Mielczarski: Nie interweniujmy w system zielonych certyfikatów

7 lipca 2015, 14:55 Energetyka
Turbiny wiatrowe w Austrii
Turbiny wiatrowe w Austrii

KOMENTARZ

Prof. dr hab. Władysław Mielczarski

Politechnika Łódzka

Ceny zielonych certyfikatów spadają i będą jeszcze spadać, dlatego że rynek tych certyfikatów zachowuje się poprawnie, a nadwyżka podaży oznacza spadek cen. Nie należy interweniować w mechanizm rynkowy. Jego działanie jest w dłużnym horyzoncie czasowym pozytywne dla rozwoju OZE.

Spadające ceny zielonych certyfikatów wywołują nerwowość u części producentów, którzy zaczynają domagać się interwencji. Nie ma do tego podstawy. System handlu zielonymi certyfikatami został zaprojektowany jako system rynkowy i działa w sposób poprawny, co oznacza, że nadmiar podaży obniża ceny, podczas gdy brak podaży ceny te podnosi. Spadek cen zielonych certyfikatów był do przewidzenia od dawna, ponieważ zyski producentów OZE były i są tak duże, że przyciągały i przyciągają nadal znaczne środki inwestycyjne. Gdyby produkcja energii z OZE była nierentowna nikt nie inwestowałby w te źródła, które rozwijają się jednak dynamicznie, szczególnie energetyka wiatrowa.

Ceny zielonych certyfikatów można dosyć łatwo przewidywać, szczególnie w dłuższym okresie. Będzie to cena (koszt) najtańszych źródeł OZE, które w Polsce są w stanie zrównoważyć popyt. Jak pokazała aukcja próbna wynoszą one około 230zł/MWh. Po odjęciu ceny energii elektrycznej na rynku hurtowym, która w najbliższych latach będzie kształtowała się na poziomie 170-150zł/MWh, z tendencją spadkową, można wyznaczyć cenę zielonych certyfikatów. Cena ta może wzrastać wraz ze wzrostem kosztów produkcji energii z OZE powodowaną ograniczeniami w produkcji i mniejszym czasem wykorzystania instalacji. Jednak wpływ ten nie będzie wielki, ponieważ ograniczenia w produkcji wynikające z konieczności zapewnienia bezpieczeństwa pracy systemu elektroenergetycznego, nie powinny być większe niż 100-200 godzin rocznie.

Niskie ceny zielonych certyfikatów oznaczają wyeliminowanie współspalania, które jest największym konkurentem OZE i może to pozwolić w dłuższym horyzoncie na dynamiczny rozwój OZE. Inne technologie OZE będą wymagały dodatkowego wsparcia, jak np. wspomaganie nakładów inwestycyjnych.

Okazuje się, że trzy mechanizmy rynkowe wprowadzone do energetyki działają poprawnie. Na rynku energii elektrycznej cena energii zmierza powoli do kosztów zmiennych, bo jest to jednak rynek „tylko energii”, a nie rynek mocy. Utrzymują się niskie ceny pozwoleń na emisje CO2, ze względu na ich dużą podaż. Podobnie jest z rynkiem zielonych certyfikatów. Chcieliśmy mechanizmów rynkowych to je mamy i one działają poprawnie.

Nawoływania do interwencji na rynku zielonych certyfikatów przypominają mi dialogi z filmu „Sami Swoi” (Sąd, sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie), które łatwo można odczytywać jako: Rynek, rynkiem,  ale zyski powinny być po naszej stronie” – oczywiście po stronie zielonej mocy.