Pędziwol: Atom na Słowacji jest bliżej realizacji pomimo austriackich akcji

26 maja 2021, 07:25 Atom
atom Elektrownia Mochovce na Słowacji. Źródło: Wikipedia
Elektrownia Mochovce na Słowacji. Źródło: Wikipedia

Urząd Nadzoru Jądrowego ÚJD uznał, że trzeci blok elektrowni atomowej Mochovce jest bezpieczny i może zostać podłączony do sieci. Jeśli ta decyzja się uprawomocni, jej operator będzie mógł rozpocząć załadunek paliwa jądrowego i stopniowy rozruch nowego reaktora. Po osiągnięciu przezeń pełnej mocy Słowacja będzie produkować więcej prądu, niż go potrzebuje. Nim jednak do tego wszystkiego dojdzie, na placu budowy mają się pojawić międzynarodowi kontrolerzy – pisze Aureliusz M. Pędziwol, współpracownik BiznesAlert.pl.

„Obiekt jest gotowy do eksploatacji”, zakomunikował na konferencji prasowej w czwartek 13 maja Peter Uhrík, dyrektor generalny sekcji oceny bezpieczeństwa i działań kontrolnych ÚJD. Te słowa poprzedziło ponad ćwierć tysiąca inspekcji urzędu i niemal pięć tysięcy jego decyzji. Pięciu inspektorów urzędu stale działało na placu budowy,

„Przełomowy moment w przełomowym projekcie”

Zdaniem gazety „Denník N” zgoda na rozruch reaktora nr 3 w Mochovcach jest wydarzeniem roku w biznesie. „To jest przełomowy moment w przełomowym projekcie, który będzie miał wpływ na całą Słowację”, twierdzi autor artykułu Ján Kovácz. Jego zdaniem nawet jeśli ktoś się odwoła od tej decyzji, jego szanse na sukces będą znikome.

Oba nowe bloki elektrowni Mochovce – czekający na uruchomieni reaktor nr 3 i gotowy w 88 procentach nr 4 – mają moc zainstalowaną 471 MWe każdy, o 30 MWe niższą niż w wypadku bloków jeden i dwa, które działają odpowiednio od 1998 i 1999 roku. Każdy z nich będzie w stanie pokryć około 13 procent słowackiego zapotrzebowania na prąd.

Trzy czwarte prądu z atomu

Po uruchomieniu czwartego reaktora w Mochocach Słowacja będzie dysponować łącznie mocą zainstalowaną niemal 3 GWe w czterech reaktorach typu WWER440/V-213 (dwa w Bohunicach i dwa w Mochovcach) i dwóch typu WWER440/V-213+ (w Mochovcach). Łącznie będą one w stanie pokryć ponad trzy czwarte zapotrzebowania kraju na energię elektryczną.

Już włączenie do sieci EMO3 – jak jest nazywany nowy blok – zapewni Słowacji samowystarczalność energetyczną. „Staniemy się krajem o największym udziale energii jądrowej w miksie energetycznym na świecie”, cieszył się podczas wspomnianej konferencji prasowej minister gospodarki Richard Sulík.

Gdy zaś ruszy czwarty reaktor, nadwyżka produkowanej energii będzie już bardzo wyraźna. „Osobiście mam taką nadzieję, taki sen, żeby w czasie, kiedy nie będzie wielkiego zapotrzebowania na energię elektryczną, na przykład w nocy, można było z energii atomowej produkować na drodze elektrolizy wodór”, mówił Sulík. To by według niego oznaczało nową erę w dziejach Słowacji.

Czwarty blok jest ważny jeszcze z innego względu. Bez niego nie zwrócą się nakłady na rozbudowę elektrowni, które z biegiem lat urosły z planowanych 1,6 miliardów euro w 2007 roku do 6,2 miliardów euro dzisiaj. Reaktor nr 3 pozwoli zacząć spłacać stare długi i umożliwi zaciągać nowe, niezbędne na dokończenie czwartego bloku. W ostatnich latach bowiem – jak pisze „Denník N”, banki bały się bowiem udzielać kredytów spółce Slovenské elektrárne (SE), która jest właścicielem obu słowackich elektrowni jądrowych (drugą jest elektrownia Bohunice).

Jedna z najbezpieczniejszych elektrowni

Podczas konferencji prasowej dyrektor Uhrík zapewniał, że nowy reaktor będzie w stanie sprostać nawet najbardziej nadzwyczajnym sytuacjom, porównywalnym z tym, co się wydarzyło w Fukushimie. Sam ÚJD w komunikacie informował, że ostatnia inspekcja poprzedzająca wydanie zgody na rozpoczęcie uruchamiania bloku trzeciego była przeprowadzona w znacznie szerszym zakresie, niż to przewidują standardy i niż to się działo w wypadku pierwszych dwóch reaktorów w Mochovcach, czy też podczas innych postępowań podobnego typu.

Komunikat ÚJD podkreśla, że gotowość reaktora do załadunku pierwszych zestawów paliwowych i rozpoczęcia testów aktywnych musiała być przedstawiona w sposób kompleksowy we wszystkich ocenianych obszarach, począwszy od zakończenia prac konstrukcyjnych, przez zakończenie montażu układów technologicznych, pomyślną weryfikację funkcji projektowych przy pomocy serii biernych testów systemowych i integralnych, usunięcie stwierdzonych braków i usterek, zapewnienie ochrony przeciwpożarowej i radiacyjnej, ochrony środowiska, aż po gotowość personelu i dokumentacji eksploatacyjnej.

Według ministra gospodarki Richarda Sulíka Mochovce są jedną z najbezpieczniejszych elektrowni.

Sprzeciw gwarantowany

Zupełnie odmiennego zdania jest pozarządowa organizacja ekologiczna GLOBAL 2000 z Austrii, która od lat usiłuje powstrzymać słowacki projekt jądrowy. Jej tłumacze i eksperci natychmiast zabrali się do przekładania i analizowania liczącego 144 strony zezwolenia na rozruch EMO3. „Jednakże już po opublikowaniu pozwolenia wiemy, że żadne z naszych poważnych zastrzeżeń nie zostało wzięte pod uwagę – nawet się do nich nie odniesiono”, informuje austriacka NGO na swoich stronach internetowych i zapowiada zgłoszenie sprzeciwu zarówno na Słowacji, jak i przed Komisją Europejską.

„W wyniku naszego odwołania pozwolenie na eksploatację nie wejdzie w życie, wysoce radioaktywne elementy paliwowe nie będą mogły być na razie załadowywane, a reaktor nie zostanie podłączony do sieci. Na razie”, komunikuje GLOBAL 2000 na swojej stronie poświęconej Mochovcom.

Na początek jedna dziesięciotysięczna procenta

Gdyby nikt się nie odwołał od decyzji ÚJD, weszłaby ona w życie po siedmiu tygodniach od daty oficjalnej publikacji. W razie odwołań urząd będzie musiał się nimi zająć, co zdaniem dyrektora Strýczka zajmie mu około czterech miesięcy. Dlatego załadunek paliwa do reaktora będzie można zacząć w październiku lub listopadzie.

„Podczas ładowania paliwa reaktor jest rozebrany”, tłumaczył Peter Uhrík w rozmowie z „Denníkiem N” przed dwoma laty. „Potem trzeba go poskładać. Zbiornik ciśnieniowy reaktora musi zostać uszczelniony, wszystkie elementy ponownie zmontowane, oprzyrządowanie pomiarowe i wszystkie systemy sterujące reaktorem muszą zostać na nowo uruchomione.”

Dopiero w tym momencie można inicjować reakcję łańcuchową – i to na możliwie najniższym poziomie. „Ustabilizuje się ona gdzieś około jednej dziesięciotysięcznej jednego procenta mocy nominalnej”, mówił dyrektor Uhrík i tłumaczył, że nie doprowadzi to nawet od ogrzania wody w obiegu chłodzenia. Jedynie bardzo czułe oprzyrządowanie będzie w stanie zarejestrować, że reaktor jest włączony i pracuje. Ta faza, zwana rozruchem fizycznym, potrwa około dwóch miesięcy, podczas których będą prowadzone kolejne testy.

Dopiero potem będzie można przystąpić do rozruchu energetycznego. Moc reaktora zostanie zwiększona najpierw do jednego procenta mocy nominalnej, potem do dwóch, do pięciu. Pełną moc można będzie osiągnąć po czterech miesiącach od wprowadzenia paliwa do reaktora, czyli – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem – najwcześniej w marcu przyszłego roku.

Przestarzała, sowiecka technologia?

Protestujący przeciw uruchomieniu bloku nr 3 austriaccy ekolodzy z GLOBAL 2000 wskazują, że „w elektrowni atomowej w Mochowcach budowane są dwa ‘nowe’ reaktory – z przestarzałą technologią z lat 70”. Ich zdaniem nie odpowiadają one aktualnemu stanowi techniki: „brakuje pełnej izolacji ciśnieniowej, która mogłaby powstrzymać uwalnianie dużych ilości materiałów radioaktywnych w przypadku stopienia rdzenia, zabezpieczenie elektrowni przed trzęsieniami ziemi jest równie nieodpowiednie, jak ochrona przed upadkiem dużych samolotów czy atakami terrorystycznymi.”

Portal austriackiej publicznej sieci radiowo-telewizyjnej ORF przypomniał w 2019 roku, że spór o elektrownię w Mochovcach nabrzmiewa już od lat 90. „Z Austrii napłynęła krytyka z powodu błędów w systemach pomiarowych i kontrolnych oraz braku containmentu, czyli powłoki ochronnej zatrzymującej radioaktywność. Wówczas reaktory wodne ciśnieniowe sowieckiej konstrukcji zostały wyposażone w zachodnie systemy sterowania.”

Utajniony raport

Przez 18 dni na przełomie listopada i grudnia 2018 roku na placu budowy w Mochovcach przebywała specjalna misja Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA) z Wiednia – 17 ekspertów z Brazylii, Kanady, Chin, Czech, Finlandii, Francji, Niemiec, Węgier, Rumunii, Rosji i Wielkiej Brytanii, a także dwóch członków personelu IAEA oraz obserwatorzy z Austrii, Włoch i Rosji. Według oficjalnego komunikatu na stronie agencji inspektorzy wprawdzie pozytywnie ocenili to, co tam zobaczyli, a zwłaszcza „nowatorski system bezpieczeństwa umożliwiającego chłodzenie reaktora nawet po jego wyłączeniu”, ale wydali także kilka rekomendacji. Na pierwszym miejscu postawili konieczność ustalenia wysokich standardów i oczekiwań dotyczących funkcjonowania zakładu i zapewnienia ich rygorystycznego stosowania.

We wrześniu ubiegłego roku GLOBAL 2000 informował o liście poleconym z ÚJD, w którym urząd informował, że spółka, do której należy elektrownia, odmawia opublikowania raportu kontrolerów IAEA. Zdaniem rzecznika austriackiego NGO Reinharda Uhriga budzi to podejrzenia, że wyniki kontroli „nie zaświadczają jedynie najwyższego bezpieczeństwa, jak oficjalnie twierdzi strona słowacka, ale że w atomowych podziemiach czają się kolejne nierozwiązane problemy bezpieczeństwa, które operator chciałby ukryć”. Dwa miesiące później austriacki dziennik „Die Presse” powołując się na GLOBAL 2000 donosił, że w utajnionym raporcie wymienione są 22 obszary problemowe i dziesiątki koniecznych poprawek. „A bezpieczne uruchomienie [reaktora] nie jest rzekomo zapewnione.“

18 maja słowacki dziennik ekonomiczny „Hospodárske noviny” informował, że na koniec sierpnia inspektorzy IAEA mają już zaplanowaną kolejną kontrolę w Mochovcach.

Lipka: Atom musi być priorytetem Polski, jeśli ma powstać do 2030 roku