Związek Przedsiębiorców i Pracodawców alarmuje: najmniejsze firmy znikają z małych miast, a system podatkowy i prawny działa przeciwko nim. By zatrzymać ten proces, ZPP rusza z ogólnopolską kampanią i pakietem dziewięciu konkretnych propozycji legislacyjnych.
Mikrofirmy — czyli te zatrudniające do 9 osób — to 96 proc. wszystkich polskich przedsiębiorstw. Wytwarzają 28,2 proc. PKB, wyprzedzając pod tym względem duże korporacje, które odpowiadają za 22,6 proc. Dają pracę ponad 4,3 miliona ludzi, często w miejscach, gdzie żadna korporacja nigdy nie dotrze.
Mimo to system traktuje je jak potencjalnych przestępców…
— Mamy system, który promuje wielkich i bogatych, a dusi małych i pracowitych. To jest postawione na głowie — mówi wprost Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP.
Dane z badania ZPP i Maison & Partners malują niepokojący obraz. Co trzeci właściciel mikrofirmy zarabia nie więcej niż wynosi średnia krajowa. Aź 42 proc. przeznacza dochody wyłącznie na bieżące wydatki, a 47 proc. dopłaca do firmy z własnych oszczędności. Trzy czwarte przedsiębiorców cieszy się z bycia „na swoim”. Jednak niemal tyle samo przyznaje, że przy obecnych trudnościach wolałoby pracować na etacie.
Choroba pracownika nie może rujnować pracodawcy
Pierwszy z czterech bloków postulatów dotyczy kosztów zdarzeń losowych, które dziś w całości spoczywają na barkach mikroprzedsiębiorców.
ZPP domaga się, by ZUS finansował wynagrodzenie chorobowe od pierwszego dnia nieobecności — nie od czternastego, jak obecnie.
Postuluje też zniesienie naliczania stażu urlopowego za czas przebywania pracownika na zwolnieniu lekarskim lub urlopie macierzyńskim.
Uzasadnienie jest proste: mikrofirma nie jest korporacją ani bankomatem. Nie może ponosić kosztów zdarzeń, na które nie ma żadnego wpływu.
Jeden podatek zamiast labiryntu przepisów
Serce pakietu to propozycja radykalnego uproszczenia systemu podatkowego. ZPP chce zastąpić PIT, składki ZUS i NFZ jedną, czytelną daniną ryczałtową od przychodu w przedziale 3–20 proc.
Do tego podniesienie limitu zwolnienia z VAT do 500 tys. zł i ograniczenie obowiązków JPK dla najmniejszych firm.
Równie ważna jest stabilność — ZPP postuluje zakaz wprowadzania zmian podatkowych w trakcie roku. Do tego obowiązkowy 12-miesięczny okres vacatio legis dla każdego nowego prawa.
Przedsiębiorca, który planuje budżet na rok, nie może co kwartał dowiadywać się, że zasady gry się zmieniły.
Państwo jako partner, nie strażnik
Trzeci blok dotyczy prawa pracy. ZPP chce zlikwidować obowiązek tworzenia regulaminów pracy i wynagradzania w firmach, które nie osiągają ustawowych progów zatrudnienia. Związek chce także uproszczenia formalności BHP i ewidencji czasu pracy.
Argumentuje, że nakładanie na mikrofirmę tych samych obowiązków co na wielką korporację to błąd niszczący lokalne rynki pracy.
Czwarty blok to pakiet antybiurokratyczny. ZPP proponuje zasadę „1 za 2″ — każdy nowy obowiązek administracyjny musi pociągać za sobą likwidację dwóch dotychczasowych. Chce też wprowadzić zasadę „once only”: dane raz podane państwu nie mogą być żądane po raz drugi, a całe raportowanie ma być scentralizowane na jednej platformie.
Osobnym postulatem jest ograniczenie liczby kontroli — tylko jedna w danym momencie, z wyjątkiem zagrożenia życia lub uzasadnionego podejrzenia przestępstwa. Kontrola ma pomagać, nie paraliżować.
Kampania na ulicach największych miast
ZPP nie poprzestaje na projekcie ustawy. Kampania „Mikrofirmy. Dla Ludzi. Dla Polski” to dwutygodniowa akcja medialna obejmująca wielkoformatowe ekrany digital w centrach Warszawy, Łodzi, Katowic i Gdańska oraz na kluczowych dworcach kolejowych, a także mobilne billboardy krążące po stolicy i intensywną komunikację w mediach społecznościowych.
Cezary Kaźmierczak nie pozostawia wątpliwości co do stawki: — Zniknięcie mikrofirm z przestrzeni małych miast to nie tylko problem ekonomiczny, to wyrok śmierci dla lokalnych społeczności. Każdy zamknięty zakład szewski, kwiaciarnia czy mała firma transportowa to wyrwa w tkance społecznej i osłabienie klasy średniej, która jest gwarantem stabilności państwa.
BA/S


