Lipka: Nadchodzi zwarcie Niemiec i Francji o umieszczenie atomu w taksonomii europejskiej

23 grudnia 2021, 07:30 Atom
Terytorium Niemiec i Francji. Źródło: Freepik
Terytorium Niemiec i Francji. Źródło: Freepik

Z ostatnich doniesień wynika, że ciche rozmowy między prezydentem Macronem a poprzednim rządem Niemiec pod wodzą Angeli Merkel, i nie spisany na kartce papieru kompromis, jakoby w Taksonomii znaleźć się miały gaz i atom, nie będzie honorowany przez nowy rząd teutoński, w którym dominują Socjaldemokraci z Zielonymi. Bardziej od nich zdroworozsądkowi i zrównoważeni liberałowie niestety nie za wiele będą tu mieli do powiedzenia – pisze Jerzy Lipka z Obywatelskiego Ruchu na rzecz Energetyki Jądrowej.

Wobec takiego obrotu rzeczy i opanowania sterów niemieckiego państwa przez radykałów, Francja nie ma innego wyjścia, jak zacząć od nowa rozmowy, lub iść na zwarcie. To drugie sprawia, że Makron konsoliduje swoją drużynę w UE, licząc siły. Oprócz wszystkich krajów Europy Środkowo wschodniej na czele z Polską, do Francji dołączyły ostatnio Holandia (która chce budować atom u siebie) i Grecja (która nie posiada i nie planuje posiadać EJ, lecz nie chce złośliwie bronić tego innym państwom). Niemal wszystkie te kraje liczą na oparcie swojego miksu energetycznego w dużej mierze na atomie. Drużynie francuskiej, wspierającej atom, przeciwstawią się Niemcy z Austrią, Danią i Portugalią (udział tej ostatniej po stronie anty-atomowych Niemiec jest dla mnie niepojęty), także podatkowym rajem Luksemburgiem i w sposób znacznie mniej zdecydowany Włoch z Hiszpanią. Warto zaznaczyć, że Austria występuje tu w roli skrajnie ekstremistycznej, chcąc blokować atom w sądach, gdyby stanowisko Niemiec uległo rozmiękczeniu. Kraje te chcą budować swój mix na zasadzie wiatr + słońce + wspierający je gaz ziemny.

Nie ulega wątpliwości, że Niemcy i Francja to zawodnicy wagi ciężkiej, ze względu na ich potencjały gospodarcze (a Francji także militarny). Przy czym większą siłę i sprawność gospodarczą Teutonów, galijski kogut zdaje się równoważyć właśnie militarnie – arsenał nuklearny.

Czy rozmowy mogą się powieść i dojdzie do jakiegoś kompromisu, który musiałby polegać na obustronnych ustępstwach, tego nie wiemy. Ale wiemy, jak taki kompromis musiałby wyglądać, by zadowolić choć częściowo obie strony. Musiałby uwzględnić zarówno atom w Taksonomii, jak i gaz ziemny. Czyli być powtórzeniem tego, na co już wstępnie zgodzili się Macron z Merkel. Inaczej byłby po prostu kapitulacją jednej ze stron. Trudno powiedzieć, na co liczą niemieccy Zieloni i Socjaldemokraci, odrzucając tamten kompromis? Wygląda na to, że na narzucenie całej Europie swojego energetycznego modelu. Nie chcą bowiem dopuścić, by w Europie występowały dwa różne modele energetyki, a tylko jeden, ich zdaniem słuszny. W przeciwieństwie do nich, Francja z sojusznikami bronić będzie energetycznej autonomii każdego z krajów, nie poddającej się jednemu, słusznemu wzorcowi dla wszystkich. We Francji są na wiosnę wybory, ale jeśli nie znów Macron, to władzę przejmie znacznie bardziej od niego radykalna Pani Le Pen, lub jej konkurent na prawicy Pan Zemmour. W obu przypadkach wybór ten nie wróży dla Niemiec niczego dobrego. Łatwiej się im będzie dogadać z Macronem.

Zresztą Francja nie ma po prostu innego wyjścia, jak tylko szybko modernizować swoją dość wiekową flotę 56 reaktorów jądrowych. Starzeje się ona i zaczyna przysparzać problemów, a zwłaszcza to, że niezbędnych remontów i wymiany reaktorów na nowe jednostki nie zaplanowano i nie przeprowadzono dużo wcześniej, a dopiero teraz. Potrzebne będą na to kredyty na dogodnych warunkach, a te zależą w dużej mierze właśnie od rozstrzygnięć w Taksonomii. Grająca czołową rolę w pro-atomowej drużynie Polska, również nie ma wyjścia i wręcz można powiedzieć, walczy o życie. Brak realizacji programu budowy w Polsce 6 reaktorów jądrowych wielkiej mocy, oraz szeregu mniejszych, zakonserwuje chorą i patologiczną w sumie zależność od paliw kopalnych na poziomie osiemdziesięciu kilku procent (tyle energii jest dziś wytwarzane z węgla i gazu). Opłaty za emisję CO2 muszą prędzej czy później zabić polską gospodarkę, zabić wszelką opłacalność produkowania nad Wisłą czegokolwiek. Chyba, że kraj wystąpiłby z UE, czego lwia część społeczeństwa po prostu nie chce! Polski rząd zatem nie może ulec niemieckiej presji za żadną cenę. Ruchu w tył po prostu nie ma.

Niemcy zapewne liczą na to, że będą po całej Europie rozprowadzać rosyjski gaz ziemny, który wkrótce już popłynie gazociągiem Nord Stream 2, po tym jak Władimir Putin zrezygnuje z wojny z Ukrainą. A uczyni to z pewnością, ponieważ bardziej zależy mu na pieniądzach zarobionych na eksporcie surowców. Ale zwycięstwo opcji niemieckiej w UE oznaczać musi dla takich krajów jak Polska, a w dużej mierze i Francja, totalną degradację do poziomu prawie krajów III Świata, bez przemysłu i silnej gospodarki produkcyjnej. Energia jest bowiem krwiobiegiem tej gospodarki. Rząd polski co prawda zapowiada, że finansowanie elektrowni atomowych chce zapewnić z innych źródeł niż banki europejskie, ale bez wątpienia brak atomu w Taksonomii walnie te wysiłki utrudni. Starcie to rozstrzygnie się w najbliższych miesiącach i zadecyduje o energetycznym kierunku całej wspólnoty, jak również może doprowadzić do tak wielkiego podziału, że Europa pójdzie ostro w kierunku rozpadu. Chyba, że zwycięży rozsądek co miejmy nadzieję nastąpi. W przeszłości w końcu po bardzo burzliwych sporach, udawało się takie kompromisy osiągać. Tyle, że warunkiem kompromisu jest, aby wśród antynuklearnych radykałów z SPD i Zielonych pojawił się jakiś cień woli do prowadzenia dialogu i ustępstw. Wkrótce zobaczymy.

Jakóbik: Atom w taksonomii, czyli jak nie wpaść w pułapkę gazową Putina (ANALIZA)