplonego fot. Polskie LNG
Do polskiego terminalu LNG w Świnoujściu dotarła 60. dostawa gazu skroplonego fot. Polskie LNG

Według Andrzeja Szczęśniaka umowy na dostawy LNG z USA „czynią z nas zakładników na najbliższe 20 lat”. Te i inne fałszywe tezy można znaleźć w najnowszym komentarzu eksperta gazowego, z racji częstotliwości komentarzy będącego chyba zakładnikiem propagandowego Sputnika z Rosji – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Departament departamentem, ale…

– Biorąc pod uwagę już zakontraktowany gaz katarski, planowane dostawy niebieskiego paliwa z Norwegii przez gazociąg Baltic Pipe i własną produkcję, Polska prawdopodobnie zetknie się z problemem nadwyżki drogich importowanych surowców – stwierdził Szczęśniak. Nie przeczytał najwyraźniej szacunków BiznesAlert.pl ani danych Departamentu Energii USA, które świadczą o czymś innym.

– Niestety podpisane kontrakty czynią z Polski tzw. „captive market” (rynek zakładnika) na najbliższe prawie 20 lat – twierdzi Szczęśniak. – Dostarczamy gaz na Ukrainę, ale po cenach giełdowych. Ceny giełdowe i ceny gazu z Kataru czy z USA to są inne światy. Więc, kupując drogi amerykański czy katarski gaz, sprzedajemy po cenach giełdowych. To znaczy, że musimy dopłacać. To jest chory model gospodarowania. Będzie nas ten hub dużo kosztował. Polska się zgodziła zostać takim dilerem amerykańskiego gazu i dlatego pod tym względem jest prymusem wśród krajów Europy Wschodniej. Ten biznes nie będzie dochodowy, ktoś będzie musiał do niego dopłacać – twierdzi komentator Sputnika, rosyjskiej tuby propagandowej.

Z danych Departamentu Energii USA opublikowanych w BiznesAlert.pl można się dowiedzieć ile kosztowały dostawy gazu skroplonego do Polski w portach amerykańskich. Trudno stwierdzić, jaka jest ostateczna cena w punkcie odbioru. Ładunek mógł trafić różnymi szlakami, na mocy różnych transakcji. Takim przypadkiem mogły być dostawy z Cove Point LNG, które są oznaczone jako realizacja kontraktu długoterminowego, choć Polacy nie mają takiego na dostawy z tego terminalu.

Oznacza to, że ładunek mógł trafić do Polski dzięki odsprzedaży wolumenu z kontraktu długoterminowego na odbiór z USA na potrzeby kontraktu średnioterminowego z traderem Centrica albo spotu. Dane Departamentu Energii nie wystarczą jednak do oszacowania ostatecznej ceny na polskiej ziemi i należy podejść do nich z właściwą rezerwą. Niekoniecznie wystarczy dodać do nich koszty skroplenia i transportu. Mogą być one uwzględnione w formule cenowej jak w przypadku części dostaw uwzględnionych w zestawieniu Departamentu.

Oznacza to, tak jak pisałem wielokrotnie, że cena LNG z USA może być porównywalna lub niższa od oferty rosyjskiej. Wyliczenia ceny LNG z USA możliwe dzięki deklaracji prezydenta Donalda Trumpa potwierdzają, że konkurencyjne mogą być nawet umowy z FOB dedykowane rynkom zagranicznym, na przykład w Azji. Wtedy pewnie część z nich trafi do Polski. Jeśli nie, to trafią na rynki globalne. Portfolio PGNiG pozwoli też sprzedawać gaz z Polski np. na Ukrainę i już teraz odbywa się to na mocy umowy z ERU Trading. Dostawy nie są realizowane ze stratą, wbrew tezom komentatora Sputnika. Straty przynosi kontrakt jamalski obowiązujący do 2022 roku, który jest najdroższą umową w portfolio PGNiG, o czym oczywiście nie wspomina ulubieniec portalu rosyjskiego.

Zakładnik Sputnika

Niezależnie od tego cena danego kontraktu i tak nie jest jedynym czynnikiem decydującym o dywersyfikacji źródeł dostaw, a raczej jego wpływ na cenę dla odbiorców w Polsce, która jest wypadkową całego portfela dostaw. Ten dzięki nowym umowom może stać się  korzystniejszy, na przykład po zakończeniu kontraktu jamalskiego. To dlatego większość dostaw z USA ruszy po 2022 roku. Na razie mamy 0,52 mln ton LNG w latach 2019-2022 od Cheniere oraz możliwość sprowadzenia do dziewięciu ładunków od Centrici z DES w latach 2018-2023.

Zdaniem Szczęśniaka kontrakty z klauzulą FOB skazują PGNiG na handel na rynkach globalnych. – Będzie to problem dla PGNiG, ponieważ globalne rynki dla nas są za mocne, żeby grać ze światowymi graczami na równi – przekonuje. Ekspert gazowy Sputnika zapomina jednak, że PGNiG samo komunikuje chęć wejścia na te rynki. To sposób na zdobycie nowej kompetencji i gry w pierwszej lidze, która pozwoli Polakom uniezależnić się od procesu liberalizacji rynku gazu w kraju, która nieuchronnie zmniejszy udziały PGNiG na rynku po 2022 roku. Firma będzie mniej zależna od tego procesu, jeżeli będzie zwiększać zarobek na handlu LNG na skalę globalną. Można więc powiedzieć, że sama „skazuje się” na taki scenariusz.

Tymczasem Andrzej Szczęśniak skazuje się na wizerunek zakładnika Sputnika, który jest gotów zawsze skrytykować dostawy gazu do Polski z kierunków innych niż rosyjski.

 

P.S.: Tym tekstem żegnam się z Państwem na około dwa tygodnie wakacji, w których ekipa BiznesAlert.pl na pewno nie zwolni tempa. Zostawiam portal w dobrych rękach:)